Artykuły, Film, Recenzje, Opinie

Przyszłość po rozpadzie – recenzja serialu „Plemiona Europy”

Autor: Jolanta Tokarczyk | Data dodania: 24.02.2021
Plemiona Europy

Jest rok 2029. Tajemniczy blackout wywołał wieloletnią anarchię, skutkującą upadkiem dawnych narodów Europy. W ich miejsce pojawiły się nowe, liczne, choć odrębne kulturowo społeczności, zwane plemionami. „Unia Europejska rozwiązana”, „Korea Północna” oskarża USA”. Strzępki informacji ujawniają się jak w Matrixie, nie rozwiązując zagadki upadku Starego Kontynentu, czyli Czarnego Grudnia. Recenzja serialu „Plemiona Europy”.

Plemiona Europy – kto zamieszkuje kontynent?

Jest rok 2074. Europejczycy są podzieleni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a skłócone plemiona walczą ze sobą o dominację. Tylko nieliczni, ze Źródlan nastawieni są pokojowo do współmieszkańców Starego Kontynentu. Przez lata żyli w harmonii z naturą, polując na dziką zwierzynę, łowiąc ryby w potokach i budując schronienia w Azylium, do którego nie wpuszczają obcych. „Życie to jedność”, powtarzają niczym mantra, choć doświadczenia pozostałych ludów kontynentu przeczą poglądom głoszonym przez Żródlan.

Dzisiejsi ekolodzy mogliby pozazdrościć im zielonych lasów i czystych potoków, ale przecież nic nie może wiecznie trwać. Choć zdaje się, że tylko Źródlanie mają świadomość, iż do upadku Starego Świata przyczyniły się na równi: nowoczesna technologia i degradacja mieszkańców kontynentu.

Szkarłatną Republikę tworzą wojownicy z armii Eurokorpusu. Starają się pielęgnować resztki dawnej cywilizacji i chronić pozostałe plemiona przed Wronami, plemieniem o najbardziej dyktatorskich zapędach, których nic i nikt nie powstrzyma przed ekspansją i dominacją. Wrony mają jednak swój kodeks honorowy oraz cenią dane innym słowo. Codzienność upływa im na walkach, rozrywkach i erotycznych upojeniach.

Gdzieś w niedostrzegalnej rzeczywistości żyją Atlanci, najbardziej tajemnicze plemię, dysponujące najlepiej rozwiniętą technologią. Tylko oni nie doświadczyli skutków Czarnego Grudnia. Niewiele o nich wiadomo, prócz tego, że usilnie strzegą swojej technologii przed obcymi. Czyżby posiadali klucz do zbawienia świata?

Oto „Plemiona Europy” – serial fabularny dla młodzieży (choć nie tylko) w reżyserii niemieckiego twórcy Floriana Baxmeyera („Tajemnica Wyspy Szkieletów”, „Poszukiwacze bursztynowej komnaty”), sygnowany znakiem „oryginal”, który od kilku dni gości na Netflixie.

Plemiona europy
Fot. „Plemiona Europy” / materiały prasowe Netflix

Współczesna Atlantyda i Arka Noego

Skojarzenia z dzisiejszą, podzielą, acz „Wspólną Europą” są aż nazbyt oczywiste, ale też „Plemiona…”, jak każe tytuł, wracają do źródeł. Do europejskiego dziedzictwa, naznaczanego szlakiem krwawych walk na arenach Rzymu, do mitów o zaginionej Atlantydzie i biblijnej Arce Noego.

Nowy porządek oglądamy oczami trójki bohaterów: rodzeństwa Kiano (Emilio Sakraya), Liv (Henriette Confurius) i Elji (David Ali Rashed). Każde z nich będzie musiało pójść własną ścieżką, odkrywając, co dla nowej Europy najcenniejsze. Gra toczy się o tajemniczy sześcian, czarną kostkę, będącą przepustką do lepszego świata. Tak się przynajmniej wszystkim wydaje.

Pomysł serialu wziął się z historycznych wydarzeń, których świadkami byliśmy przed niespełna pięciu laty. Kiedy w czerwcu 2016 r. Brytyjczycy w ogólnokrajowym referendum zdecydowali, że ich kraj opuści Unię, 33-letni wówczas niemiecki scenarzysta i fan silnej, zjednoczonej Europy – Philip Koch, wpadł na pomysł nakręcenia serialu. Miała to być opowieść o końcu Europy, jaką znamy. O nowym porządku, gdy obecne państwa przestały istnieć, bo rozpadły się na niechętne integracji plemiona.

W obsadzie prym wiodą niemieccy aktorzy, a obok nich odtwórcy z innych krajów: od Anglii i Francji, przez Holandię i Hiszpanię, po Chorwację i Rumunię. Komunikują się… w języku angielskim jako nowym „lingua franca”.

