Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2021/10/Dr.No_.Sean-Connery.jpg
    [1] => 640
    [2] => 427
    [3] => 
)
        

25 odsłona kultowej produkcji z nieustraszonym agentem Jej Królewskiej Mości, który walczy ze złem, stawiając na szali własne życie, od niedawna gości w salach kinowych świata, a tymczasem od wejścia na ekrany pierwszej, skromniutkiej produkcji za milion dolarów minie niebawem 60 lat. Kiedy w 1962 r. Terence Young wyreżyserował pierwszy film zatytułowany „Doktor No”, nie śniło mu się nawet, że prawie 6 dekad później jego kolega po fachu, Cary Joji Fukunaga, realizujący „Nie czas umierać” będzie operował budżetem aż 250 milionów zielonych walut. Zobaczcie: James Bond – jak oglądać sześć dekad przygód!

Zbieżność tytułu (i tematyki) obecnego Bonda z czasem pandemii – nieprzypadkowa, bo przecież przed dziesięcioleciami Young nie mógł liczyć na sztab wyspecjalizowanych agentów do spraw promocji, jak Fukunaga obecnie. Nie cyfry i promocje są tutaj najważniejsze, chociaż i one mają znaczenie z perspektywy jakości dzisiejszych produkcji, o których pierwsi producenci Bonda mogli tylko pomarzyć.

James Bond
 James Bond – sześć dekad przygód. Sean Connery (1971). źródło: wikipedia.org

Sean Connery – na salonach

Najpierw była jednak literatura, autorstwa Iana Fleminga, byłego pracownika wywiadu, który w czasie II wojny światowej poznał i agentów, i komandosów. Wiele ich cech przelał później na bohatera swoich książek. Napisał ich łącznie dwanaście i dziewięć opowiadań, a że rzadko był zadowolony ze swojej pracy, takimi cechami obdarzył też głównego bohatera. Pierwsza książka o Bondzie – „Casino Royale” – ukazała się na rynku wydawniczym w 1953 r. Następnie publikowano kolejne, aż producenci filmowi niecałą dekadę po premierze literackiej nabyli prawa do sfilmowania opowieści.

A wszystko zaczęło się w 1962 roku, kiedy Sean Connery zagrał pierwszego Bonda. Ponoć, zanim rozpoczęły się zdjęcia, szkocki aktor przeszedł prawdziwą szkołę życia. Wraz z reżyserem gościli w najelegantszych restauracjach i na salonach, popijając drinki, rzecz jasna „wstrząśnięte, nie zmieszane”, odwiedzali wytwornych krawców w czasach, kiedy gotowa garderoba nie była tak powszechna jak obecnie. Na tym się jednak nie skończyło i aktor wcielał się w Agenta 007 w sumie sześć razy, do roku 1967, a później zagrał jeszcze w 1971. Szaleństwo na punkcie Agenta Jej Królewskiej Mości przeszło najśmielsze oczekiwania aktora. Także w życiu prywatnym wymagano od niego nienagannych manier i stroju. Zdjęcia z jego udziałem kręcono między innymi w Japonii. Aktor nie był w stanie wytrzymać presji, obawiał się też, że do końca swojej zawodowej kariery będzie kojarzony z tą jedną rolą. W ostatniej części, w której wystąpił „Żyje się tylko dwa razy” doszło do konfliktu z producentem Albertem R. Broccolim. Trzeba było natychmiast ratować wizerunek produkcji, która zdobyła sobie już olbrzymią popularność.

Niestety, raczej nieudany epizod z Bondem zaliczył Australijczyk George Lazenby, którego zaproszono do roli zaledwie jeden raz, w 1969 roku. Przyjechał do Londynu nie mając nic wspólnego z aktorstwem i pracował jako… sprzedawca samochodów. Odpowiednia prezencja sprawiła jednak, że doskonale nadawał się na Agenta, a pewność siebie przyczyniła się do tego, że otrzymał rolę.

Na planie szybko jednak wyszło na jaw, że nie ma z aktorstwem wiele wspólnego, a wyniki box-office’u nie pozostawiały złudzeń. Okazało się jednak, że to Lazenby sam zrezygnował z dalszych produkcji i przystał… do ruchu hippisowskiego. A to nie szło w parze z nienagannym wizerunkiem agenta.

