Felietony, Film, Literatura

Seriale i literatura – część druga

Autor: Jarosław Szczęsny | Data dodania: 15.10.2020
seriale

W części drugiej zajmiemy się głównie bohaterami. W poprzednim odcinku (do przeczytania tutaj) skupiłem się na opowieści telewizyjnej, której źródłem pozostaje literatura. W tej części również pozostanę wierny obranej ścieżce, a związki telewizji z literaturą okażą się silniejsze, gdyż mowa będzie również o adaptacjach. Nim jednak to nastąpi pomówimy o bohaterach. Bohaterka czy bohater być muszą. Zbiorowi albo jednostkowi. Pośród szeregu postaci przelewających się na ekranie pojawić się powinny kluczowe magnesy dla przyciągania widzów. Innymi słowy potrzeba kogoś z kim widz chciałby i mógłby się utożsamiać.

Ważna uwaga: nie muszą to być od razu główni bohaterowie, bo oni lśnią tym bardziej im lepsze tło naszkicuje im twórca. A w tym tle można już sobie pozwolić na istną paradę osobliwości. Tak powinno być zarówno w dobrej powieści, jak i dobrym serialu. Sprowadzając rzecz do parteru nasz bohater przecież musi się z kimś spotkać, w kimś zakochać kogoś znienawidzić, a nawet zabić. Pewnie głupio by było, gdyby to były tekturowe kartony. Tym większe pole do popisu zostaje dla grupy scenarzystów albo utalentowanego autora. Zacznijmy od wielce czarownej dwójki.

Cesarzowa i dyrektor kreatywny

Postać Katarzyny Wielkiej gościła na kartach książek głównie biograficznych, ale nikt nie spodziewał się, że można wziąć tę postać i odważnie zaszaleć. Tony McNamara postanowił umieścić postać Katarzyny Wielkiej pośród szalonego korowodu. O takich serialach jak „Wielka” zwykło się mówić jako o satyrze. Nie warto spodziewać się jedynie chwil do parskania śmiechem, choć i takie są, ale raczej gorzkiego humoru, który pomimo historycznego kostiumu sporo mówi o współczesności. Mamy oto na tronie Cara Piotra, który stanowczo przesadnie używa słowa „hurra!” oraz alkoholu. Nie przeszkadza mu to jednak w znajdywaniu coraz to nowych rozrywek na dworze.

Jedną z nich jest gnębienie generała swych wojsk prowadzącego niekończącą się wojnę ze Szwecją który aby to znieść ciągle jest pijany. W sam środek zepsucia, pijaństwa, bezprzykładnego obżarstwa wwieziona zostaje Katarzyna (Elle Fanning) wraz ze swoimi ideami odnośnie wiary w miłość, postęp i rozum. Malowniczość jej zderzenia z rzeczywistością jest gwarancją widowiska na wielką skalę. Dość powiedzieć, że nasza bohaterka szybko trzeźwieje, a zastane okoliczności skłaniają ją do zawiązania spisku mającego na celu zabicie jej męża. Obraz wyłaniający się z naszego serialu brutalnie skazuje krzewicieli wielkich idei na ugięcie się przed rzeczywistością. Jak w scenie kiedy na dworze pojawia się cud techniki, czyli maszyna drukarska, która oddana w ręce ludu posłużyła do propagowania głównie pornografii, a okazjonalnie podważania dogmatu o nieomylności Cerkwi czy samego Cara, co znalazło również wyraz w zacnym połączeniu.

Smakowitości dodaje fakt, że pośród bohaterów pojawiają się m.in.: Gorki, Breżniew, Czechow oraz Raskolnikow. Dzień na carskim dworze może się w każdej chwili skończyć twoją śmiercią, a twoja żona może noc spędzić u Cara. Tymczasowość bytu zdanego na łaskę ogłupiałego Pana ukazana jest z całą brutalnością. Nie ma żadnych świętości. O, przepraszam, są, ale skierowane do maluczkich o co z pieczołowitością dba Cerkiew poprzez kontrolę dostępu do zawodu lekarza albo propagowanych treści. Wdzięczna plugawość tego serialu przyciąga, a panujące wokół szaleństwa wykrzywia obraz o rozumnym rozwoju naszej cywilizacji. Nawet Wolter, również pojawiający się serialu, raczej nie jest pomocny.

Matthew Weiner nie mógł lepiej trafić dając swojemu serialowy tytuł „Mad Men”. Wyprodukowany przez telewizję AMC opowiada o latach 60. w Stanach Zjednoczonych. Pewnikiem jest, że większość skupi się na powłoce, czyli retro stylizacji, która tu doprowadzona została do perfekcji. Począwszy od sukienek i garniturów, a na paleniu papierosów w każdym niemal kadrze kończąc. Na nic to by się jednak zdało, gdyby naszym przewodnikiem po tym świecie nie był Don Draper uosabiający raczkującą drapieżność „american dream”, a zawodowo spec od wciskania go swoim rodakom. Mówimy o czasach wielkich zmian gospodarczych, a także kryzysów politycznych oraz o rodzącym się marketingu. Główny bohater zmienia się w trakcie wszystkich sezonów i czasami poznajemy jego mroczne tajemnice oraz zdrady, których dokonuje. Właściwie zdrada jest jedyną pewną stałą w jego charakterze.

