Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2021/05/Dariusz-Kulesza-1.jpg
    [1] => 640
    [2] => 427
    [3] => 
)
        

Profesor Dariusz Kulesza – literaturoznawca, dyrektor Kolegium Literaturoznawstwa Wydziału Filologicznego Uniwersytetu w Białymstoku – w rozmowie z portalem Proanima.pl opowiada o twórczości Zbigniewa Herberta.

 

Dominik Sołowiej: Panie Profesorze, czy poezja Zbigniewa Herberta wciąż jest aktualna? Czy warto do niej sięgać?

Dariusz Kulesza: Sprawa aktualności poezji Herberta ma dla mnie wymiar co najmniej podwójny. Po pierwsze: istnieje coś takiego jak aktualność historycznoliteracka, która oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że czyjś dorobek stanowi część trwałego dorobku kultury i jako takie wydaje się wręcz nieusuwalny z naszej zbiorowej pamięci. Oczywiście zakresy historii literatury (polskiej), kultury i zbiorowej pamięci nie pokrywają się, ale literaturoznawcy chcą wierzyć, że jeśli coś ma stałe miejsce w historycznoliterackim porządku, wchodzi niemal automatycznie i do zasobów kultury, i do zbiorowej pamięci. Poezje Herberta, a także jego eseje, w mniejszym stopniu dramaty, a w najmniejszym publicystyka, stanowią nieusuwalną część polskiej literatury powojennej, peerelowskiej, czyli tej z lat 1944-1989. Tom Pan Cogito pozostanie jeszcze długo dekalogiem polskiej (przed)sierpniowej inteligencji. Po roku 1989 Herbert nadal publikował, zmarł w 1998, ale np. tomik Rovigo z roku 1992 spotkał się z chłodnym przyjęciem i do dzisiaj oceniany jest wstrzemięźliwie nie tylko z powodu paszkwilu na Miłosza, wiersza Chodasiewicz.

Ale aktualność historycznoliteracka nie musi być istotna dla współczesnych czytelników?

Dariusz Kulesza: Oczywiście. Z ich punktu widzenia ważne może być to, co z wierszy Herberta przetrwało w komunikacji społecznej, co jest w stanie wejść w dialog z współczesnym odbiorcą. Tu też nie jest aż tak dobrze, jak mogłoby się wydawać. Chociaż nie tracę nadziei, bo jeśli nawet coraz mniej istotne stają się teksty typu Przesłanie Pana Cogito czy Pan Cogito o postawie wyprostowanej, zobowiązujące do heroizmu za najwyższą cenę, podejmowanego z świadomością, że szans na ostateczne zwycięstwo nie ma, to jednak w ich miejsce mogą wejść wiersze inne, np. Pan Cogito a ruch myśli, Pan Cogito a myśl czysta lub Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy, w których myśli „siedzą na kamieniu/ załamują ręce”, myśl czysta dostępna jest tylko umarłym, Bóg kusi Spinozę, by jak jego kolega Kartezjusz, tak, ten od cogito ergo sum, dbał o dochody. To nie są żarty. Ale ważniejsze od sceptycyzmu dotyczącego skuteczności myślenia, od życia, które nie poddaje się cogito jest coś innego, co wydaje mi się aktualne w poezji Herberta. Chodzi o wiersz Życiorys z wspominanego tomu Rovigo, o esej Sprawa Samos z tomu esejów Labirynt nad morzem, o jeden z fragmentów prywatnej mitologii Herberta pt. Król mrówek, o tekst Ten obrzydliwy Tersytes. Lubię Herberta, który staje po stronie bezimiennych bohaterów dnia codziennego, ludzi wyróżniających się „tylko” tym, że „zmęczoną do szpiku kości ręką” odganiają to, co złe i starają się robić rzeczy dobre. Chciałbym, że przetrwał Herbert upominający się o przegranych, opuszczonych i skrzywdzonych. Taki Herbert wydaje mi się aktualny.

Dariusz Kulesza

Jaki wpływ na współczesną kulturę ma twórczość Herberta? Czy inspirują się nią artyści, autorzy książek, twórcy awangardowi?

Dariusz Kulesza: Wpływ? Żaden. Najbardziej awangardowa dzisiaj jest w poezji (neo)marksistowska lewica, której liderują bądź patronują Szczepan Kopyt, Konrad Góra, nieżyjący już Tomasz Pułka czy Kira Pietrek. Dla nich czcigodną ramotą, a właściwie jeszcze gorzej, bo celebrytą jest Jacek Podsiadło, nie mylić z Dawidem. Był czas, gdy do Herberta miał blisko pierwszy poeta IV RP Wojciech Wencel, ale to tylko znak upolitycznienia tego, co zostało po autorze Napisu, konsekwencja przypisania go czy przywłaszczenia przez jedną ze stron sporu o politycznie zaangażowaną duszę narodu.