Plemiona europy
Fot. „Plemiona Europy” / materiały prasowe Netflix

Plemiona Europy, czyli wizja świata po apokalipsie

Przy wielu cennych refleksjach, twórcy nie ustrzegli się jednak podstawowych błędów. Czarne zawsze jest czarne jak noc, białe jest białe jak śnieg. A gdzie miejsce na odcienie szarości? Być może się jeszcze pojawią w kolejnym sezonie, ale już teraz nie sposób wyzbyć się refleksji, że niektóre wątki są zbyt przewidywalne. Aspekt, o który tak bardzo dbają twórcy filmowych produkcji fabularnych – nieprzewidywalność, staje się bodaj najsłabszą stroną serialu.

Post-apokaliptyczna wizja świata: opuszczone miasta, spustoszone wieżowce, strzępki technologii. Filmowymi inspiracjami dla scenografa Juliana R. Wagnera, stały się takie filmy jak: „Ludzkie dzieci”, „Łowca androidów” oraz „Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie”. W poszukiwaniu ciekawych lokacji scenografowie zjeździli kilkanaście krajów Europy, aż trafili do wschodniej Chorwacji. Tam rząd Josipa Broz Tito – przywódcy byłej Jugosławii – zbudował gigantyczne muzeum w hołdzie partyzantom II wojny światowej.

Plemiona europy
Fot. „Plemiona Europy” / materiały prasowe Netflix

Kolosalny budynek z błyszczącej stali miał przypominać latarnię morską. W serialu stał się siedzibą Szkarłatnej Republiki. W Czechach zbudowano las Źródlan, a stolicę Wron – Brahtok, gra Berlin, mocno zmieniony w komputerowej postprodukcji.

Tam doszukamy się najwięcej śladów współczesnej cywilizacji. Pokryte kurzem wraki aut straszą nielicznych ocalałych. Bo w Brahtoku mamy rasę panów i rasę niewolników. Ci pierwsi pochowani po swoich miejscach kultu, oddający się niewyszukanym rozrywkom, schlebiający własnym gustom. Nieliczący się z nikim i z niczym. Ci drudzy – stłamszeni, uciemiężeni, zdeptani, ale przyjmujący swój los z godnością. Gdzieś już to widzieliśmy?

Wojna mocarstw czy wojskowy superwirus?

Wszyscy jednak w równym stopniu zadają sobie pytanie, co doprowadziło do zagłady. „Ataki wielkich mocarstw, wojskowy superwirus? Technologia zaczęła wariować, padły telefony i internet”. Domysły nowych Europejczyków, mogą zmrozić krew widzom o nieco słabszych nerwach.

Ale za to jak przyjaźnie prezentuje się przezroczysty tablet z 2029 roku w prywatnym muzeum, strzeżony jak najcenniejsza zdobycz. Albo kolorowy smartfon, niewielki aparat fotograficzny, super modne dziś słuchawki bezprzewodowe i wiele innych trofeów.

Plemiona europy
Fot. „Plemiona Europy” / materiały prasowe Netflix

One też kiedyś trafią do muzeum, choć dziwnie ogląda się te, najważniejsze dla nas zdobycze techniki, w formie zakurzonych eksponatów. Mimo że „od Wschodu nadciąga zagrożenie”, to przecież „kiedyś nad Niemcami można było przelecieć w godzinę”. Serialowe dialogi brzmią znajomo? Bynajmniej, lecz nie w ustach ponowoczesnych bohaterów, którzy wspominają czas, w którym my żyjemy, jak odległy relikt przeszłości.

Warto jednak, oglądając „Plemiona…” uświadomić sobie, że sami staniemy się tą przeszłością dla tych, co przyjdą po nas. Mimo że serial jedynie w połowie „dobiega do mety”, to chyba najcenniejsza lekcja z „Plemion Europy”.

 

Jolanta Tokarczyk – dziennikarka filmowa, związana z prasą branżową (m.in. magazynem „Film&Tv Kamera”) i lifestylową. Prowadzi portal Filmowe Centrum Festiwalowe. Pasjami ogląda polskie filmy i uczestniczy w festiwalach. Od lat nieustannie zachwycona sylwetką aktorską Zbigniewa Cybulskiego.

 

🟧 Przeczytaj: „Prime Time”, czyli zamach na koniec wieku
🟧 Przeczytaj: Pomiędzy pięknem a brzydotą – refleksje o filmie „Helmut Newton. Piękno i Bestia”
🟧 Przeczytaj: Malcolm & Marie – Netflixowy kandydat na Oskara?

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.