Rebecca Lenkiewicz – uznana brytyjska dramatopisarka i scenarzystka – zadebiutowała jako reżyserka Słonym latem (Hot Milk, Wielka Brytania) w konkursie głównym tegorocznego Berlinale. Sławę przyniosła jej Ida, która w 2015 r. otrzymała Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Scenariusz stworzony przez nią wespół z reżyserem tego dzieła – Pawłem Pawlikowskim – został doceniony przez Europejską Akademię Filmową.
Produkcje, w powstanie których Rebecca Lenkiewicz zaangażowała się dotychczas jako scenarzystka, skupiały się najczęściej na postaciach kobiet. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Nieposłusznych (Disobedience, 2017, reż. Sebastián Lelio), Colette (2018, reż. Wash Westmoreland) czy Jednym głosem (She Said, 2022, reż. Maria Schrader). Nie inaczej jest w debiucie reżyserskim Brytyjki. Słone lato, które w lipcu 2025 r. weszło na ekrany polskich kin, to dramat rozpisany na trzy role kobiece: matki, córki i kochanki.
Gorące mleko
Słone lato stanowi dosyć wierną adaptację powieści Hot Milk Deborah Levy – finalistki Man Booker Prize 2016. W Polsce książka ukazała się w 2017 r. pt. Gorące mleko. Rebecca Lenkiewicz, która jest również autorką scenariusza wyreżyserowanego przez siebie filmu, umiejętnie oddała w swym dziele ducha pierwowzoru literackiego. Udało się jej to mimo paru aluzji zupełnie nie do wychwycenia, jeśli widz nie czytał dzieła Deborah Levy oraz kilku nieporadnych skrótów myślowych, mających odzwierciedlenie w niejasnych przeskokach narracyjnych czy niekiedy niedostatecznie umotywowanych działaniach bohaterów. W filmie znalazło się za to miejsce na parę wstawek komediowych, których w książce jest całkiem sporo.
Słone lato zostało pozbawione rysu zaangażowania społecznego, z jakim mamy do czynienia w powieści. Nie zaszkodziło mu to, a wyszło wręcz na dobre. W pierwowzorze literackim odwołania do skutków globalnego kryzysu finansowego z 2008 r. czy opisy sytuacji imigrantów pracujących w skandalicznych warunkach robią nieraz wrażenie doklejonych na siłę.

Przedstawiona w Słonym lecie opowieść sprowadza się w zasadzie do zmagań Sofii (Emma Mackey) ze swoją rodzicielką – Rose (Fiona Shaw) i z samą sobą. W odniesieniu do tytułu książki (i anglojęzycznego tytułu filmu), „hot milk” („gorące mleko”) kojarzy się przede wszystkim z mlekiem matki. Swoją drogą, jakiż to błyskotliwy zamysł przyświecał dystrybutorowi dzieła filmowego w Polsce, gdy decydował się na zatytułowanie go Słone lato a nie Gorące mleko? Premiera kinowa w lecie? Akcja utworu rozgrywająca się w sierpniu nad (słonym) morzem? Gorzka („słona”) wymowa dzieła? Nieodgadnione są motywy specjalistów od marketingu.
Zarówno w powieści, jak i w filmie mamy do czynienia z historią utrzymaną w osobistym tonie. W pierwowzorze literackim taki efekt uzyskano w głównej mierze dzięki narracji prowadzonej w pierwszej osobie. Na przebieg wydarzeń patrzymy z punktu widzenia córki, która dzieli się z czytelnikiem swoimi spostrzeżeniami i odczuciami. W Słonym lecie natomiast publiczności został dany dostęp jedynie do zewnętrznych objawów zachowania bohaterów. Nie znaczy to wcale, iż w filmie nie udało się stworzyć równie intymnego nastroju jak w powieści, tyle że w inny sposób. W scenach, w których do głosu dochodzą uczucia, operator Christopher Blauvelt rejestruje je zazwyczaj w półzbliżeniach i zbliżeniach. Zdając relację ze stanu emocjonalnego postaci, kamera bardzo uważnie przygląda się ich twarzom. Aktorzy odgrywający swe role wypełniają kadry nawet w zdjęciach plenerowych, gdy tło zostaje celowo rozmyte. Buzujące w bohaterach uczucia idealnie oddaje też niepokojąca muzyka skomponowana przez Matthew Herberta.