Czy ma Pan swój ulubiony wiersz Zbigniewa Herberta?

Dariusz Kulesza: Tak i nawet już o nim wspomniałem. Chodzi o Życiorys. Polecam. Nie komentuję.

Do jakich książek naukowych i popularnonaukowych, poświęconych Herbertowi, warto dziś zajrzeć, bo dowiedzieć się czegoś więcej o tym niezwykłym poecie?

Dariusz Kulesza: Niebezpieczne pytanie, bo każdy polonista wie, że są co najmniej trzy, a chyba nawet cztery szkoły czytania Herberta. To jedna z miar znaczenia jego dorobku. Który polski poeta był i bywa czytany tak intensywnie i w tak odmienny sposób. Dla przyzwoitości, w porządku chronologicznym, najlepiej zacząć od książki Ryszarda Przybylskiego To jest klasycyzm z 1978 roku. Herbertowi poświęcono w niej rozdział Między cierpieniem i formą. Bez przeczytania go, zwłaszcza tego, co dotyczy analizy i interpretacji wiersza Apollo i Marsjasz, nie można mieć pojęcia nie tylko o tym, na czym polega klasycystyczna szkoła czytania Herberta, ale także o tym, jak czytano go w PRL-u, czyli wtedy, gdy autor Studium przedmiotu był czytany, niech mi Józef Maria Ruszar wybaczy, w najciekawszy sposób. Najciekawszy, bo do klasycyzmu zaraz, w 1984 roku, z Londynu, dołączył romantyzm, a wszystko dzięki książce Stanisława Barańczaka Uciekinier z Utopii. O poezji Zbigniewa Herberta. Przybylski konfrontował poetę ze światem zdemuzykalizowanym, czyli pozbawionym Ładu za sprawą wszechogarniającego cierpienia.

Barańczak jako spadkobierca noworomantycznej Nowej Fali chciał go widzieć w konfrontacji z PRL-em. Trzecia szkoła ujawniła się w pełniej postaci razem z książką Andrzeja Franaszka, jak Uciekinier z Utopii, wydaną po raz pierwszy w Londynie, w roku śmierci Herberta, zatytułowaną Ciemne źródło… Do klasycyzmu i romantyzmu dołączył egzystencjalizm. Jakby tego było mało, wspomina się niekiedy szkołę czwartą, kojarzoną z wywiadem, którego Herbert udzielił Adamowi Michnikowi. Michnik, swego czasu przyjaciel Herberta, potem jego antagonista, kreował go na poetę pokolenia Armii Krajowej, ale to tylko „ciekawostka przyrodnicza” albo przyczynek do napięć związanych z Herbertem, napięć interpersonalnych, wśród których najważniejszy był konflikt z Czesławem Miłoszem, zażegnany przed śmiercią autora Pana Cogito, a i tak rzucający cieć na relację ważną dla obu wielkich polskich poetów XX i XXI wieku.

W tym momencie powinienem skończyć, ale gdy dzisiaj pada pytanie o książki poświęcone Herbertowi, przyzwoitość każe wymienić dwa wielkie tomy autorstwa Andrzeja Franaszka, który swoimi monumentalnymi monografiami obsłużył i Miłosza, w pierwszej kolejności, i Herberta, w kolejności drugiej, ale za to dwutomowo.

W ramach przypisu dodam, że gdyby ktoś był zainteresowany związkiem Zbigniewa Herbert z Haliną Misiołek, albo jego narciarską kontuzją wykorzystywaną do partyzanckiej autokreacji, powinien przeczytać książkę Joanny Siedleckiej Pan od poezji…, ale nie jest to lektura obowiązkowa.

Dziękuję za rozmowę.

Lubię Herberta, który staje po stronie bezimiennych bohaterów…

 

Dominik Sołowiej – dziennikarz, krytyk filmowy, właściciel Agencji Reklamowej Studio DS Info. Współpracował z wieloma firmami i instytucjami publicznymi, kreując i realizując strategie marketingowe. Interesuje go marketing polityczny, zagadnienia public relations oraz problematyka nowych mediów.

🟧 Przeczytaj: Herbert – perspektywa nowa. Wywiad z Rafaelem Lewandowskim
🟧 Przeczytaj: Tadeusz Różewicz – poeta, dramaturg, prozaik
🟧 Przeczytaj: Wstaję rano, myję zęby i siadam do pisania – rozmowa z Filipem Zawadą

Udostępnij:


2021 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skip to content