Krzykliwe barwy, grube czarne kontury, komiksowe kropki – prac Roya Lichtensteina nie sposób pomylić z innymi. Pomylić i pominąć, bowiem te proste obrazy, naśladujące styl popularnych amerykańskich komiksów i kreskówek, przyczyniły się do powstania popartu, prądu artystycznego wynoszącego przedmioty codziennego użytku do rangi dzieł sztuki. Wymieniany jednym tchem z Andym Warholem, Jasperem Jonesem i Robertem Rauschenbergiem, udowadniał, że inspiracje są wszędzie – wystarczy mieć oczy szeroko otwarte i wolny umysł. Niedoceniony geniusz czy wytrawny gracz – kim był Roy Lichtenstein? Przeczytaj nasz artykuł i poznaj wszystkie twarze jednego z najważniejszych twórców lat 60. XX wieku!
Od teorii do praktyki – edukacja i pierwsze doświadczenia zawodowe
Roy Fox Lichtenstein urodził się 27 października 1923 roku w Nowym Jorku w zamożnej żydowskiej rodzinie – jego ojciec Milton był agentem nieruchomości, matka Beatrice (z domu Werner) zajmowała się domem. Po raz pierwszy zainteresował się sztuką jako nastolatek, najpierw muzyką (często chodził na koncerty jazzowe do Apollo Theater w Harlemie, gdzie szkicował portrety muzyków i ich instrumentów), a pod koniec lat trzydziestych również malarstwem. Brał lekcje akwareli w Parsons School of Design, a w ostatniej klasie liceum zapisał się na letni kurs do Art Students League, gdzie doskonalił swoje umiejętności pod kierunkiem malarza-realisty Reginalda Marsha. Dalszą edukację artystyczną pobierał już poza Nowym Jorkiem, na uniwersytecie stanowym Ohio w Columbus.
Niestety w 1943 roku musiał przerwać studia plastyczne, aby odbyć trzyletnią służbę wojskową w ogarniętej zawieruchą wojenną Europie. Po powrocie do Stanów pracował jako nauczyciel i wykładowca akademicki, a także projektant witryn sklepowych i przedmiotów użytkowych. Dopiero na początku lat pięćdziesiątych zamienił wiedzę teoretyczną na praktykę czysto malarską.
Myszka inna niż wszystkie – początki fascynacji kulturą masową
Pierwsze prace Lichtensteina mają niewiele wspólnego ze stylem, dzięki któremu zyskał międzynarodową sławę. Inspirowane amerykańską historią i folklorem, nawiązują do klasyki malarstwa sztalugowego i dalekie są od swobodnego eksperymentowania, które cechuje ówczesną sztukę amerykańską. Przełom nastąpił w 1960 roku, kiedy stworzył pierwsze malarskie komentarze do otaczającej rzeczywistości, ze szczególnym uwzględnieniem kultury popularnej. W swoich dziełach stawiał pytania o oryginalność, wywoływał dyskusje dotyczące konsumpcjonizmu, zastanawiał się, gdzie istnieje granica między sztuką a rozrywką. Inspiracji szukał wszędzie, szczególnie bliskie stały się dla niego komiksy i kolorowe reklamy. Za pierwszy popartowski obraz uważany jest Look Mickey z 1961 roku. Został stworzony w technice Ben-Day, wywodzącej się z XIX-wiecznej tradycji poligrafii. Polegała ona na zadrukowaniu papieru kropkami w odpowiednich kolorach i rozmiarach, które – oglądane z odpowiedniej perspektywy – tworzyły złudzenie optyczne, przybierające pożądane formy i kształty.
Wybór techniki, jak i sam temat, należał do … kilkuletniego syna artysty, który z łobuzerskim błyskiem w oku stwierdził, że ojciec nie jest w stanie narysować Myszki Miki. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – Lichtenstein senior nie tylko wzorowo wykonał zadanie, ale wkrótce do bohaterki disneyowskiej bajki dołączył postacie znane z komiksów i opakowań gum do żucia. Taka forma ekspresji artystycznej może wydawać się banalna, pozbawiona polotu i indywidualnego stylu. Jednak właśnie w tym tkwi ich siła – w naśladowaniu kultury masowej.