Pajęcza sieć
Słone lato rozpoczynają słowa francusko-amerykańskiej rzeźbiarki Louise Bourgeois: „Byłam w piekle i z powrotem. I powiem wam, że to było wspaniałe”. Egzystencja dwudziestoparoletniej Sofii u boku swojej chorej matki stanowi swoistego rodzaju infernalną otchłań. Jest jednocześnie niezastąpioną szkołą życia, w której bohaterka uczy się nieustannie pokory i wytrwałości, a w końcu – radzenia sobie z własnymi słabościami.
Kiedy Sofia była dzieckiem, jej rodzicielka przestała chodzić. Wprawdzie nie utraciła całkowicie zdolności samodzielnego poruszania się, ale momenty, gdy nie jeździ na wózku inwalidzkim, zdarzają się niezmiernie rzadko. Matka i córka przybyły do Almerii do doktora Gomeza (Vincent Perez), licząc na trafną diagnozę tajemniczej choroby Rose. Dla sześćdziesięcioczterolatki letni pobyt w nadmorskiej miejscowości na południu Hiszpanii to ostatnia szansa na wyzdrowienie, a dla Sofii – na przejęcie kontroli nad własnym życiem.
W przywołanej w Słonym lecie twórczości Louise Bourgeois niejednokrotnie pojawia się figura matki. Słynna, monumentalna rzeźba pająka zatytułowana Maman (1999) stanowi hołd dla rodzicielki artystki, która była tkaczką (Wojciechowska, 2025). Dzieło powstało ze stali nierdzewnej i brązu. Ma prawie dziewięć metrów wysokości i waży około sześciu ton. Nogi gigantycznego zwierzęcia podtrzymują woreczek z licznymi jajami, które zostały wykonane z marmuru (SoA HUB).
Jak stwierdza Dorota Wojciechowska, gotowa do porodu Maman kojarzy się z pomocą i opiekuńczością. Monstrualne rozmiary rzeźby sugerują też jednak dominację, a drapieżny charakter zwierzęcia wzbudza strach. Połączenie macierzyństwa niosącego ze sobą ciepło i ochronę z obawą przed zagrożeniem sprawia, że pająk staje się metaforą dwuznaczności w relacjach rodzinnych. To napięcie, będące rezultatem połączenia przeciwstawnych uczuć, nie stanowi jednak niszczycielskiej siły, tylko przyczynia się do umocnienia więzi.
„Pająk jest istotą naprawczą. Nie ma dla niego destrukcji, której nie można byłoby zmienić w nową formę. Kiedy pajęczyna zostaje przerwana, pająk przystępuje do jej transformacji. Nie oznacza to jednak, że powraca ona do swojej pierwotnej formy, nawet wtedy, kiedy jej oryginalny wzór, jest do pewnego stopnia, odtworzony. Pająk, za każdym razem musi bowiem wprowadzić nowe elementy, wynikające z mikro i makro zniszczeń, aby w ten sposób złączyć poszarpane nici w jedną, eterycznie piękną całość. Pająk nie porzuca swojego zniszczonego dzieła, nie zaczyna nowej formy. Zostaje ze zniszczeniem. I z niej buduje nową jakość”
(Wojciechowska, 2025).
Skowyt
W relacji łączącej Sofię z Rose to córka pełni funkcję opiekunki. Z powodu choroby matki, musi się o nią nieustannie troszczyć, zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym. Pomaga jej w codziennych czynnościach i stanowi dla niej oparcie w chwilach zwątpienia w możliwość poprawy stanu zdrowia. Ciągłe podtrzymywanie rodzicielki na duchu jest dla bohaterki niezwykle wyczerpujące, zwłaszcza że musi non stop wysłuchiwać jej utyskiwań.
