Artykuły, Film, Recenzje, Opinie

„Prime Time”, czyli zamach na koniec wieku

Autor: Jolanta Tokarczyk | Data dodania: 22.02.2021

Jest koniec roku, Sylwester 1999. Symboliczna data obwieszająca zmierzch pewnej epoki, otwierająca drzwi przed nieznanym. Jest czas zabawy, radosnego świętowania, które podsyca zapowiedź wielkiej telewizyjnej loterii. Za chwilę ktoś stanie się posiadaczem nowiuteńkiego Dewoo Matiza. Napięcie rośnie. Poznaj “Prime Time”!

Zwłaszcza że Mira (Magdalena Popławska), która ma poprowadzić losowanie jest już spóźniona i w ostatniej chwili wpada do studia. Emocje, jakich doświadcza są jednak niczym w porównaniu z tymi, z którymi przyjdzie jej zmierzyć się za chwilę.

W tym samym czasie do studia zmierza także Sebastian (Bartosz Bielenia). Być może drogi tych dwojga przecięły się nawet gdzieś na telewizyjnych korytarzach lub w wagonikach metra, lecz nie ma to teraz znaczenia, teraz liczy się cel. A ten jest jeden, przynajmniej w świadomości strony dominującej. I nie jest nią wcale telewizyjny nadawca, nie bez powodu nazywany „czwartą władzą”. Tym razem karty rozdaje on – uzbrojony napastnik, który ma tylko jedno zadanie – wejść na antenę w czasie największej oglądalności.

Prime Time
“Prime Time”, fot. Tomasz Kaczor, materiały prasowe dystrybutora „Next Film”

Co chce powiedzieć widzom? Dlaczego nie żąda okupu? Czy ma tak ważne „przesłanie”, że gotów jest ryzykować życiem? Historia Sebastiana to przecież nie tylko opowieść o desperacji, ale i o przejmującej samotności, potrzebie akceptacji i walce z własnymi demonami. Co doprowadziło go do podjęcia tak ostatecznych kroków, że życie telewizyjnej prezenterki oraz ochraniarza (w tej roli Andrzej Kłak), wydaje się jedynie nic nieznaczącym przystankiem na drodze?

To właśnie „Prime Time”, najnowszy film warszawskiego Watchout Studio (producenta m.in. słynnych tytułów: „Bogowie” i „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” oraz ostatnio „Ukrytej gry”) i debiut reżyserski Jakuba Piątka. Obraz pokazano premierowo 30 stycznia 2021 r. w konkursie filmów fabularnych World Cinema Dramatic na Sundance Film Festival.

Powołany ponad 40 lat temu przez Roberta Redforda festiwal kina niezależnego stał się jednym z najważniejszych wydarzeń filmowych na świecie. Szczególnie znaczącym dla debiutanta, o czym przekonali się wcześniej Tarantino, Jarmusch, Aronofsky i Polka – Agnieszka Smoczyńska, która otrzymała na Sundance nagrodę specjalną za „Córki dancingu”. Polacy triumfowali tam również przed dwoma laty, kiedy Krystynę Jandę nagrodzono tytułem “Najlepszej aktorki” za rolę w filmie „Słodki koniec dnia”. Czy zatem kariera Jakuba Piątka nabierze rozpędu po festiwalu?

Na odpowiedź przyjdzie pewnie jeszcze poczekać, zwłaszcza że data kinowej premiery w Polsce nie została jeszcze ustalona. Wiele jednak wskazuje na to, że obraz stanie się ważny w dorobku rodzimej kinematografii.

Prime Time
“Prime Time”, fot. Tomasz Kaczor, materiały prasowe dystrybutora „Next Film”

Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami (choć nie jednym konkretnym), jakich wiele odnotowano w historii światowej telewizji. Warto przypomnieć, że taki horror na żywo rozegrał się m.in. w amerykańskiej telewizji w drugiej połowie lat 90., kiedy dwójka uzbrojonych napastników sterroryzowała pracowników i wtargnęła na wizję. Kierował nimi bardzo prozaiczny cel: emisja ulubionych teledysków. Tego typu historie znają nadawcy na różnych kontynentach, ale warto przypomnieć, że miały one miejsce również nad Wisłą (w 2003 r.), kiedy to 22 letni chłopak zamknął się z wziętym za zakładnika ochraniarzem w nieczynnym studiu. O sposobach radzenia sobie w takich sytuacjach wiele wiedzieli  policyjni negocjatorzy, którzy wspierali ekipę na planie.

