Czuję się zmuszony. Zmuszony do podziwiania. Jest to przymus z tych ostatecznych, narzucających warunki konfrontacji i, na końcu, kapitulacji. Demonstracyjna ciężkość i szorstkość skrywają podjętą próbę dobicia do doskonałej niejednoznaczności. Mgliście zacząłem więc podrzucę konkret. Oto album z gatunku tych, które pozostawiają siniaki na ciele. I głębiej też. Przed państwem zespół Morświn z płytą zatytułowaną „Rewolucjaaa”.

Stworzony z tęsknoty i samotności

W podstawowym składzie Morświna znajdziemy trzy osoby: Paulinę Owczarek grającą na saksofonie barytonowym, Małgorzatę Tekiel grającą na basie i Marcina Świetlickiego odpowiedzialnego za wokal. Taki skład gwarantuje jakość artystyczną i budzi popłoch po stronie konkurencji. Pominąć gości na albumie nie można, a są wśród nich m.in.: Igor Pudło, Artur Rumiński, Antoni „Ziut” Gralak i Filip Łobodziński. Jako, że płyta związana jest z życiem (patrz sympatyczny ssak w nazwie oraz wszelkiej maści nawiązania do społecznego trybu bytowania) to śmierć również musi mieć swoje miejsce. Na płycie usłyszeć można zmarłego w tym roku perkusistę Tomasza Chołoniewskiego i Roberta Brylewskiego.

Typowanie najcięższych fragmentów z płyty wydaje się być osłabianiem jej całościowego znaczenia. Niemniej pod siłą utworu „RB” trudno się nie ugiąć. Stworzony z tęsknoty za Robertem Brylewskim niesie w sobie żal i smutek bardzo dobrze oddany przez frazy saksofonu. Choć nie można pominąć roli Małgorzaty Tekiel, która wygrywaną linią basu zagęszcza go w sposób znaczny. Artur Rumiński w tle wyciąga skowyt z gitary. Rozbudowana część muzyczna utworu stanowi równowagę dla tekstu.

A ten, podobnie zresztą jak pozostałe, pochodzi z tomu „Ale, o co ci chodzi?”. To co na papierze jawi się jako historia ostatniego spotkania muzyków i próby założenia zespołu Golem (tym też jest, ma się rozumieć), w wersji muzycznej odczytać można nieco inaczej. Chodzi o słowa „jestem sam w zespole” tuż za którymi pojawia się fragment czystego wokalu Brylewskiego. Wzmiankowana samotność artysty w zespole wygląda na wyraz dojmującego odosobnienia. I to w kolektywnych tworach jakimi są zespół i rewolucja. Sięgam jeszcze do „Śmiertelnych piosenek” utworu z ostatniej płyty Świetlików, gdzie poeta gawędził przecież nie tylko z płaszczem w przedpokoju w drodze do kuchni, ale również „z umarłym co siedzi ze mną na moich kolanach”.

Świetlicki nie ślizga się po powierzchni codzienności

Choćbym spocił się nad wertowaniem słowników, żeby opisywać grę pań, która warta jest najwznioślejszych słów, to i tak nie da się przejść do porządku dziennego nad tekstami Świetlickiego. Wiem to ja, wiedzą to one lepiej ode mnie, gdyż nieprzypadkowo wystawiły go na front. A to dla niego akurat dobre miejsce. Kryjąc się za ciemnymi okularami i papierosem tym razem, mam wrażenie, pozwolił sobie na więcej. Choćby w sferze wokalnej (te wszystkie „och” i „no” – jakże to brzmi!).

Powiedzmy sobie jasno, że nie szuka on sojuszników, nie chce się podobać. Częstuje nas swoją urokliwą złośliwością („Mowa nienawiści”) dając prztyczka w nos poprawności politycznej, i grą z pozorami („Stary skończony”). Każda bańka informacyjna dla tego spryciarza byłaby nieszczelna. Punktem zaczepnym jest utwór „Polska 9”. Łapię się na tym, że nie jestem w stanie zasnąć bez wysłuchania go. Od strony muzycznej mamy frapujący miks pierwotnej elektroniki, z rockowym pazurem i przeszywającym saksofonem. Całość rozpoczyna „sklepy mięso, wędliny, drób”. Potem mamy jeszcze „kadzidlany dym z grilla”, wymienione nazwiska: „Koehler i Wencel, Pereira, Wildstein”, aż w końcu „Matkę Boską z bocianami w gnieździe”. Każdy kto choć raz widział pozlepiane prace Alicji Białej w mig pojmie zabieg poety. Wnioski również nasunąć powinny się same.