Sytuacji Sofii nie ułatwia fakt, że Rose bez cienia refleksji wytyka jej niedoskonałości. A potrafi być bardzo krytyczna. Wypomina córce, że jest wieczną studentką. Wyrzuca jej, iż nie potrafi wziąć się w karby i przejąć kontroli nad własnym życiem. Zamiast skończyć studia i znaleźć dobrze płatną posadę, pracuje w kawiarni. Dla Rose egzystencja córki jest jak kilkakrotne podchodzenie przez Sofię do egzaminu na prawo jazdy – za każdym razem zakończone porażką.
Bohaterka odtwarzana przez Emmę Mackey doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich wad. I to ją boli najbardziej. Matka prosząca ją co rusz o wodę – symbolizującą odrodzenie – ciągle narzeka, że nie smakuje ona jak należy. Dla niej nigdy nie będzie wystarczająco krystaliczna. Rose nie potrafi się przemóc i zacząć w końcu po prostu żyć. A córka utkwiła razem z nią w martwym punkcie. Rodzicielka jest jednak na tyle egocentryczna, że tego nie dostrzega i nie może pomóc swojemu dziecku zmienić zaistniałej sytuacji. Sofia egzystująca od lat w takich warunkach nie potrafi zdobyć się na to, żeby ruszyć naprzód. Buzujące w niej emocje są jak bezustanne szczekanie psa, którego jej sąsiad z Hiszpanii trzyma na uwięzi. Tyle że studentka znosi wszystko w milczeniu. Tłumi narastającą w niej frustrację. Jest jak to zwierzę skamlące wiecznie o wolność, ale niepotrafiące zerwać krępujących je więzów.
Rodzaj relacji łączącej Rose z Sofią przywodzi na myśl film Trzy kamelie (Now, Voyager, 1942, reż. Irving Rapper). W świecie przedstawionym tego utworu apodyktyczna matka, w rolę której wciela się Gladys Cooper, doprowadza córkę – Charlotte (Bette Davis) do załamania nerwowego.
Główna bohaterka Trzech kamelii to stara panna, przy kości, z krzaczastymi brwiami. Nosi dodające jej lat sukienki i nieprzydające urody okulary, których wcale nie musi zakładać, ale robi to na życzenie rodzicielki. Odkąd pamięta, w oczach seniorki rodu żaden mężczyzna nie był dla niej wystarczająco dobry i dlatego wszelkie próby nawiązania przez nią głębszych relacji z płcią przeciwną spełzły na niczym.
Zdaniem postaci odtwarzanej przez Gladys Cooper, Charlotte nie przystoi spoufalać się z byle kim, albowiem przynależność do bostońskich elit społecznych zobowiązuje do określonego zachowania. W rzeczywistości od początku ma w zamyśle uczynienie ze swojej jedynej córki towarzyszki i opiekunki na stare lata, pozwalając tylko synom ułożyć sobie życie zgodnie z ich wolą.
Charlotte przychodzi z pomocą doktor Jakuith (Claude Rains). Sprawia, że bohaterka odzyskuje wiarę w siebie i przeistacza się w piękną, pewną siebie kobietę, która potrafi przeciwstawić się matce. Decydujący impuls do zerwania z dawną egzystencją stanowi dla niej znajomość z Jerrym (Paul Henreid). Dzięki odwzajemnionemu uczuciu do tego mężczyzny jej życie w końcu nabiera sensu. Ostateczne wyzwolenie przynosi więc – miłość.
Morze, meduzy i pożądanie
Bunt Sofii przeciwko matce i dotychczasowej egzystencji znajduje wyraz w wyprawach bohaterki nad morze, które z jednej strony oferuje kojące kąpiele i wygrzewanie się na plaży, a z drugiej skrywa pod powierzchnią niebezpieczeństwo w postaci parzydełek meduz. Sofia, w pełni świadoma zagrożenia, zanurza się pod wodę i kiedy wielokrotnie zostaje poparzona, boleśnie odczuwa, że żyje.
