Claude Monet to jeden z tych artystów, których obrazy trudno pomylić z jakimikolwiek innymi. Światło, kolory i ulotność chwili sprawiły, że jego twórczość na stałe zapisała się w historii malarstwa. Album Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła próbuje uchwycić ten fenomen nie tylko poprzez reprodukcje jego dzieł, ale również za pomocą niezwykle dopracowanej oprawy. Czy jednak tak efektowne wydanie nie zaczyna momentami konkurować z samymi obrazami?
Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła – recenzja
Powszechnie stosowanym sposobem ukazywania sztuki jest white cube. Galerie sztuki są coraz częściej pozbawione szczegółów, wszelkich kolorów, ornamentów, wszystkiego, co mogłoby odciągnąć uwagę od właściwej treści galerii – obrazów, rzeźb. Dobrym przykładem może być Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Budynek ten wzbudził jednak wiele kontrowersji – sztuka kojarzy się zazwyczaj z czymś niezwykle dopracowanym, posiadającym ogrom szczegółów, niemożliwych do odwzorowania dla przeciętnej osoby.

Autor: Florence Gentner
Rozmyślania nad white cube skłoniły mnie do zadania sobie pytania – czy zasada ta tyczy się także albumów? Czy album ukazujący obrazy także powinien być biały, pozostawiając całość uwagi właściwej treści? Większość albumów, z którymi miałem do czynienia, faktycznie przybiera taką formę, w swojej skromności pozwalając lśnić pokazywanym zdjęciom.
Album Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła na pierwszy rzut oka zdaje się zaprzeczać idei white cube, zwracając uwagę na swój niebanalny wygląd. Piękny obraz na okładce, no i te kolorowe kartki, tworzące napisy.
Jego środek także jest nietypowy. Obrazy Moneta zazwyczaj nie są pokazywane w formie małych kwadratów na środku kartki. Niejednokrotnie są ukazane bardzo bezpośrednio – zajmując całą stronę, niekiedy nawet dwie obok siebie. Sprawia to, że jako odbiorca mamy większą przestrzeń do oglądania ich szczegółów; zajmują dużo miejsca, więcej niż w przypadku innych książek tego typu.
Niestety – o ile podoba mi się wydanie tego albumu, o czym więcej za chwilę – to koncepcja white cube do pewnego stopnia się tu potwierdza. Obrazy niekiedy paradoksalnie giną w zagęszczeniu nietypowych decyzji ze strony autorów. Album wygląda tak pięknie, że odciąga uwagę od zwykłego oglądania obrazów autora, któremu poświęcona jest ta publikacja. Nie jest to jednak minus, który sprawia, że album ten traci na swojej jakości. Jest on raczej tak dobry, że aż za dobry momentami.
Warto jednak docenić, że strony nie są przeładowane tekstem. Na początku całego albumu autor zdecydował się zawrzeć kilka stron tekstu wprowadzającego czytelnika w świat Moneta. Później to obrazy grają główne skrzypce. Jest to świetna decyzja – niekiedy albumy zawierają zbyt dużo tekstu, przez co nie wiadomo, czy większą uwagę należy poświęcić zdjęciom obrazów, czy opowiadanej historii. A bardzo często to właśnie same obrazy – to, jak się zmieniały na przestrzeni lat, jest najlepiej opowiedzianą historią. Ten album świetnie to pokazuje.
Jak Znak pokazał Moneta?
Będąc szczerym – jest to najładniejszy album, z jakim miałem do czynienia. Widać tu ogromne dopracowanie pod każdym możliwym kątem. Ilustracje są wysokiej jakości, przez co można dostrzec wiele szczegółów. O dziwo, nie jest to takie oczywiste. Są one także dobrze opisane – każdy obraz jest podpisany nazwą, rokiem namalowania oraz – co istotne – miejscem, gdzie można go obejrzeć. Ta ostatnia informacja jest szczególnie ważna, bowiem niejeden prezentowany tu obraz może się spodobać, a dzięki temu realnie można podjąć kroki ku zobaczeniu ich na żywo.
Album ten jest tak atrakcyjny, że na spokojnie może stać na półce, sam w sobie pełniąc rolę ozdoby domowej – czegoś w rodzaju rzeźby, przy której będą zatrzymywać się ludzie i ją oglądać. Wydaje się, że jest on godnym oddaniem kunsztu Moneta.

Wydawnictwo: Znak Koncept
Ostatecznie Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła jest albumem, który trudno mi krytykować. Ma swoje drobne mankamenty, szczególnie wtedy, gdy jego oprawa graficzna zaczyna konkurować z prezentowanymi obrazami, ale są to problemy wynikające raczej z nadmiaru niż niedostatku. Całość sprawia wrażenie publikacji, nad którą naprawdę długo pracowano i w której starano się dopracować każdy szczegół.
Jest to też jeden z tych albumów, do których można wracać wielokrotnie. Nie trzeba czytać go od początku do końca – można po prostu otworzyć go w dowolnym miejscu i zatrzymać się przy obrazie, który akurat przyciągnie wzrok. I chyba właśnie w tym tkwi jego największa zaleta. Pozwala on obcować z twórczością Moneta i lepiej dostrzec to, jak zmieniało się jego malarstwo. Dla osoby zainteresowanej twórczością artysty będzie więc świetnym uzupełnieniem wiedzy, a dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z jego obrazami, może być bardzo dobrym początkiem.
To album, który nie tylko opowiada o sztuce, ale sam stara się być jej małym, domowym przedmiotem. Można go czytać, oglądać, postawić na półce i po prostu do niego wracać. I choć czasami jest tego wszystkiego trochę za dużo, trudno nie docenić faktu, że otrzymujemy publikację tak efektowną, starannie wykonaną i pełną pięknych obrazów. Monet z pewnością zasłużył na album, który pod względem wizualnym potrafi zrobić podobne wrażenie jak jego malarstwo.
Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła — informacje o albumie
- Tytuł: Monet. Podróże. W poszukiwaniu światła
- Autor: Florence Gentner
- Tłumaczenie: Adriana Celińska
- Wydawnictwo: Znak Koncept
- Rok wydania: 2026
- Data premiery: 2026 r.
- Liczba stron: 352
- Cena okładkowa: 199,99zł
Opinia: Paweł Skarzyński
Zdjęcia: Paweł Skarzyński
Przeczytaj również: Krótka historia sztuki – recenzja książki
Przeczytaj również: Alfons Karny – rzeźbiarz wybitny
Przeczytaj również: Umysł kreatywny – Edward de Bono
Przeczytaj również: Mentalność zwycięzcy – recenzja
Przeczytaj również: Psychocybernetyka. Zasady kreatywnego życia
Przeczytaj również: Arcydzieła Sztuki – opinie o książce

