Koncerty, Relacje, Muzyka

Podróż przez dźwięk, czas i przestrzeń

Autor: Sylwia Dec | Data dodania: 17.09.2020

Miłośnikom jazzu duetu braci Oleś nie trzeba przedstawiać. Do tej pory muzycy udowodnili już wiele razy, jak wielki potencjał może skrywać perkusja i bas – a teraz, razem z Dominikiem Strycharskim, zabierają w podróż nie tylko przez dźwięki, ale i przez czasy.

Koncert pod hasłem „Copticus” zamknął tegoroczną, jedenastą edycję Festiwalu Literackiego „Zebrane”. Przez kilka dni w białostockim klubie Zmiana Klimatu zagościli twórcy tacy jak Stefan Chwin, Tomasz Organek, Max Cegielski czy Katarzyna Boni, a wieczory mijały pod znakiem dyskusji o literaturze. Na koniec zaś przyszedł czas na spotkanie z muzyką – o tyle niezwykłą, że inspirowaną dźwiękami starożytnej kultury Koptów.

fot. Tomasz Pienicki

„Copticus” to projekt trzech muzyków – braci Marcina i Bartłomieja Olesiów oraz Dominika Strycharskiego. Każdy z nich ma swój własny muzyczny świat. Duet Oleś Brother został okrzyknięty największym skarbem polskiego jazzu XXI wieku, a lista artystów, z którymi współpracowali, robi spektakularne wrażenie. Dość powiedzieć, że do tej pory pojawili się na niej tacy twórcy jak Kenny Werner, Erik Friedlander, Chris Speed czy Tomasz Stańko, a w ich dyskografii wciąż pojawiają się nowe płyty, które zbierają entuzjastyczne recenzje krytyków. Może się wydawać, że proste instrumentarium duetu nie jest wdzięcznym tworzywem do spektakularnych improwizacji. Bartłomiej i Marcin Olesiowie jednak z dźwięków perkusji i basu wydobyli zadziwiającą melodyczność, zachwycając swoją wirtuozerią. Dominik Strycharski z kolei w swojej twórczej drodze odważnie sięga do nowych obszarów – komponuje muzykę jazzową, czerpie z muzyki elektronicznej, post-hip hopu czy elektro-ambientu, eksperymentuje z improwizacją i perfomance’em, zajmuje się również nowoczesnymi fletami prostymi. I w tej ostatniej roli bierze udział właśnie w projekcie „Copticus”, uzupełniając bas i perkusję dźwiękiem fletu.

fot. Tomasz Pienicki

Główną inspiracją twórców projektu była muzyka starożytnych Koptów, jednej z najstarszych społeczności chrześcijańskich na świecie. W trakcie wielu wieków izolacji kultura ta wytworzyła swój oryginalny język muzyczny, łączący wpływy muzyki greckiej, żydowskiej czy muzułmańskiej. Do tego języka sięgnęli właśnie bracia Olesiowie razem z Dominikiem Strycharskim, starając się rozszyfrować i opowiedzieć na nowo świat dźwięków starożytnych chrześcijan.

fot. Tomasz Pienicki

W efekcie powstało dzieło, któremu nie sposób odmówić odwagi i nowatorskiej energii. Z jednej strony muzyka jest mocno osadzona w jazzie, we współczesności, idzie w stronę rytmiki, którą wszyscy znamy i która nie dziwi ucha człowieka XXI wieku. Ale z drugiej strony nad tą współczesnością unosi się duch starożytnego świata. Słychać go w zaśpiewie fletu, słychać go w rytmach perkusji czy basu – tych orientalnie brzmiących, przywodzących na myśl kraje wschodu czy gorącego południa. Kolejne utwory przeprowadzają przez te pogranicze czasów z lekkością i czułością, pozwalają rozgościć się w tych już tylko wyobrażonych teraz światach, ale nie tracą współczesnego charakteru. Ten mariaż elektryzuje najbardziej, bo twórcom udało się stanąć realnie na zbiegu dwóch rzeczywistości. Nowoczesny porządek jazzowych inspiracji ma tutaj swoje miejsce, ale tak samo naturalną opowieścią jest ta starodawna, razem tworzą one unikalny dwugłos. Czasami szala przechyla się na rzecz współczesnej rytmiki i dzisiejszego języka, czasami przesuwa się w stronę onirycznych taktów, opowiadając przeszłe historie – ale za każdym razem jest w tym cudowny balans i harmonia, która pozwala odpocząć zmysłom, a umysł zabiera w fascynującą wyprawę.

fot. Tomasz Pienicki

To niezwykłe, jak niewiele potrzebowali twórcy projektu „Copticus”, by cofnąć czas i przywołać inne miejsce, nie uciekając jednocześnie od współczesności. To niesamowite, jakie bogactwo może zrodzić się na styku dwóch stylistyk. Dlatego „Copticus” zostaje w pamięci – bo porusza czułe struny umysłu współczesnego odbiorcy, zabierając jednocześnie jego serce ku starodawnych, zapomnianym światom.

fot. Tomasz Pienicki
fot. Tomasz Pienicki
fot. Tomasz Pienicki

 

Sylwia Dec – pracuje w agencji reklamowej, po godzinach prowadzi warsztaty i włóczy się po świecie. Miłośniczka kotów, książek i kilometrów w podróży, jedną połowę serca zostawiła w biblioteczce babci, a drugą na szkockich bezdrożach.

🟧 Przeczytaj: Recenzja Kwiat Jabłoni – Mogło być nic

🟧 Przeczytaj: Luigi Russolo – ojciec chrzestny hałasu

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.