Przedstawiona w serialu generacja ucieka przed śmiercią starając się zasłonić ją pastelowymi kolorami. Liczy się kariera, dom na przedmieściach, samochód, czyli konsumpcyjne El Dorado. Szerokie spektrum czasowe dało możliwość twórcom na zaprezentowanie zmieniającego się otoczenia poprzez nowych, kreatywnych pracowników agencji reklamowej. Wraz ze zmianami obyczajowymi wchodzą również narkotyki jako kolejna forma „rozluźnienia”. Niezmienny pozostaje dar głównego bohatera do opakowywania i sprzedawania. Do tego stopnia, że pozbawia nas złudzeń co do szlachetnych idei. Bardzo wymowny jest koniec serialu, kiedy Draper siedzi na trawie i uśmiecha się tajemniczo pośród medytujących wokół ludzi, co przeradza się w słynną reklamę Coca-Coli.

Fantasy skończone i nieukończone – seriale: „Gra o Tron” i „Wiedźmin”

Po olbrzymim sukcesie adaptacji „Władcy Pierścieni” przez Petera Jacksona widzowie na całym świecie sądzili, że przedstawiony świat fantasy musi wręcz uginać się pod naporem efektów specjalnych. Tymczasem w 2011 roku stacja HBO zaserwowała swoim widzom pierwszy odcinek serialu „Gra o tron”, który otworzył erę nowożytną seriali. Będący adaptacją sagi George’a R.R. Martina serial wzbudził zainteresowanie całej rzeszy ludzi niekoniecznie blisko związanych ze światem fantasy. Główną zasługę przypisałbym fabule, a więc książkom, gdzie z żelazną brutalnością pod nóż poszła zatrważająca liczba bohaterów, w tym pierwszoplanowych również.

[uwaga spoilery Gry o Tron]


Przełomem była scena ścięcia Neda Starka (Sean Bean) i to jeszcze przed finałowym odcinkiem pierwszego sezonu. Nieuchronna logika kierowała Martinem, który swoim bohaterom nie szczędził końca, na który zapracowali umyślnie lub nie. Im więcej śmierci przybywało w serialu tym zwiększała się liczba opinii jakoby nasza rzeczywistość polityczna silnie powinna się na serialowej opierać. Krzysztof Varga przytomnie zauważył, że „nie mieliśmy do czynienia po prostu z legendami o rycerzach i smokach, ale z historią czysto polityczną, uświadamiającą nam, że to, co my dziś nazywamy polityką, jest wyłącznie żałosną podróbką z Pudelka, a nie sztuką opisaną przez Arystotelesa, a brutalnie zdiagnozowaną przez Machiavelliego”.

Śmierć Daenerys Targaryen z rąk Jona Snowa była być może najszerzej komentowaną śmiercią z serialu, która podzieliła fanów, a jednocześnie odbyła się bez podstawy książkowej, gdyż serial już wcześniej prześcignął literacką podstawę. I w tym cały kłopot ponieważ z całym uwielbieniem dla tego serialu to od wzmiankowanego momentu zaczął on niebezpiecznie obniżać poziom. Tracąc nieco na wiarygodności oraz na żelaznej i brutalnej logice, której podlegał we wcześniejszym etapie. Sporom odnośnie jakości nie będzie końca.

[koniec spoilerowania – spokojnie można czytać dalej]

 

 

Z kolei twórcy serialu „Wiedźmin” musieli zmierzyć się zarówno ze skończonym literackim pierwowzorem, jak również twardym fandomem obrażonym na polską filmową próbę adaptacyjną, która zresztą była niezłym paliwem memotwórczym, a i tworzącemu serial w wydaniu amerykańskim serwisowi Netflix służyła do promocji oraz oczarowanym wybitną grą komputerową stworzoną w trzech częściach przez polskie studio CD Projekt. O tym, że zadanie było trudne świadczyło już internetowe wzmożenie kiedy producenci ogłosili, że rolę Geralta z Rivii zagra Henry Cavill.

Twórcom przyszło zmierzyć się z materią literacką skończoną, choć może niekoniecznie wszakże Andrzej Sapkowski w 2013 roku napisał „Sezon burz” książkę o Geralcie, ale już spoza legendarnej sagi. Wracając do serialu Netflixa to od razu wzbudził gorące komentarze oraz analizy. Puryści natychmiast rzucili się do tropienia nieścisłości z książką. Wielbiciele okazałych obrazów narzekali na ubogość efektów specjalnych, strojów oraz plenerów. Podzielając w części powyższe opinie należałoby jeszcze dodać, że obsada też miała mankamenty. Nie mam na myśli podstawowej czwórki bohaterów: Geralt, Yennefer, Ciri i Jaskier, gdyż ci się obronili, ale tych na drugim i trzecim planie. Największym rozczarowaniem jest serialowa Triss Merigold, którą powinna zagrać Emma Appleton grająca Renfri zabitą już w pierwszym odcinku.

Jak widać trudno dogodzić milionom fanów, którzy być może nie czytali książek Sapkowskiego, a do serialu zwabieni zostali poprzez granie w grę. Jednocześnie chyba należałoby dać większy kredyt zaufania twórcom serialu, gdyż były momenty gdzie ducha powieści dało się odczuć. Szczególnie w momentach szermierki słownej. Więc najlepiej byłoby powiedzieć, że „Wiedźmin” nie był aż tak zły jak go krytykowano, ani tak dobry jak zachwalano. Niedługo pojawi się sezon drugi i wtedy będziemy mogli się przekonać czy twórcy odrobili pracę domową i skorzystali ze słusznych krytycznych podpowiedzi.

Koniec części drugiej.

 

Jarosław Szczęsny – entuzjasta muzyki oraz literatury albo na odwrót. Pisze również na Nowamuzyka.pl.

Poprzedni wpis autora: Seriale i literatura – część pierwsza

*Zdjęcie na początku: kadr z filmu “Wielka”, fot. materiały prasowe 

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.