Rap to muzyka blokowisk, krzyk wykluczonych albo po prostu specyficzny styl śpiewania bliski sercom młodych słuchaczy. Ale za sprawą Łony, Fisza czy Taco Hemingwaya gatunek powoli wkracza do najpopularniejszych stacji radiowych, stając się gatunkiem wielkomiejskiej klasy średniej. W dyskusji pojawił się nawet termin „rap inteligencki”. Znajomość historii rapu skłania jednak do pytania, czy w ogóle potrzebujemy nowego podziału w ramach tego gatunku.
Kiedy w latach 70. na nowojorskim Bronksie zaczęło formować się to, co współcześnie znamy jako kulturę hip-hop, nikt nie spodziewał się, że z czasem gatunek może stać się jednym z najważniejszych wyznaczników dobrego smaku wśród słuchaczy klasy średniej. Być wielkomiejskim uczestnikiem życia kulturalnego i nie kojarzyć Taco Hemingwaya, Fisza lub Łony, to grzech cięższy, niż brak znajomości twórczości Noblistów. Wielkomiejski rap doczekał się nawet własnego terminu – „rap inteligencki”. Warto w tym miejscu przyjrzeć się jednak faktom i mitom na temat gatunku. Wiele wskazuje bowiem na to, że „rap dla inteligentów” nie tylko jest terminem zbędnym, lecz także szkodliwym.
MIT – „rap inteligencki” tworzą inteligenci, a zwykły rap – osoby bez wykształcenia
To, że osoby kojarzone z „rapem inteligenckim” mają wyższe wykształcenie, to prawda. Taco Hemingway ukończył kulturoznawstwo, z kolei Łona posiada wykształcenie prawnicze (i nie porzucił kariery, przez co wciąż pracuje w zawodzie). Trudno jednak uznać wykształcenie za wyznacznik awansu do „ligi inteligenckiej”. Chociaż praktyka niekiedy potwierdza wygodną tezę o tym, że rap uliczny tworzą osoby z wykształceniem podstawowym, to jednak w gronie tym znaleźć można także wielu artystów, którzy spędzili lata w świecie akademickim. Trzeba dodać do tego także fakt, że rap uliczny jest łakomym kąskiem dla wszelkiego rodzaju badaczy naukowych. Utwory z tego gatunku są chętnie brane na warsztat i wielokrotnie analizowane na wszystkie możliwe strony.
FAKT (?) – „rap inteligencki” różni się od pozostałych nurtów w rapie
Bez dwóch zdań Łona i Slums Attack to przykłady z przeciwległych biegunów – zestawienie rapera podejmującego dialog z Osiecką z imitacją gansta rapu daje poważny (choć nietrafiony) argument, by sądzić, że „rap inteligencki” jest czymś zupełnie innym niż klasyczny rap. W powszechnym mniemaniu cechy charakterystyczne rapu to nasycenie emocjonalne, prostota treści, zrozumiałe slangowe follow-upy czy liczne wulgaryzmy – „rap inteligencki” to z kolei muzyka cechująca się dystansem względem rzeczywistości, krytyczną analizą społeczeństwa, intertekstualnością oraz nawiązaniami do kanonu światowej kultury czy poetyckim językiem.
