Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2021/01/Aaron-Schneider_Misja-Greyhound_proanima.jpg
    [1] => 640
    [2] => 427
    [3] => 
)
        

„Obserwujemy, jak twoje statki toną w głębinach. Słyszymy krzyki twoich towarzyszy, gdy umierają. Ilu jeszcze zginie, nim do nich dołączysz? Gray Wolf jest głodny.” Nie to chce się usłyszeć, eskortując konwój na środku Oceanu Atlantyckiego podczas II wojny światowej. Rzeczywistość kapitana Ernesta Krausego tak jednak wyglądała. Zapraszamy na pokład niszczyciela pt. „Misja Greyhound”.

Misja Greyhound

To pełna napięcia ekranizacja powieści „The good shepherd” autorstwa C.S. Forestera, wyreżyserowana przez Aarona Schneidera. Jej scenarzystą i koproducentem jest zaś Tom Hanks, któremu też przypadło odegranie głównej roli – kapitana Ernesta.

Jest to, de facto, jedyna postać, jaką widz poznaje głębiej. Poza nim ma styczność z załogą wedle funkcjonalności poszczególnych stanowisk – ze starszym oficerem, nawigatorem, łącznikiem, stewardem i innymi, których rola ogranicza się do wypełniania powierzonych im zadań. Wszelkie formy konfliktów, czy indywidualizmu na pokładzie tłumione są w zarodku. Tylko zwarta, zorganizowana załoga może bowiem stawić czoła czyhającemu zagrożeniu.

Być może brak pogłębienia psychologicznego postaci ma za zadanie w możliwie pełnowymiarowy sposób oddać same wydarzenia, zanurzając się w doświadczeniu, jakim była bitwa o Atlantyk. Dzięki wartko skonstruowanej akcji, realistycznej scenografii oraz muzyce o miejscami psychodelicznym zabarwieniu, zadanie to zrealizowano w pełni. Widz od początku do samego końca utrzymywany jest w atmosferze niepewności i niepokoju, obserwując razem z załogą radary, flary i powierzchnię wzburzonego oceanu, w którym kryje się zło w czystej postaci.

„Morze pomaga polującemu wilkowi, a nie uciekającej zwierzynie”

Tak bowiem ukazano załogi u-bootów, które podążały za konwojem – jak brutalne zwierzęta, pozbawione ludzkich odruchów i uczuć. Każde zbliżenie w stronę u-boota wyzwala w widzu reakcje obronne lub chęć ataku.

Również sama załoga u-bootów przedstawiała się w odczłowieczonej formie i chciała być tak postrzegana. Nazywając się „stadem wilków”, zastraszając załogi statków i wydając odgłosy z piekła rodem, chciała złamać morale swoich rywali. Bitwa o Atlantyk stała się w znacznej mierze bitwą psychologiczną. Tylko jedna osoba dostrzegała w Niemcach istoty ludzkie – był nią kapitan Ernest.

Aaron Schneider - Misja Greyhound
Aaron Schneider – “Misja Greyhound”, fot. mat. prasowe

50 szkopów — 50 dusz

“Misja Greyhound” miała za zadanie eskortę załogi i zapasów ze Stanów Zjednoczonych do Wielkiej Brytanii. Śmiertelne zagrożenie dla jej powodzenia stanowiły śledzące i atakujące konwój u-booty. Celem eskorty była ich eliminacja. W szczególności zadanie to spoczywało na barkach kapitana, dla którego była to pierwsza taka wyprawa.

Sam Ernest był jednak pełen sprzeczności. Wyruszył na misję z konkretnym celem — bezwzględnej walki z wrogiem, dyktowanej przez zasady sztuki wojennej. Jednocześnie był osobą bardzo religijną i przepełnioną tęsknotą za ukochaną. Dla niego “świat oszalał”. Na pokładzie nie potrafił spać ani jeść. Nie czuł się tam jak u siebie. Jednak to on występował na „Greyhound” w roli gospodarza i rolę tę wypełniał z pełnym oddaniem.

Mimo doskwierającego głodu, senności i zakrwawionych z wysiłku stóp, służył misji do samego końca. Nie złamały go rozterki moralne, utrata towarzyszy, nieustanne bycie pod ostrzałem ani presja dowodzenia. Ze stoickim spokojem i z poszanowaniem dla swojej załogi brnął naprzód w nadziei, że doczeka następnego poranka.

Aaron Schneider_Misja Greyhound _proanima_2
Aaron Schneider – “Misja Greyhound”, fot. mat. prasowe

„Czarna dziura”

Stanowiła koszmar eskortujących – nie tylko Greyhounda, ale też Eagle’a Dicky’ego i Harry’ego. Był to obszar Atlantyku, pozostający poza zasięgiem wsparcia powietrznego. Cała akcja filmu została zorientowana wokół oczekiwania na szczęśliwe wydostanie się z niego.

W krótszej perspektywie ratunkiem było nastanie świtu. To noc przynosiła bowiem największe zagrożenie. Rozświetlające ją flary alarmowe nie przynosiły ukojenia, przypominając raczej ulatujące dusze załóg. Rozgrywające się na oceanie piekło kontrastowało zaś ze spokojną, unoszącą się w górze zorzą polarną -niedostrzegalną dla oczu walczących, których świat drastycznie się zawęził.

Obsada

Jak zostało wspomniane, niewiele postaci stanowi wyzwanie pod względem gry aktorskiej, gdyż zdecydowana większość z nich składa się na jedną, spójną jakość. W szczególny sposób zaznaczyła się rola kapitana Ernesta, którego charakterystyki można się podjąć w oparciu o kilka znamiennych scen.

Tom Hanks we wszystkich z nich był bardzo autentyczny, co pozwoliło na pozyskanie sympatii widza dla jego postaci. Świetnie oddał on chwile zadumy, wahania, tęsknoty, czy żalu, jakie udało się przemycić między seriami wydawanych przez niego komend. W ekranizacji zaznaczyła się również postać ukochanej Ernesta — Evy Krause (w tej roli Elisabeth Shue) — rozdartej między uczuciem, jakim darzyła męża a wizją jego utraty.

Wydźwięk

Niezaprzeczalnie „Misja Greyhound” jest świetnym kinem akcji. Jego realizm przejawia się zarówno na płaszczyźnie wizualnej, jak i na poziomie dialogów. O dreszczyk emocji przyprawia również warstwa dźwiękowa, niekiedy przywołująca na myśl wizje z najgorszych koszmarów.

Należy jednak zadać sobie pytanie, czy sama autentyczność emocji jest wystarczająca, aby stworzyć dzieło kompletne. W moim odczuciu, uzupełnienie filmu o element fabularny wzbogaciłoby jego wydźwięk, głębiej zapadając w pamięć widza. Nie trudno również o zauważenie pewnej tendencyjności w sposobie przedstawienia historii, uwydatnionej w formie, jaką przyjęto dla zarysowania sylwetek przeciwnika.

Nie odbiera to jednak ekranizacji wspomnianych już wcześniej atutów, dzięki którym można było przenieść się prosto na pokład niszczyciela i wraz z jego załogą stawić czoła wyzwaniom czasów.

Tekst: Lily of the Valley

 

🟧 Poprzedni tekst autorki: Lupin – nowy serial Netflixa
🟧 Przeczytaj: „Prime Time”, czyli zamach na koniec wieku
🟧 Przeczytaj: Pomiędzy pięknem a brzydotą – refleksje o filmie „Helmut Newton. Piękno i Bestia”

Udostępnij:


2022 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.