James Bond
Roger Moore na planie filmu

Roger Moore razy siedem

Dużo więcej szczęścia obsadowego miał Roger Moore, który zresztą okazał się rekordzistą pod względem liczby produkcji z jego udziałem – zagrał aż w siedmiu filmach, w latach 1973–1985. Zanim jednak został obsadzony, pojawiła się propozycja, by Bondem został Amerykanin Burt Reynolds. Ostatecznie jednak wybrano Brytyjczyka. Roger Moore miał fobię przed bronią palną, a dodatkowo nie lubił siebie w scenach wymagających biegania i ucieczek, więc otrzymał dublera. Filmy z jego udziałem, za sprawą scenarzysty o polsko brzmiącym nazwisku – Tom Mankiewicz, miały więcej komediowych akcentów, ale po ostatnim filmie z 1985 r. aktor miał już 58 lat i sceny wymagające fizycznej sprawności mocno dawały mu się we znaki. Zdobył jednak ogromne uznanie publiczności, dlatego znalezienie kolejnego odtwórcy do następnych części wiązało się z nie lada wyzwaniem.

Sprostać mu miał Timothy Dalton – Agent 007 w latach 1987–1989. Bond w jego interpretacji jest chłodny i wykalkulowany, a ponieważ produkcja kolejnej części cyklu, jaką miał być „GoldenEye” bardzo się spóźniała, aktor zrezygnował z dalszego oczekiwania na rolę.

Bond wrócił na ekrany dopiero pięć lat później z nowym odtwórcą, Piercem Brosnanem (lata 1995–2002). Co ciekawe, kreacja aktorska splotła się z życiem prywatnym Irlandczyka, którego żona, aktorka Cassandra Harris, grała w jednym z wcześniejszych tytułów – „Tylko dla twoich oczu” (w 1981 roku).

James Bond
Pierce Brosnan, fot. mat. prasowe

Wróćmy jednak do „GoldenEye”, który zapowiada nową erę filmów o Bondzie, z mniejszą dawką przemocy, za to większą ilością efektów specjalnych i filmowej techniki, co publiczność przyjęła doskonale. Film osiągnął sukces frekwencyjny, wydano grę komputerową na tej podstawie, ale kolejne tytuły nie powtórzyły zachwytu nad „GoldenEye”. W ostatniej części z udziałem Irlandczyka w 2002 roku jednym z akcesoriów Bonda był niewidzialny samochód, a Agent z sukcesem surfował w czasie tsunami, co mocno nadszarpnęło realizm filmowy, ale też odbiło się na aktorze. Mimo że Brosnan chciał nadal grać, producenci z rodziny Broccoli zdecydowali się na zmianę.

James Bond
Daniel Craig, Skyfall, fot. mat. prasowe

Fabuła, muzyka i Daniel Craig

Tak oto w roli Agenta zaistniał Daniel Craig, z udziałem którego oglądamy najnowszego Bonda. Wcielał się w tę postać w latach 2006–2021 i w sumie zagrał w pięciu filmach przez ostatnie 15 lat. Początki jednak nie były łatwe i po uroczym Irlandczyku publiczność nie chciała zaakceptować niewysokiego (o zgrozo!) blondyna. Okazało się jednak, że jego bardziej „ludzkie” cechy, wątki uczuciowe, jak i realizm, zwłaszcza w scenach akcji, nie miały sobie równych.

Mimo że fabuła każdego odcinka jest inna, można znaleźć w nich wiele wspólnych elementów. Poczynając od czołówki i charakterystycznej muzyki, poprzez postaci, takie jak zwierzchnicy Agenta, określani literami M czy Q, sekretarki i oczywiście przyjaciel z CIA, Felix Leiter. Ten ostatni jednak nie zawsze był wpisany w filmową fabułę; jego obecność na ekranie towarzyszyła Bondowi granemu przez Seana Connery, był w niektórych filmach z udziałem Rogera Moore’a i z Timothy Daltonem oraz w „Casino Royale”, gdzie Agenta grał Daniel Craig. Oryginalne wykonania muzyczne, jak chociażby Adele w „Skyfall” i informacje z przeszłości bohatera sprawiły, że widzowie jeszcze bardziej się do niego przywiązali. A warto wspomnieć, że do roli Bonda w ostatnich latach rozważano też takich aktorów, jak Mel Gibson, Liam Neeson, a nawet Hugh Grant. Żaden z nich jednak nie chciał zagrać Agenta.