MIT – „rap inteligencki” jest lepszy od innych rodzajów rapu
Na ile wytykanie różnic między „rapem inteligenckim” a pozostałymi nurtami jest analizą stanu faktycznego, a na ile jedynie przejawem niechęci? Obcobrzmiące „follow-upy” prezentują się niemrawo w zderzeniu z „intertekstualnością”, poetycki język okraszony uwydatniającymi sens inwektywami bije na głowę prostackie wulgaryzmy, natomiast zdolność do analizy etnograficznej wzbudza o wiele więcej szacunku niż proste treści opisujące trudy życia na blokowisku. Odrębność „rapu inteligenckiego” jest widoczna na pierwszy rzut oka, ale kolejne spojrzenie uzmysławia, jak bardzo wszystko jest kwestią naszego własnego podejścia. Docenianie muzyki bawiącej się intelektualnie z Kabaretem Starszych Panów, tekstami Osieckiej czy „Ulissesem” Joyce’a jest naturalnym skutkiem przekonania o wyższości kultury wysokiej nad popularną. Wskazywał na to już pod koniec XX wieku filozof-pragmatysta Richard Schusterman. W swojej „Pięknej sztuce rapowania” przekonuje, że jakość kontekstu nie ma nic wspólnego z jakością warsztatu – a to, co dobre, nie zależy wyłącznie od przynależności gatunkowej
MIT – „rap inteligencki” to pierwszy przypadek zniuansowania w historii rapu
Rap nie jest monolitem (co można sprawdzić, przeglądając choćby listę nurtów i podgatunków na Wikipedii). Najważniejszy podział w ramach gatunku miał miejsce w połowie lat 80., gdy ukonstytuowała się tzw. nowa szkoła. Jak podaje wydana przez Narodowe Centrum Kultury „Antologia polskiego rapu”, new school charakteryzuje się „bardziej skomplikowaną warstwą tekstową, szlifowaniem przez raperów flow, a w warstwie muzycznej wyjściem poza prosty sampling i brzmienia klawiszy”. Podział na prostszy old school i bardziej zniuansowany new school, choć w odniesieniu do podejmowanej tematyki uznawany za tezę kontrowersyjną, jest więc zjawiskiem, które miało miejsce na wczesnym etapie historii rapu.
FAKT – artykuły o rapie inteligenckim szkodzą całemu gatunkowi
Czemu Łona w wywiadach tak niechętnie odnosi się do swojej „inteligenckości”? Czy jest to wrodzona skromność, czy też poczucie niezręczności wynikające z bycia wystawianym na piedestał? Trudno zarzucić znanemu szczecińskiemu raperowi pychę, chociaż w tym przypadku zdecydowanie ważniejszym powodem jest świadomość konsekwencji wprowadzania nowych podziałów. Rap jest bowiem gatunkiem niezwykle demokratycznym, niestawiającym żadnych barier wynikających z przynależności klasowej, ekonomicznej czy intelektualnej. Utożsamianie renomy ze spełnianiem uznaniowych kryteriów jakościowych to nie tylko przejaw snobizmu, lecz przede wszystkim faktyczny zamach stanu w obrębie gatunku. Artykuły o rapie inteligenckim to próba przejęcia gatunku przez intelektualne elity, obalanie równości i powrót do narracji o wyższości lepiej sytuowanych artystów od twórców ulicznych.
FAKT – nie potrzebujemy „rapu inteligenckiego”
Albo inaczej – historia rapu i znajomość teorii estetyki Schustermana uczą, że wcale nie potrzebujemy terminu „rap inteligencki”. To pojęcie, tak mocno rozpromowane w mediach (i chętnie przywoływane przez odbiorców tego rzekomo odrębnego gatunku), skrywa bowiem zdradliwe przeświadczenie o wyższości jednej grupy artystów nad drugimi. Nie daje jednocześnie narzędzi do weryfikacji innych zmiennych – takich, które uznajemy za podstawowe w rapie, tj. flow, błyskotliwość czy jakość warsztatu. O ile bowiem często dostrzegamy walory raperów „inteligenckich” – niemalże w każdym wersie udowadniających rozwinięte kompetencje kulturowe oraz pozycję mędrca na piedestale – o tyle znacznie rzadziej podejmujemy się wyzwania wyłuskania dobrej jakościowo treści w rapie niekoniecznie aspirującym do literackiego Nobla. Styl utożsamiamy z niskim poziomem treści i często nawet przez myśl nam nie przejdzie, że na papierze nie ma niczego takiego jak rap. Jest tylko poezja. A w jej ramach nie występują już żadne podziały na poezję „inteligencką” i inne.
Jan Brożek – student kulturoznawstwa, zakochany w detalikach ukrytych w codzienności i subtelnościach języka polskiego. Nie uznaje żadnych definicji, dlatego zamiłowanie do twórczości Doroty Masłowskiej i Łony łączy z zainteresowaniem kiczem i wszystkim tym, co lekkie lub płytkie. Na bieżąco z premierami literackimi, filmowymi i teatralnymi.
Poprzedni tekst autora: Piosenki świąteczne – O tym z pewnością nie wiecie!
Przeczytaj również: Przegląd polskich niezależnych wytwórni płytowych