Parodia w wersji instant? Kontrowersje wokół sztuki najnowszej
Komiksowe obrazy Lichtensteina dosyć szybko zyskały popularność, a ich sława zataczała coraz szersze kręgi w nowojorskim środowisku artystycznym. Kulminacja nastąpiła w 1962 roku w Castelli Gallery, kiedy to sprzedano wszystkie prace artysty jeszcze przed otwarciem wystawy! Kultura masowa weszła na salony – trampki, hot dogi i piłki golfowe zawisły na ścianach wpływowych amerykańskich kolekcjonerów. Ciekawość zbudzały również komiksy o tematyce romantycznej i wojennej – ukazanie mocnych scen w „bajkowej” konwencji jeszcze bardziej podkreślało emocjonalny charakter przedstawienia. „Interesowało mnie wszystko, czego mogłem użyć jako tematu – zwykle miłość, wojna lub coś, co było bardzo naładowane emocjami” – najsłynniejsze prace Lichtensteina, jak Whaam! (1963) czy Drowning Girl (1963) zdają się potwierdzać tę koncepcję. Sarkastyczny komentarz wyśmiewający współczesny konsumpcjonizm i masowe gusta amerykańskiego społeczeństwa przerzucony na sporej wielkości płótna malarskie? To pop-art w czystej postaci. Jednak romans sztuki z kulturą popularną nie wszystkim przypadł do gustu.
Prace Lichtensteina były ostro krytykowane. Wulgarne, puste, banalne – krytycy nie szczędzili gorzkich słów. „Czy on jest najgorszym artystą w USA?” – tytuł artykułu w magazynie Life z 1964 roku podkręcał jeszcze bardziej i tak już gorącą atmosferę wokół twórczości malarza. Niektórzy komentowali również brak tantiemów dla autorów prac wykorzystanych w ramach „licznych inspiracji artystycznych”. A co na to bohater całego zamieszania? „Nominalnie jestem kopistą, ale nadaję oryginałowi nową strukturę – pociągnięcia pędzla zmieniają się w kropki i proste, regularne linie, co w efekcie tworzy nowy obraz”. Odpowiedź godna prawdziwego artysty czy próba zamiecenia problemów pod dywan? Zdania, jak zwykle, są podzielone. Jak widać, Roy Lichtenstein budził kontrowersje na wiele sposobów.
Między rzeczywistością a fantazją – nieustające studia i eksperymenty formalne
Pod koniec lat 60. Lichtenstein porzucił komiksy na rzecz innych źródeł inspiracyjnych, nie zrezygnował jednak z szyderstwa. Seria Brushstrokes (1965-66) jest tego najlepszym przykładem – to nie tylko dosadne pokazanie pociągnięć pędzlem, ale przede wszystkim parodia ekspresyjnego abstrakcjonizmu, popularnego ruchu artystycznego stworzonego przez m.in. Jacksona Pollocka. W tym czasie w portfolio artysty pojawiły się również rzeźby, które w dosyć zaskakujący sposób demonstrowały talent do formy wypukłej, stojącej w kontrze do płaskości obrazów. I na tym nowości się nie kończą – odniesienia do sztuki dawnych mistrzów (Picasso, Matisse, Leger, Dali), cykle poświęcone nowoczesnym wnętrzom domów, lustrzane odbicia, gigantyczne murale dla nowojorskiej stacji metra Times Square przy 42 Ulicy… A wszystko w charakterystycznym stylu rodem z kreskówki.
Roy Lichtenstein umiera 29 września 1997 roku w wyniku powikłań po zapaleniu płuc. Pozostawia po sobie ponad pięć tysięcy obrazów, grafik, rysunków, rzeźb, murali i innych obiektów, które dokumentują współczesny świat w sposób prześmiewczy, satyryczny, wymagający sięgnięcia poza widzialną formę. Bycie piewcą popartu stało się opłacalne – najdroższy obraz Lichtensteina pt. Masterpiece został sprzedany z 165 mln dolarów w styczniu 2017 roku. Jak widać, malarstwo przemysłowe może przynosić chlubę i sławę. Warto jednak pamiętać, że za kopiowaniem, przemieszczaniem i testowaniem musi stać coś jeszcze – potrzeba zrozumienia i wyjaśnienia rzeczywistości. I takie jest właśnie malarstwo Lichtensteina.
Izabela Frankowska – Historyczka sztuki, specjalizująca się w tematyce działalności artystycznej kobiet. Zawodowo zajmuje zarządzaniem treściami internetowymi dla branży lotniczej. Miłośniczka podwójnego espresso, literatury biograficznej i Rogera Federera.
Przeczytaj: Rene Magritte: W tajemnicy świata. Surrealistyczne gry z widzem
Przeczytaj: Warsaw Animation Film Festival 2021, czyli animowana ekologia (część 2) – relacja Marty Chrzczanowicz
Przeczytaj: Hokusai – japoński poszukiwacz ulotnych chwil
Znajdź ciekawe wydarzenia kulturalne w naszej >>> wyszukiwarce imprez <<<