To właśnie nad morzem studentka spotyka po raz pierwszy Ingrid (Vicky Krieps), która skrada jej serce i rozbudza uśpione zmysły. Już sam początek znajomości Sofii ze starszą od niej o kilka lat tajemniczą podróżniczką z Niemiec zwiastuje, z jaką osobą bohaterka będzie miała do czynienia. Kobieta pojawia się konno na plaży i uśmiecha zalotnie do swojej przyszłej kochanki. Wygląda zjawiskowo. Studentka od razu ulega jej zniewalającemu czarowi. Imponują jej beztroski styl bycia i odwaga Ingrid, na które sama nie potrafi się zdobyć. Za sprawą znajomości z nieskrępowaną podróżniczką Sofii udaje się przezwyciężyć własne lęki, stawić czoła nieustannie ogarniającej ją niemocy i z nadzieją spojrzeć w przyszłość.
Nadgniłe korzenie
Sofia studiuje antropologię. Pisze pracę o Margaret Mead. W Słonym lecie parokrotnie zostają zacytowane fragmenty filmu dokumentalnego tej amerykańskiej antropolożki kulturowej i Gregory’ego Batesona pt. Trance and Dance in Bali (1951). Dzieło to stanowi zapis tańca transowego Balijczyków ze sztyletami malajskimi, połączonego z odegraniem przez nich konfliktu między czarownicą a smokiem, w którym strach i śmierć ścierają się z rytuałem chroniącym istnienie.
Kiedy Ingrid pyta Sofię, dlaczego w centrum jej zainteresowań znalazła się właśnie Margaret Mead, bohaterka opowiada o podejściu tej badaczki do życia. Amerykanka określała je jako elastyczne. Dzięki tej cesze egzystencji człowiek może ją nieustannie zmieniać i jest też w stanie ciągle wracać do swych korzeni. Poznając przeszłość, ludzie mogą czerpać z niej wzorce przydatne do przeobrażania teraźniejszości i sprawić, że przyszłość będzie lepsza.
Sofia tłumaczy Ingrid, że pamięć kulturowa to niespożyte pokłady gotowych rozwiązań na najgorsze bolączki ludzkości. Trzeba tylko chcieć po nie sięgnąć. Dla postaci odtwarzanej przez Emmę Mackey zgłębianie wiedzy o ludach opisywanych przez Margaret Mead to również podróż w głąb siebie w celu dookreślenia własnej tożsamości.
Gdy Sofia była dzieckiem, jej ojciec – Christos (Vangelis Mourikis) zostawił Rose. Od tamtej pory widziała go zaledwie kilka razy. Grek ułożył sobie życie na nowo z dużo młodszą od niego kobietą, z którą ma córkę. Sofia – pół-Irlandka po matce, mieszkająca na stałe w Londynie – przez odejście rodziciela w dzieciństwie została odcięta od swoich greckich korzeni. Nie zna nawet języka rodzica. Przez ciągłą rozłąkę z Christosem nie jest też w stanie stworzyć z nim bliskich relacji.
Z motywem nieobecnego ojca mamy również do czynienia w filmie Jedyna prawdziwa rzecz (One True Thing, 1998, reż. Carl Franklin). W świecie przedstawionym tego utworu główna bohaterka – Ellen (Renée Zellweger) zostaje zmuszona przez swojego rodziciela (William Hurt) do zaopiekowania się śmiertelnie chorą matką (Meryl Streep). Dla mężczyzny ważniejsze są romanse i robienie kariery. Nieważne, że Ellen, żeby spełnić jego życzenie, musi zrezygnować z pracy. Podobnie jak w przypadku Sofii, zmagania z cierpieniem matki zostają całkowicie zrzucone na jej barki. I obydwie młode bohaterki, nie mając żadnego wsparcia ze strony ojca, zacieśniają więzi z rodzicielką.
