Rzeki Londynu to składająca się z trzech tomów powieść kryminalno-przygodowa autorstwa Bena Aaronovitcha. W Polsce ukazała się w roku 2023 nakładem wydawnictwa Zysk I S-KA w bardzo udanym tłumaczeniu Małgorzaty Szypuły.
Poznajemy w niej Petera Granta, młodego funkcjonariusza londyńskiej policji, którego aspiracją jest zostać detektywem. Nie jest on jednak faworytem swoich przełożonych – jest przez nich odbierany jako niezbyt „rozgarnięty” posterunkowy. Szybko jednak okazuje się, że to, co uważane jest za nieudolność Petera, jest tak naprawdę jego zaletą, gdyż myśli nieszablonowo i zwraca uwagę na szczegóły, których inne osoby nie dostrzegają.
Dostrzega go natomiast Thomas Nightingale – detektyw zajmujący się przestępstwami o podłożu metafizycznym. Nightingale to człowiek-zagadka: nie wiadomo, ile ma lat, ale sądząc po tym, jak się ubiera, wypowiada i jak bardzo daleki jest od zrozumienia nowoczesnych technologii, możemy wnioskować, że mamy do czynienia z istotą z innej epoki, i to dosłownie. Nic dziwnego, że pojawiający się w opowiadaniu duch Nicholasa Wallpenny’ego ostrzega głównego bohatera, by był wyrozumiały dla Thomasa, ponieważ „wystarczy zapytać go, ile ma lat, by wiele zrozumieć”.
W barwnie opisanym Londynie dochodzi do niewytłumaczalnych z punktu widzenia śledztwa wydarzeń. Osoby w różnym wieku i o różnym statusie społecznym zostają opętane przez tajemnicze zjawisko, które rozsadza im twarze od środka, ale sprawia też, że przed śmiercią stają się niezwykle agresywni dla otoczenia. Policja, poza stwierdzeniem kilku widocznych na pierwszy rzut oka faktów, jest bezradna. Paralelnie do jej działań do sprawy wkracza Hightintale, posiadający wiedzę i doświadczenie w dziedzinie … magii. I to właśnie on wciąga Petera Granta, syna czarnoskórych imigrantów, w zawieruchę tajemniczych wydarzeń. Pod jego czujnym okiem Peter poznaje tajniki magii i uczy się szukać tak zwanych vestigii, czyli swoistych “znaków” działania magii.
Na uwagę moim zdaniem zasługują niezwykle barwne opisy samego miasta. Wiele ulic Londynu ożywa w wyobraźni czytelnika, tak samo jak rzeki, które w powieści mają nawet swoich opiekunów duchowych, zwanymi Mamą i Ojcem Tamizą.
Powieść wypełniona jest swoistą dawką angielskiego humoru i dość specyficznego, wymagającego zrozumienia dowcipu. Opinie o Rzekach Londynu są różne, bardziej lub mniej przychylne, co ma pewnie związek ze specyficznym piórem Aaronovitcha, który najpierw zawiązuje wartką akcję, żeby nagle ją urwać i przejść albo do obszernie omawianych szczegółów zbrodni, albo do zwykłych opisów picia herbaty w wozie policyjnym. Jest to dość specyficzny zabieg autora, dać czytelnikowi impuls w postaci szybkiej akcji, jak na przykład w domu rodziny Coopertown. Towarzyszyła mi cała paleta emocji w śledzeniu tej historii.
Osobiście bardzo polecam Rzeki Londynu czytelnikom, którzy cenią sobie angielski humor i są gotowi spojrzeć na Londyn z nieco innej, magicznej perspektywy.
Recenzja i zdjęcia: Iana Kruchik-Shewczyk
Redakcja: Blanka Walczak
Artykuł został napisany w ramach Akademii Dziennikarstwa Obywatelskiego w Kulturze
Check out our other articles in english i українська!
Przeczytaj również: „Belladonna” Adalyn Grace – recenzja serii
Przeczytaj również: Upadek Númenoru – tolkienowska opowieść o zatopionym królestwie
Przeczytaj również: “Gruby” – recenzja książki. Chuda opowieść o grubych problemach
Przeczytaj również: Randka Undergroundowa: Nowe spojrzenie na przestrzeń kulturalną Białegostoku
Przeczytaj również: Nowe oblicze slashera – gatunkowa dekonstrukcja i społeczne zaangażowanie
Przeczytaj również: Kos – recenzja. To nie jest film o Kościuszce