„My name is Bond. James Bond”

W kultowych produkcjach z czasem można było przekazać więcej, aniżeli tylko prosta rozrywka dla widzów. Stało się tak między innymi za sprawą tzw. „czołówki”, czyli napisów początkowych do filmu, wśród których znalazła się symbolika upadającego komunizmu w „GoldenEye”, ropa naftowa w „Świat to za mało” i karty w „Casino Royale”. Są one tak charakterystyczne dla produkcji jak słynne słowa: „My name is Bond. James Bond”. Po raz pierwszy tak właśnie przedstawił się na ekranie Sean Connery, w kasynie w pierwszej produkcji „Doktor No”. Według American Film Institute z 2005 roku, jest to 22. spośród najsłynniejszych cytatów w historii kina.

Nie byłoby kultowego Bonda bez szybkich samochodów, nowoczesnych zegarków z laserem lub żyłką i najnowszych modeli telefonów. Wśród tych pierwszych – oczywiście Aston Martin DB5 koloru srebrno-szarego, jeden z najbardziej pożądanych pojazdów świata, zwłaszcza jeśli dopiero co wyszło się z kina po obejrzeniu „Goldfinger”, „Operacja Piorun”, „GoldenEye”, „Jutro nie umiera nigdy”, „Casino Royale”, „Skyfall” czy „Spectre”. Wcześniej jeździł też Bentleyem („Pozdrowienia z Rosji”, 1963), Fordem Galaxie 500 i Fordem Mustangiem „Diamenty są wieczne” (1971), Citroënem 2CV,  Alfą Romeo GTV6, Mercedesem-Benz W111 („Tylko dla twoich oczu” 1981), Range Roverem w „Ośmiorniczce” (1983), a nawet BMW Z8 w „Świat to za mało” (1999). Czasami przesiadał się na motocykle: BMW R 1200 C w „Jutro nie umiera nigdy” (1997) czy na Hondę CRF 250R w „Skyfall” (2012).

Wśród bondowskich komórek dominował model Sony: Ericsson K800i w „Casino Royale” (2006), Ericsson C902 w „Quantum of Solace” (2008), Xperia T w „Skyfall” (2012) i Xperia Z5 compact w „Spectre” (2015) pięć lat temu.

„James Bond will return…”

Równie wiele emocji budziła „dziewczyn Bonda”, zawsze piękna i zwinna. Jak Ursula Andress w pierwszego „Bonda” w 1962 roku czy Izabella Scorupco z „GoldenEye” Sophie Marceau z „Świat to za mało”, Halle Berry z Bonda w 2002 roku, Eva Green z „Casino Royale”. Co ciekawe, najstarszą „dziewczyną Bonda” okazała się 51-letnia wtedy Monica Bellucci, która wzięła udział w „Spectre”. Ekipa filmowa nigdy nie przyjechała nad Wisłę, ale była nad Wełtawą, a oprócz Czech zdjęcia kręcono też m.in. Grecji, Turcji, Rosji, Cyprze, Monako… Łącznie w 38 krajach świata. I pewnie niedługo do tej listy dołączą kolejne, bo przecież „James Bond will be back”. James Bond powróci…

Recenzja: Jolanta Tokarczyk – dziennikarka filmowa, związana z prasą branżową (m.in. magazynem „Film&Tv Kamera”) i lifestylową. Prowadzi portal Filmowe Centrum Festiwalowe. Pasjami ogląda polskie filmy i uczestniczy w festiwalach. Od lat nieustannie zachwycona sylwetką aktorską Zbigniewa Cybulskiego.

🟧 Przeczytaj: Portret pamięciowy 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Relacja Julii Palmowskiej
🟧 Przeczytaj: Jean-Paul Belmondo – Niepoprawny, błazen i zawodowiec
🟧 Przeczytaj: Stanisław Lem: portret filmowy

👉 Znajdź ciekawe wydarzenia kulturalne w naszej >>> wyszukiwarce imprez <<<

Udostępnij:


2021 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skip to content