Zespół MEUTE jest znany słuchaczom na całym świecie za swój unikalny konsekwentnie prowadzony styl. Z pewnością można rzec, że nie da się wobec nich przejść obojętnie. Wspomnieć tutaj można m.in. o magazynie Variety, który uznał ogłoszenie występu formacji na festiwalu Coachella za absurd. Niemniej mimo to zespół nadal trwa i zamierza wciąż grać czego dowodem jest najnowsza tegoroczna płyta kapeli EMPOR.
Ale tak właściwie, to o kim mowa? – Krótka historia zespoły MEUTE
Sama nazwa niemieckiego zespołu już nam może dużo sugerować. Wyrażenie Meute oznacza po prostu tłum, sfora. Trudno się z takim określeniem nie zgodzić, gdy mamy do czynienia z jedenastoosobowym kolektywem. Bardzo nietypowym kolektywem warto rzec. Niemiecki zespół sam się definiuje jako techno orkiestra marszowa. To co jest charakterystyczne dla tej formacji to stroje, każdy członek zespołu występuje w czerwonym orkiestrowym uniformie. W sferze muzycznej MEUTE jest kolektywem, który łączy odległe na pozór niezwiązane ze sobą światy. Charakterystycznym dla zespołu jest bogate instrumentarium. Pośród artystów sprzymierzonych pod szyldem niemieckiego zespołu znajdziemy bogatą gamę instrumentów. Od tych szeroko nam znanych jak trąbka czy też saksofon, aż po te cieszące się mniejszą popularnością jak marimba czy też suzafon. Kluczowym jednak elementem, z którego znany jest zespół jest to, w jaki sposób tworzą swoją muzykę. Kapela w swojej twórczości czerpie z takich gatunków muzycznych jak house, deep house oraz techno dostosowując je do instrumentów i sposobów grania orkiestry marszowej. Jak celnie zauważają fani oraz sympatycy zespołu jest to intrygujące i odmienne od stereotypów połączenie. Muzyka techno jest po prawdzie bardzo rytmiczna, ale i również surowa. Dostosowując ją pod styl orkiestry marszowej sprawiamy, że nagle ten sam gatunek staje się nam bardziej przyjazny i żywo zagrany jakby w cieplejszych barwach i dźwiękach.
Zespół również odżegnuje się od tylko i wyłącznie jedynego rodzaju koncertów. MEUTE gra typowe koncerty salowe i w większych halach. Mimo to i takie konwencjonalne wydarzenia formacja stara się urozmaicić. Robi to zazwyczaj wychodząc do publiczności na bisy, dzięki temu uzyskując z nią bliższy kontakt. Oprócz fizycznej bliskości z tłumem z góry sypie się w trakcie gry zespołu konfetti, dzięki czemu publiczność odnosi wrażenie jakby się znajdowało na wspaniałej techno imprezie. Niemieckiej formacji zdarzyło się również grać na festiwalach. Wspomnieć tutaj można choćby o Coachelli. Choć warto również odnotować, że taki koncert odnotowali również i na naszym rodzimym podwórku podczas Fest Festiwalu. Najbardziej spektakularne jednak są wszelkiego rodzaju występy uliczne i parady, na których MEUTE regularne prezentuje swój muzyczny kunszt. Co więcej single, które zespół wydaje są zazwyczaj promowane właśnie klipem z ulicznych wystąpień niemieckiego kolektywu.
Do tej pory zespół wydał cztery studyjne albumy oraz jedno koncertowe wydawnictwo. Na pierwszych dwóch płytach formacja opierała się na coverach, które aranżowała w swoim unikalnym stylu. Jak się okazało ich wersja muzyki techno spotkała się z dobrym przyjęciem. Rezultatem tych dwóch albumów była wydana w 2019 roku koncertówka „Live In Paris”. Tam MEUTE daje z siebie wszystko dając nam kawałek spektakularnego show. Następnym krokiem do rozwoju zespołu było ograniczenie liczby coverów na rzecz autorskiej kompozycji. Wynikiem tego była płyta „Taumel” z 2022 roku, która również podzieliła losy swoich poprzedniczek. Z tego krążka na największe wyróżnienie zasługuje utwór „Infinite” instrumentalna ściana dźwięku w wydaniu muzyki house. W tym roku zespół również kontynuował obraną drogę na poprzedniej płycie i tak właśnie zrodził się krążek zatytułowany „Empor”.
