W XXI wieku proces umierania i śmierć są traktowane przez ludzi z ogromnym dystansem i wręcz niechęcią. Jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku we wsiach wschodniej Polski ludzie przebywali w domu razem ze zmarłym przez trzy dni poprzedzające pogrzeb. Rodzina i sąsiedzi przychodzili pożegnać się z bliską osobą, której ciało złożone w trumnie przypominało o kruchości ludzkiego życia. Śmierć była wydarzeniem doświadczanym z bliska, rzadko następowała poza domem, np. w szpitalu czy innym zakładzie opieki zdrowotnej. Ludzie odchodzili w obecności osób bliskich i przez to ostatnia podróż w nieznane była mniej bolesna. Obecnie tego typu sytuacja zdarza się bardzo rzadko. Śmierć przychodzi po cichu, bez przeszkadzania innym, w samotności.
Pedro Almodóvar w swoim najnowszym filmie nieoczekiwanie dotknął kwestii trudnych dla wielu osób – opieki nad pacjentem terminalnie chorym, świadomego żegnania się ze sobą oraz obezwładniającego strachu przed śmiercią. W pokoju obok przedstawia nam dwie kobiety: pisarkę Ingrid (Julianne Moore) i jej przyjaciółkę Marthę (Tildę Swinton). Ingrid ma udane życie zawodowe, jej książki świetnie się sprzedają, a niedawna premiera jednej z nich sprawiła, że na spotkania autorskie przychodzą tłumy. Nieoczekiwanie dowiaduje się, że jej dawna koleżanka walczy z wyjątkowo ciężką odmianą nowotworu złośliwego. Eksperymentalna terapia nie pomaga, i wkrótce okazuje się, że żadne leczenie nie jest w stanie poprawić stanu zdrowia Marthy. Chora przechodzi przez wszystkie stadia załamania, ale ostatecznie podejmuje kontrowersyjną decyzję – postanawia umrzeć na własnych zasadach. Potrzebuje jednak osoby towarzyszącej, a wszyscy przyjaciele odmawiają jej uczestnictwa we wspomaganej eutanazji. Ostatecznie Ingrid godzi się na towarzyszenie Marcie, która prosi tylko o jedno – aby znajdowała się w pokoju obok.
Dla przeciętnego widza W pokoju obok to po prostu filozofujący film o umieraniu. Dla mnie jednak to przede wszystkim dzieło o porządkowaniu tego, co każdy z nas po sobie zostawi, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Nadchodząca śmierć u większości ludzi zasiewa chaos i powoduje panikę, którą Martha znosi dzielnie, z podniesioną głową. Do samego końca jest świadoma, cieszy się refleksami słońca, śpiewem ptaków, ulubionymi filmami, obecnością przyjaciółki. Banalne przyjemności sprawiają, że pęka i kruszy się budowana przez nią latami skorupa nieprzystępności i odporności psychicznej. Paradoksalnie zaczyna oddychać pełną piersią w momencie, gdy życia zostaje jej już niewiele. W umieraniu znajduje miejsce na spokój, relaks, powolne przeżywanie ulubionych momentów dnia. Odchodzenie staje się smutną i częściowo nerwową, ale jednak celebracją.

Mimo dobrego pomysłu na prostą i konkretną fabułę Almodóvar popada chwilami w bylejakość. Oglądając W pokoju obok nieustannie miałam wrażenie, że dotyka mnie jakiś dziwny niedookreślony niedosyt. Może to brak iskry, może czegoś zaskakującego, a może nawet brak uznania dla pracy reżysera? Film nie ma punktów zaczepienia i fabularnych kamieni milowych. Wychodząc z kina nie miałam odczucia, że cokolwiek obejrzałam – ot, wpadłam, pokazałam bilet, i weszłam w życie dwóch kobiet jak zakłopotany obserwator. Opowiadana historia nie przyniosła mi satysfakcji ani nie wywołała sytości. Jako widzowie nie doświadczamy podczas seansu niczego konkretnego. Reżyser rzuca nam jak puzzle fragmenty wspomnień, retrospekcji, emocji, ale z rozsypanych elementów nie układa się żadna sensowna całość. Nie chciałabym być źle zrozumiana – własna interpretacja obrazu filmowego jest dla mnie niezmiernie ważna i wartościowa. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy nie ma co interpretować. Liczyłam też, że film zainicjuje ciekawą dyskusję – przecież główna bohaterka postanawia wybrać jako swój koniec eutanazję, czyli czyn uważany za kontrowersyjny i różnie oceniany. Szybko się jednak rozczarowałam. Jeden z głównych tematów W pokoju obok został zupełnie pominięty, niemal zignorowany. Występuje jako fakt, nad którym nikt się specjalnie nie pochyla.
Ironizując, można powiedzieć, że W pokoju obok to produkt składający się w 70% z niewykorzystanego potencjału, a w 30% z niewyczerpanych tematów. Opisanej wcześniej bylejakości nie uratuje nawet doskonała gra aktorska. Czym więc może być film Almodóvara? Zaproszeniem do osobistej refleksji nad śmiercią i przemijaniem oraz kinematograficzną ciekawostką. Opowieści o pięknym życiu jest wiele, a dobrych filmów o śmierci nie ma prawie wcale. Skonfrontujmy się więc z tym, co nieuniknione, powtarzając sobie w duchu wymowny cytat: „Jestem jak wodna trzcina, którą w wielkiej suszy, skoro lada wiatr wionie, zarazem ją skruszy”.
Recenzja: Aleksandra Murat
Zdjęcia: Gutek Film
Spodobał Ci się nasz artykuł? Sprawdź inne teksty!
Przeczytaj również: Czasoprzestrzeń pamięci – film “Dahomey” pod lupą
Przeczytaj również: Drugi sezon Squid Game – między rzeczywistością i fikcją
Przeczytaj również: Andor sezon 2 – czyli dojrzała opowieść o rozkwicie rebelii
Przeczytaj również: Film „Wąwóz” – gdy miłość rodzi się w cieniu tajemnicy
Przeczytaj również: Ballerina – film z uniwersum Johna Wicka – recenzja
Przeczytaj również: 15 seriali, które ukształtowały dzieciństwo – magia, przyjaźń i przygody z Disney Channel
Przeczytaj również: Dziewczyna z igłą – baśń o samotności i przetrwaniu
Nic dla Ciebie? Wybierz, co chcesz przeczytać!
✨ recenzje książek
✨ recenzje filmów
✨ recenzje płyt
✨ relacje ze spektakli teatralnych
✨ artykuły o sztuce
✨ recenzje komiksów
✨ nowinki technologiczne
Ucz się z nami! Poczytaj o kulturze w obcym języku:
✨ angielski
✨ francuski
✨ niemiecki
✨ ukraiński

