Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2024/01/KOS-fot.-Lukasz-Bak-1.jpg
    [1] => 640
    [2] => 427
    [3] => 
)
        

O najnowszym filmie Pawła Maślony zaczęły już krążyć w przestrzeni internetowej najróżniejsze opinie. Usłyszeć można między innymi, że „w końcu doczekaliśmy się porządnego polskiego kina historycznego”, lub nawet, że mamy do czynienia z „polskim Tarantino”. Ale czy jest tak rzeczywiście? I czy może od Kosa otrzymamy najwięcej, jeśli wyzbędziemy się tych etykiet?

Kos – to nie jest kino historyczne

W latach 70 ubiegłego wieku w filmie polskim mieliśmy do czynienia z nurtem nazwanym „kinem dziedzictwa”. Były to filmy rozgrywające się w przeszłości, kostiumowe, jednak nie przywołujące ważnych wydarzeń historycznych, a bardziej korzystające z kostiumowej oprawy, by wypowiedzieć się na temat relacji społecznych. W podobnym tonie utrzymany jest Kos. Jacek Braciak, wcielający się w tym filmie w rolę Kościuszki, jest właściwie postacią drugoplanową. Nie zobaczymy tu przysięgi na Rynku Krakowskim czy Bitwy pod Racławicami. Kościuszkę trudno nazwać właściwie głównym bohaterem, nieważne jak brzmiałby tytuł, czy kto znajdowałby się w centrum plakatu. O wiele ważniejsza dla fabuły okazuje się być postać Ignaca Sikory – pańszczyźnianego chłopa, szlacheckiego bękarta, walczącego o poprawę swojego losu. To on posuwa fabułę do przodu i to na nim skupia się akcja filmu. Nie jest to oczywiście wada sama w sobie, jednak trzeba przyznać, że promocja filmu może zmylić widza.

Czy to polski Tarantino?

Największym problemem Kosa jest wątpliwie prowadzone tempo. Choć niektóre sekwencje trzymają widza w napięciu i zapadają w pamięć, miejscami wydaje się, że film nie wie dokąd zmierza, a bohaterowie czekają przy stole by fabuła ich dogoniła, grając w karty i opowiadając anegdoty. Ponownie, Kościuszko większość czasu ekranowego spędza siedząc w ciszy, próbując nie być rozpoznanym przez carskiego oficera. Połowa filmu spędzona jest w jednym pomieszczeniu, przy jednym stole i choć istnieją filmy, które nawet w takiej sytuacji potrafią trzymać w napięciu, to niestety Kos nie jest jednym nich. Na pewno nie ma tu również bryzgającej pod ciśnieniem krwi, choć w filmie pojawia się wiele scen przemocy. Kos podchodzi do przedstawianej historii poważnie, nie bagatelizując cierpienia bohaterów, przez co wypada autentyczniej, niż gdybyśmy mieli do czynienia z rzeczywistą kalką filmów Tarantino. Oczywiście, pewne podobieństwa da się zauważyć – już sam plakat dość jawnie nawiązujący do Bękartów wojny (2009) daje nam jasno do zrozumienia, że twórcy sami chcieli wywołać u widzów konkretne skojarzenia. Ale samo nawiązanie nie czyni jeszcze oryginałem.

Film o koszmarze pańszczyzny?

Można pokusić się o stwierdzenie, że Kos nie jest filmem o Kościuszce, a o jego ideałach. Był on w końcu przeciwnikiem niewolnictwa (w Ameryce) i pańszczyzny (w Rzeczpospolitej). Jednak nie wiedząc o tym wcześniej, trudno nam powiązać te ideały z postacią historyczną – twórcy liczą, że widz przyszedł na seans z wcześniej zdobytymi informacjami i nic mu nie trzeba tłumaczyć. Zdecydowanie najmocniejszym elementem filmu jest ukazanie koszmaru jakim był system pańszczyźniany panujący w całej Europie Feudalnej. W filmie pojawiają się bezpośrednie porównania sytuacji chłopa Ignaca i byłego niewolnika Domingo, między którymi tworzy się więź zrozumienia, nie wymagająca nawet posługiwania się tym samym językiem. To ta dwójka zagarnia film dla siebie i tworzy jego najlepsze momenty. Kos przesuwa historię Kościuszki na dalszy plan, by zamiast tego stawi się po stronie pokrzywdzonych, odda im głos i nie pozwolić na bycie obojętnym wobec doznawanych przez nich krzywd.

Kos recenzja
Od lewej: Jason Mitchell jako Domingo, Bartosz Bielenia jako Ignac Sikora Agnieszka Grochowska jako Pułkownikowa Maria Giżyńska i Jacek Braciak jako Tadeusz “Kos” Kościuszko

 

Czy warto zatem wybrać się do kina? Moim zdaniem, mimo wszystko, tak. Kos jest jednym z przykładów tego, że w powszechnej świadomości wizerunek Pierwszej Rzeczypospolitej, szlachty i pańszczyzny zmienia się. Zaczynamy dostrzegać niesprawiedliwość społeczną, przemoc i wyzysk, a nie tylko folwarki, zdobne kontusze i szabelki. Wiele elementów tego filmu mogło być lepszych, może mógł być to po prostu film o jednym chłopie, bez bazowania swojego wizerunku na postaci historycznej. Warto jednak docenić kolejny głos w stronę zmiany, jaka zachodzi w polskim kinie.

Kos – Obsada

Bartosz Bielenia – Ignac Sikora
Jason Mitchell – Domingo
Jacek Braciak – Tadeusz “Kos” Kościuszko
Robert Więckiewicz – Rotmistrz Iwan Dunin
Recenzja: Matylda Szpila
Zdjęcia: TVP Dystrybucja Kinowa

 

Artykuł został napisany w ramach Akademii Dziennikarstwa Obywatelskiego w Kulturze

Check out our other articles in english i українська!

Przeczytaj również: 1670 – recenzja serialu Netflixa
Przeczytaj również: Informacja zwrotna – recenzja serialu
Przeczytaj również: Akademia Pana Kleksa – recenzja
Przeczytaj również: Kylie Minogue Tension – recenzja płyty
Przeczytaj również: Znachor 2023 – po raz trzeci na ekranie
Przeczytaj również: Bartosz Walaszek – od zera do klasy średniej

Udostępnij:


2024 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skip to content