„Prime Time” to trzymający w napięciu dramat psychologiczny, stworzony w myśl zasady trzech jedności: czasu, miejsca i akcji. Uniwersalna historia o pokoleniu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego już wieku, kiedy doliny społecznych nierówności drążyły środowisko spragnionych lepszego jutra. Tłamszeni przez system, pozbawieni nadziei, dzieleni na lepszych i gorszych, karmieni populizmem nie potrafili odnaleźć się w nowej, postkomunistycznej rzeczywistości. Nie umieli też wyzbyć się swoich egoistycznych skłonności.

Ten film jest wynikiem naszej wspólnej tęsknoty za rebelią, buntem. Poszukiwaniem takiego wymarzonego buntownika, za którym chciałoby się podążać. Bardzo się cieszę, że nasz główny bohater – Sebastian – został przefiltrowany przez wrażliwość Bartosza Bieleni – mówił Jakub Piątek, reżyser filmu, absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej. Zanim zaczął studiować reżyserię, pracował jako lokalny dziennikarz i menedżer kultury, a w 2011 r. nakręcił „Matkę” – krótkometrażowy dokument, będący zapisem więziennych spotkań starszej kobiety i odsiadującego wyrok syna.

Prime Time
“Prime Time”, fot. Tomasz Kaczor, materiały prasowe dystrybutora „Next Film”

Festiwalowi programerzy na Sundance argumentowali z kolei, że „Prime Time podważa koncepcję medium jest przekazem, obnażając medium z jego nieudolnością. Klaustrofobiczną i chaotyczną atmosferę Prime Time zawdzięczamy umiejscowieniu akcji w jednej lokacji, pracą kamery i gorączkowym montażem. Sebastian nie jest ani czarnym charakterem, ani bohaterem, lecz po prostu kolejną jednostką w klinczu pomiędzy fantazją o rebelii, a systemowym pokazem sił”.

Pokazaną na ekranie sytuację sprzed ponad dwudziestu lat reżyser porównuje do dzisiejszej rzeczywistości, kiedy sami staliśmy się zakładnikami… No właśnie, czego? Uciekającego czasu, trudnej rzeczywistości, zamknięcia we własnych czterech ścianach, jak filmowi bohaterowie w studiu? – Gdy zaczynaliśmy pracę nad scenariuszem nikt nie przypuszczał w jakiej sytuacji znajdziemy się w 2020 roku. W Prime Time przez 90 minut jesteśmy zamknięci w czterech ścianach z głównym bohaterem i zakładnikami. Ich izolacja jest tym bardziej odczuwalna w obecnych warunkach” – mówił reżyser.

Scenariusz filmu (autorstwa Jakuba Piątka i Łukasza Czapskiego) został już dostrzeżony przez branżę filmową i zdobył wyróżnienie w konkursie Script Pro 2019.

Dla Jakuba Razowskiego, producenta filmu, wyzwaniem była nie tylko pandemia Covid-19 (zdjęcia trwały na przełomie lipca i sierpnia 2020 r.), ale też konieczność uwiarygodnienia rzeczywistości sprzed ponad dwudziestu lat. – Największym wyzwaniem produkcyjnym, poza pandemią, było stworzenie świata telewizji z 1999 roku i uruchomienie przestarzałej technologii. Nasz film był realizowany nie tylko za pomocą współczesnych kamer filmowych, ale również studyjnych kamer telewizyjnych z ubiegłego wieku – komentuje Razowski.

Kostium i scenografia to, poza aktorstwem, kolejna wartość filmu. Katarzyna Jędrzejczyk, odpowiedzialna za scenografię oraz Hanna Podraza, która tworzyła kostiumy, zadbały o to, aby ekranowy świat sprzed nieco ponad dwóch dekad nie różnił się od tego, jaki zachował się w pamięci wielu widzów. A to niełatwa sztuka.

 

Jolanta Tokarczyk – dziennikarka filmowa, związana z prasą branżową (m.in. magazynem „Film&Tv Kamera”) i lifestylową. Prowadzi portal Filmowe Centrum Festiwalowe. Pasjami ogląda polskie filmy i uczestniczy w festiwalach. Od lat nieustannie zachwycona sylwetką aktorską Zbigniewa Cybulskiego.

🟧 Przeczytaj: Pomiędzy pięknem a brzydotą – refleksje o filmie „Helmut Newton. Piękno i Bestia”
🟧 Przeczytaj: Malcolm & Marie – Netflixowy kandydat na Oskara? 
🟧 Przeczytaj: Lupin – nowy serial Netflixa

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.