Najbardziej zaskakujący Świetlicki jest jednak w „Tyk Tyk”. Oszczędna forma muzyczna utworu oprawia w ramy chyba najdłuższy tekst z płyty. Nie może być inaczej kiedy sprawy uniwersalne są omawiane. Cała życiowa niesprawiedliwość ujęta została tu dosadnie. I nie chodzi przecież tylko o starość „przed końcem wszelkiej aktywności”, ale ten „milion płyt, milion książek” gromadzone przez cały proces życia. Świetlicki nie ślizga się po powierzchni codzienności, on dochodzi do jej dna. Znajduje sens albo go traci – to już sami zdecydować musicie. Tykający nieubłaganie zegar wisi nad każdym z nas, a w zachowaniu jesteśmy podobni do siebie bardziej, niż byśmy chcieli to przyznać.

Rewolucja czy manewr?

Utwór tytułowy swoim masywem rzuca ogromny cień na resztę utworów. Ogrom ten nie tylko powodowany jest długością trwania, ale również liczbą muzyków biorących w niej udział. Jest tam 14 osób, a więc uprawnione będzie mówienie o nich jako orkiestrze. Reprezentanci różnych kategorii wiekowych i gatunków muzycznych na prośbę zespołu nagrali partie dźwiękowe lub wokalne pod wspólnym tematem „rewolucji”. Potem mrówcza praca Małgorzaty Tekiel dała efekt końcowy, do którego wspomniana już Alicja Biała i Dorota Kwiatkowska zrobiły wideoklip.

W wywiadzie dla Dwutygodnika Świetlicki opowiada, że to nie jest namowa, a refleksja. W dodatku wielopokoleniowa. Pamiętajmy, że mamy do czynienia ze zbyt sprytnym lisem, żeby zaufać do końca. Morświn w myleniu tropów doszedł do perfekcji. Do tego stopnia, że ugrzęzłem w myślach o tym utworze gdzieś w miejscu, w którym dopatrywałem się ukrytego komentarza Filipa Łobodzińskiego powtarzającego tekst z utworu „Revolution 9” The Beatles, z którym z kolei osobno mierzył się Jerzy Jarniewicz nie mogąc dojść do ładu czy John Lennon chce, żeby go tam dopisać czy wypisać. Za daleko zabrnąłem? Być może.

W każdym razie tekst polskiego utworu na końcu prowadzi nas na końcu do kawiarni. To może być smutne, że od wielkich spraw i celów, pod naporem „zewnętrznej ojczyzny”, uciec trzeba do „małej ojczyzny”. Może tak, a może nie. A może to jest tylko manewr. Kluczem do mojej interpretacji jest wiersz lub mała proza z „Ale, o co ci chodzi?” pod tytułem „Manewr”: „a teraz ku kawie, ekspresss, czerwone, przekręt, niech postoi, a nim drugi papieros, to ku radiu, bo jeszcze nie ten pan, ale potem by się zapomniało, a poranne poniedziałkowe judzące ciamkanie tego pana o ósmej piętnaście sprawia, że manewr w ogień, w żółć, w emocje, w obronę granic, w wielki świat”.

Tylko czy to aby optymistyczne? Nie musi być. Poeta nas opuszcza albo próbuje nawiązać łączność. Dźwięki pozostaną, a my pogubieni. Wokół złowieszcze „tyk, tyk” się rozlega. Prawdziwe życie (spacer z psem) będzie trwało. Zdarza się.
Morświn – Rewolucjaaa | Karrot Kommando 2021

Jarosław Szczęsny – entuzjasta muzyki oraz literatury albo na odwrót. Pisze również na Nowamuzyka.pl.

Morświn

🟧 Przeczytaj: Recenzja płyty Sanah – Irenka
🟧 Przeczytaj: Wstaję rano, myję zęby i siadam do pisania – rozmowa z Filipem Zawadą
🟧 Przeczytaj: Nie mamy się do czego śpieszyć – wywiad z zespołem Oxford Drama

Udostępnij:

FacebookTwitter


2021 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.