Kolorowe parasole, śmiech dzieci, lody topiące się w letnim słońcu i ciepła, spokojna woda podmywająca szeroką plażę. Obraz Bałtyku z marzeń, które czasami się urzeczywistniają. W książce Paula Scratona “Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża” taka wizja morza także jest wspominana. Więcej jednak w niej posezonowej szarości, chłodnego nadmorskiego wiatru i ciemnych, nieodkrytych głębin. Brzmi to mrocznie, od razu na starcie spieszę więc z wyjaśnieniem: nie, autor nie narzeka na aurę morza, które dzielimy z Niemcami. W zasadzie, to w ogóle nie ocenia. Stara się sprowokować do myślenia i to niekoniecznie nad morzem.
Sama idea książki i przygody autora z podróżą wzdłuż niemieckiego wybrzeża wyrosła właśnie z rozważań wywołanych dziełem. Nie literackim, a malarskim, konkretnie “Mnichem nad brzegiem morza” i “Opactwem w dębowym lesie’ Caspara Davida Friedricha. Paul Scraton, oglądając je razem z córką w Berlinie, gdzie mieszkają zamyślił się nad historią Niemiec. Nad związkiem stolicy z nabrzeżem. Nad historią kraju, ale i swojej żony, urodzonej i wychowanej w Berlinie, ale regularnie bywającej nad morzem. Nad tym, jak niemiecki brzeg Bałtyku stał się kolejną ofiarą bądź beneficjentem wojennej zawieruchy.

Autor sprawdził to namacalnie, podróżując wielokrotnie na północ kraju i odwiedzając kolejne regiony, miasta, wyspy… Doświadczył wielu typowo turystycznych przeżyć, jak piękne widoki czy lokalne muzea. Nie o tym jednak pisał. Pisał o historii. O tym, jak nazizm, wojna i lata po niej zmieniły Bałtyckie wybrzeże. Ta książka zdecydowanie nie jest przewodnikiem czy podróżną opowiastką. To raczej esej historyczno-filozoficzny osadzony w realiach mocno turystycznych przestrzeni. Nie jest więc lekka, jednak na pewno niesie wiele treści.
“Duchy Bałtyku” to oczywiście metafora, którą można interpretować, jako prawdziwą twarz Bałtyku. A raczej, twarze, które różnią się w zależności od regionu. Wciąż posiadające artystyczny sznyt Ahrenshoop, mający silne znamiona podzielonych Niemiec Stralsund czy chłodne i na swój sposób magiczne Travemunde. Tytułowe duchy to jednak też postaci związane z wybrzeżem oraz mroczne widma ofiar wojny. Należą do nich choćby Thomas i Heinrich Mannowie, wybitni pisarze, których dzieje mocno naznaczone były politycznymi zawirowaniami. W latach 60. XX wieku problemów z władzą doświadczył młody lekarz, Peter Döbler, którego frustracja i niemoc pchnęły do ucieczki z NRD do RFN wpław poprzez Bałtyk. Jemu się udało, morze jednak splamione jest krwią tysięcy ofiar działań wojennych. Zatopienie Cap Arcony popełnione przez hitlerowców już po samobójstwie fuhrera odebrało życie ok. 10 000 więźniów obozu w Neuengamme. Wilhelm Gustloff to z kolei statek zatopiony przez Armią Czerwoną, którym uciekały tysiące uchodźców z Prus Wschodnich, pochłoniętych ostatecznie przez morze. Ofiar było jednak więcej. Niektóre dosłownie zginęły na morzu, inne straciły życie w kolorze i musiały borykać się z trudami nowej, szarej rzeczywistości.
Scraton porusza te bolesne tematy z pełnią emocji, ale zerka też ku do szczęśliwszym chwilom, jak dziecięce wspomnienia żony oraz jej rodziny. Na nich jednak też kładzie się cień polityki – stare zdjęcia babci są namacalnym obrazem dochodzenia nazistów do władzy. Można odnieść wrażenie, że Niemcy to kraj, który sam na sobie postawił stempel, niemożliwy (póki co) do całkowitego zmycia. Wojna jako perspektywa na przyszłość, trwający problem czy źródło trudności w przyszłości jest obecna w każdej historii w książce.
Autor wydaje się bardzo przeżywać opisywane zdarzenia, jednak mało jest w jego opisach ocen i krytyki. Dużo z kolei motywacji do pochylenia się nad historią, z której ewidentnie należy wyciągać wnioski. Może obserwując rosnące na całym świecie poparcie wobec skrajnie prawicowych ruchów warto przynieść swoje wewnętrzne duchy na jakiś brzeg i pomyśleć o tym, do czego doprowadzają skrajności. Albo przynajmniej sięgnąć po tę książkę, przeczytać ją dokładnie, pozwolić sobie na emocje i myśli, a następnie zgodnie z własnym sumieniem zdecydować, w jakim świecie chce się żyć.
Artykuł: Mariusz Szlom
Zdjęcia: Paulina Lewandowska
Spodobał Ci się nasz artykuł? Sprawdź inne teksty!
Przeczytaj również: Prosty sposób na bezpamieć – recenzja książki
Przeczytaj również: Życie prywatne morderców z Auschwitz – recenzja książki
Przeczytaj również: O niebo lepiej. Z księdzem profesorem Antonim Dębińskim – recenzja książki
Przeczytaj również: Leon XIV. Biografia ilustrowana – recenzja książki
Przeczytaj również: Skuteczna inżynieria promptów – recenzja książki
Przeczytaj również: Dziewczyna z igłą – baśń o samotności i przetrwaniu
Nic dla Ciebie? Wybierz, co chcesz przeczytać!
✨ recenzje książek
✨ recenzje filmów
✨ recenzje płyt
✨ relacje ze spektakli teatralnych
✨ artykuły o sztuce
✨ recenzje komiksów
✨ nowinki technologiczne
Ucz się z nami! Poczytaj o kulturze w obcym języku:
✨ angielski
✨ francuski
✨ niemiecki
✨ ukraiński