Ale tak właściwie co się dzieje na tej płycie? – recenzja płyty
Najnowsza płyta MEUTE składa się z dziesięciu nowych kompozycji dając nam blisko sześćdziesiąt minut muzyki. Krążek był bardzo mocno promowany singlami jak i klipami. Pierwszym z tego zestawu jest utwór „Come Together”. Jest to wybór niewątpliwie ciekawy, ponieważ jest to jedyna kompozycja na której usłyszymy jakieś wokale. W niej na pierwszy plan windowane są trąbki, które splatają nam się w śpiewaną cykliczne tytułową frazę. Jest to jednak na tyle energetyczne, że pozbywamy się tutaj wrażenia zaplątania jednej i tej samej ścieżki dźwiękowej. Dzięki temu utwór zyskuje na żywotności i wydaje się nam być bardziej przyjazny w odbiorze. Z kolei „Loss Of Hope” przywodzi na myśl powolną muzykę trance. Wyraźnie podzielony jest on na kilka części. Niektóre z nich są dedykowane konkretnym instrumentom co daje słuchaczowi chwilę wyciszenia. Jest to kawałek nieprzypadkowo umieszczony jako pierwsza piosenka na albumie, ponieważ stanowi on dobre wprowadzenie do krążka, nie narzucając od razu słuchacza gamą rozmaitych przeróżnych dźwięków. Dwie następne piosenki „LoCKeDoWN2” oraz „Aurora” są bardzo od siebie odmienne. Pierwsza z nich jest prawdziwą kolejką górską. Mamy tutaj momenty w których instrumenty niemal są całkowicie wyciszone dając głos tylko pojedynczym dźwiękom, by później zostać całkowicie zaskoczonym wielką harmonizacją będącą udziałem całej orkiestry. „Aurora” natomiast wodzi słuchacza duetem trąbka – saksofon i przygrywającą w tle marimbą i basowym bębnem. Ten utwór jest świadectwem syntetycznej harmonii na pozór niepołączonych ze sobą elementów. Niełatwo jest ze sobą zespolić, warto to docenić! Z utworów, które na ten moment nie doczekały się jeszcze promocyjnego klipu wyróżnia się „Bias”. Początek rozpoczynający się od niewyraźnej improwizacji płynnie później przechodzi w trance’owe klimaty, nie tracąc przy tym na płynności kompozycji.
Ale tak właściwie, czy warto sięgnąć po EMPOR? – Ocena płyty
Odpowiedź jest oczywista. Tak! MEUTE jest świetnie naoliwioną techno maszyną. Łączy ze sobą nieprzystające na pozór muzyczne gatunki tworząc unikatowe kompozycje. To jest niekonwencjonalnie wspaniała muzyka zapraszająca nas do wspólnej houseowej zabawy. W której naprawdę warto jest uczestniczyć. Najlepszym tego świadectwem są ich koncerty oraz klipy wypuszczane przez oficjalny kanał zespołu.
Ocena: 7/10
Recenzja: Piotr Czarkowski
Check out our other articles in english i українська!
Przeczytaj również: „Belladonna” Adalyn Grace – recenzja serii
Przeczytaj również: Upadek Númenoru – tolkienowska opowieść o zatopionym królestwie
Przeczytaj również: “Gruby” – recenzja książki. Chuda opowieść o grubych problemach
Przeczytaj również: Randka Undergroundowa: Nowe spojrzenie na przestrzeń kulturalną Białegostoku
Przeczytaj również: Nowe oblicze slashera – gatunkowa dekonstrukcja i społeczne zaangażowanie
Przeczytaj również: Kos – recenzja. To nie jest film o Kościuszce