Książka „Rok Płonącego Konia” Stanisława Głąbińskiego została wydana w latach 70., a mimo to jest aktualna do dzisiaj. Akcja powieści rozgrywa się w 1966 roku w pierwszym okresie “rewolucji kulturalnej” w Chinach. Sensacyjna intryga, osnuta wokół działań rzekomo handlowej firmy zachodnioniemieckiej w Hongkongu – tak brzmi opis na odwrocie książki. Jednak nie jest ona – jak mogłoby się wydawać – tanią sensacją, a thrillerem-kryminałem wiernie oddającym klimat czasów i kraju, w którym się rozgrywa.
Książka podzielona jest na cztery części: zima, wiosna, lato oraz jesień. Rozgrywają się one w chińskim Hongkongu, Pekinie, Lo Wu i Kantonie. Cztery miejsca i bohaterowie podróżujący pomiędzy tymi regionami. Nie we wszystkich przypadkach się znają, niektórzy nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale wszyscy są powiązani z tą samą sprawą.
Stanisław Głąbiński świetnie prowadzi wszystkie wątki, a trzeba wiedzieć, że jest ich w „Roku Płonącego Konia” niemało. Misterna intryga, częsta zmiana miejsc akcji, wielu bohaterów i, przede wszystkim, tło historyczne – każdy element książki jest bardzo dobrze napisany. Pomimo tylu elementów, czytelnik nie gubi się w tym, co czyta. Całą historię czyta się bardzo lekko, a wszystkie elementy, które się na nią składają, są niczym koło napędowe. Bardzo sprytnie wprowadzają wszystko, co jest ważne, w odpowiedni ruch. Po przeczytaniu można nawet uznać, że w „Roku Płonącego Konia” mogłoby zmieścić się jeszcze kilka wątków.
Od wydania książki minęło kilka dekad, a mimo to nadal pozostaje „świeża” w odbiorze. Stanisław Głąbiński stworzył kilka mikroświatów, które osadził w jednej rzeczywistości i, jak się okazuje po tylu latach, zrobił to na tyle umiejętnie i precyzyjnie, że można tę fabułę przenosić w inne przestrzenie czasowe, nie tracąc na jej jakości.
Książka „Rok Płonącego Konia” zawiera świetne opisy miejsc, jak na przykład te, w których autor opisuje wiatry niosące pył z pustyni Gobi albo wąskie ulice Hongkongu, albo kontrastujące ze sobą elementy tegoż miasta.
Rok Konia – odrodzenie, ogień, energia. ,,Rok Płonącego Konia” warto przeczytać, a najlepiej – zakupić, zachować dla siebie i umieścić w ulubionym miejscu w domu. O książce warto pamiętać, bo kolejny chiński Rok Ognistego Konia nadejdzie już w 2026 roku.
tytuł: „Rok Płonącego Konia”
wydawnictwo: Książka i Wiedza
autorzy: Stanisław Głąbiński
rok publikacji: 1976
liczba stron: 280
Recenzja: Katarzyna Prędotka
Redakcja: Magda Tołoczko
Zdjęcia: Wyd. Książki i Wiedza
Artykuł został napisany w ramach Akademii Dziennikarstwa Obywatelskiego w Kulturze
Sprawdź nasze inne artykuły o literaturze!
Przeczytaj również: „Belladonna” Adalyn Grace – recenzja serii
Przeczytaj również: Upadek Númenoru – tolkienowska opowieść o zatopionym królestwie
Przeczytaj również: “Gruby” – recenzja książki. Chuda opowieść o grubych problemach
Przeczytaj również: Randka Undergroundowa: Nowe spojrzenie na przestrzeń kulturalną Białegostoku
Przeczytaj również: Nowe oblicze slashera – gatunkowa dekonstrukcja i społeczne zaangażowanie
Przeczytaj również: Kos – recenzja. To nie jest film o Kościuszce