Letnie lato
Miało być pięknie i gorąco. A jest co najwyżej ładnie i letnio. Niby wszystko się zgadza. Mimo kilku mielizn scenariusza, powstała całkiem zgrabna adaptacja obiecującego materiału literackiego. Andrey Ponkratov zapewnił wiarygodną scenografię. Sophie O`Neill stworzyła kostiumy idealnie oddające charakter postaci. Muzyka intryguje. Są wielkie tematy i kłębowisko emocji. Gwiazdorska obsada – generalnie rzecz ujmując – nie zawodzi. Prym wiedzie najstarsza, najbardziej doświadczona Fiona Shaw. Świetnie wypada Vicky Krieps w roli zmysłowej, wyzwolonej Ingrid. Nawet nieźle radzi sobie Emma Mackey z dyżurną, nadąsaną miną i tikiem nerwowym stanowiącym odpowiedź na mimowolne ruchy wykonywane przez jej filmową matkę. Przy tym kobiecym trio Vincent Perez w roli doktora Gomeza wypada blado. Zwłaszcza, jeśli ma się w pamięci pełnokrwistą, charyzmatyczną postać hiszpańskiego lekarza z powieści Deborah Levy. Zawodzą także zdjęcia, które pozostawiają niedosyt; można było o wiele więcej wydobyć z sierpniowego, nadmorskiego pejzażu.

Miłośnicy blockbusterów nie mają czego szukać w Słonym lecie, a ci którzy łakną od nich wytchnienia, niech nie liczą na niezapomniane doznania. Zwolennicy niespiesznego tempa również poczują znużenie. Nawet w najgorętsze lato można o wiele przyjemniej spędzić czas niż drzemiąc w klimatyzowanej sali kinowej. Przypomina mi się w tym momencie utrzymane w nostalgicznym tonie arcydzieło Tamte dni, tamte noce (Call Me by Your Name, 2017, reż. Luca Guadagnino). Opowieść o romansie siedemnastoletniego Elia (Timothée Chalamet) z o parę lat starszym od niego Oliverem (Armie Hammer), z porażającą chemią między tymi bohaterami i skąpanymi w słońcu, hipnotyzującymi pejzażami Włoch, pozostaje jak żywa w głowie i w sercu. Wspomnienie o Słonym lecie przeminie wraz z tytułową porą roku, a Rebecca Lenkiewicz swoim debiutem reżyserskim nie zostawi w historii kina trwałego śladu.
Bibliografia:
34 najsłynniejsze rzeźby wszechczasów, SoA HUB, https://soahub.pl/34-najslynniejsze-rzezby-wszech-czasow/ (dostęp: 27.07.2025).
(2025) Wojciechowska D., Louise Bourgeois, powrót pająka, W Sztuce, https://wsztuce.net/2025/06/19/louise-bourgeois-powrot-pajaka/ (dostęp: 27.07.2025).
Recenzja: Anna Nierubiec
Redakcja: Agnieszka Małachwiejczyk
Zdjęcia: m2films
Spodobał Ci się nasz artykuł? Sprawdź inne teksty!
Przeczytaj również: Czasoprzestrzeń pamięci – film “Dahomey” pod lupą
Przeczytaj również: Drugi sezon Squid Game – między rzeczywistością i fikcją
Przeczytaj również: Andor sezon 2 – czyli dojrzała opowieść o rozkwicie rebelii
Przeczytaj również: Film „Wąwóz” – gdy miłość rodzi się w cieniu tajemnicy
Przeczytaj również: Ballerina – film z uniwersum Johna Wicka – recenzja
Przeczytaj również: 15 seriali, które ukształtowały dzieciństwo – magia, przyjaźń i przygody z Disney Channel
Przeczytaj również: Dziewczyna z igłą – baśń o samotności i przetrwaniu
Nic dla Ciebie? Wybierz, co chcesz przeczytać!
✨ recenzje książek
✨ recenzje filmów
✨ recenzje płyt
✨ relacje ze spektakli teatralnych
✨ artykuły o sztuce
✨ recenzje komiksów
✨ nowinki technologiczne
Ucz się z nami! Poczytaj o kulturze w obcym języku:
✨ angielski
✨ francuski
✨ niemiecki
✨ ukraiński

