Funkcjonujemy w dziwnym świecie reklamy i zarazy, w dysonansie pomiędzy rajskimi obrazami, kultem piękna, a nieustającym potokiem komunikatów na temat chorób i umierania. Rozmawiając z osobami chorymi, doświadczającymi lęku przed śmiercią, ale też doniosłości życia, powracam często pamięcią do dzieł Aliny Szapocznikow –  rzeźbiarki, graficzki o nietuzinkowym spojrzeniu na człowieczeństwo, definiującej na nowo jego granice.

Alina Szapocznikow
Portret Aliny Szapocznikow, fot. ©Piotr Stanisławski

Alina Szapocznikow – uniwersalna problematyka

Artystka przeżyła II wojnę światową i obozy zagłady, ale groza tego czasu nie odebrała jej ani radości życia, ani głodu miłości, ani też odwagi w obliczu choroby nowotworowej. Dzieła artystki są pełnym zadumy, ale i humoru zapisem twórczej refleksji nad kruchością materii, nad istotą bycia człowiekiem. Najbardziej dojrzałe i pełne wyrazu prace stworzyła w Paryżu, zwłaszcza w okresie swojej choroby, która dała jej wgląd w najbardziej uniwersalną problematykę – bycia. Chociaż od śmierci artystki wkrótce minie 50 lat, to nadal wydaje się przemawiać bardzo aktualnym językiem, trafiać w sedno rozterek współczesnego człowieka. Jej dzieła są pełne zachwytu nad cielesnością i ulotnością kobiecej formy, rozkwitającej na chwilę, aby ulec unicestwieniu.

Nie znajduję w jej sztuce użalania się nad sobą ani chęci szokowania. Jest to bardzo osobisty i uczciwy zapis refleksji i wątpliwości na temat życia w kontekście miłości i cierpienia, fizyczności i świadomości istnienia.

Alina Szapocznikow Nowotwory uosobione

Seria „Nowotwory uosobione” jest wstrząsającym zapisem świadomości rozpadu ciała na fragmenty, które obdarzone twarzą, odchodząc i rozbiegając się po ziemi, pozbawione wewnętrznego światła, symbolizują jednocześnie utraconą część człowieczeństwa rzeźbiarki. Części ciała, które są ludzkie, ale jednocześnie za mało ludzkie, aby je pogrzebać, Szapocznikow upamiętnia, robi ich portrety zanim przedwcześnie odejdzie i podąży ich śladem. Jest w tym baczna obserwacja samej siebie, zmian w swojej integralności. Jako rzeźbiarka, sięgając po beton, metal, ale przede wszystkim żywice i szkoło, artystka uzyskuje możliwość uchwycenia efemeryczności żywych form.

Alina Szapocznikow – Brzuchy

Seria „Brzuchy” ukazuje zwielokrotnione odlewy fragmentu ciała, jakim jest kobiecy brzuch – potraktowany z czułością i poczuciem humoru,  kojarzący się z sytością, macierzyństwem i miękkością. Fałdy „Brzuchów” układają się jak pulchne wargi w błogim uśmiechu. Nie znaczy to, że Szapocznikow pogardliwie redukuje kobiecość do aspektu fizyczności. Jej rzeźby – nawet przedstawiające kawałki ciała – zmuszają do przypatrywania się im w poszukiwaniu istoty tego, czym jesteśmy. Czy można sprowadzić nasze istnienie do poziomu brzucha, nogi, głowy? Ciało artystki, zabijane przez raka, rozpada się, a kiedy się rozpadnie, czy widz odnajdzie ją samą wśród dokładnych odwzorowań części ciała? Co zostanie? Usta podawane w formie deseru, jako słodkie zwieńczenie posiłku – czyjego? Komu oddaje witalność i piękno? Kto pamięta wczorajszy deser, smak pocałunku, brzmienie słów?

Jej rzeźby wydają się pulsować, rozpływać i przeobrażać w formy wymykające się definicjom. Fragmenty ciała wyłaniają się z bezkształtu jako rozpoznawalna forma i barwy, aby rozpłynąć się w czymś trudnym do nazwania, w jakiejś nijakiej i żarłocznej materii, z której powstaliśmy i która nas pochłania.

„Lubię pracować w materiałach, w których każde dotknięcie zostawia ślad”

Czy Alina Szapocznikow uwzględniła to, że i my w kontakcie z jej artystyczną refleksją stajemy się materiałem, w którym jej dotknięcie pozostawi ślad, równie wyraźny i jedyny w swoim rodzaju, jak odcisk palca? Bo w jakimś sensie stajemy się formą, która może oddać jej rzeźbiarski zamysł, który rezonuje w naszym wnętrzu w formie pytań i skojarzeń.

Forma w ujęciu tej rzeźbiarki jest językiem, w którym opisany zostaje nie tylko kształt i kolor, ale abstrakcyjne pojęcie życia, zarówno na płaszczyźnie tętniącej fizyczności, jak też w wymiarze duchowym. Tam, gdzie kończy się zrozumiałość formy, anatomii, gdzie rozpada się to, co znane, możemy odnaleźć przeświecające światło. Światło jest zresztą bardzo ważnym środkiem wyrazu.

Alina Szapocznikow – Usta iluminowane

Seria lamp p.t. „Usta iluminowane” daje do myślenia: kiedy tracimy ciało po kawałku, kiedy mimo to pozostajemy przecież tym samym człowiekiem, to gdzie zaczyna się i kończy nasze świadome bycie? Do jakiego stopnia jesteśmy ciałem? Czy można sprowadzić nas do ust? Do tego, co wyraża i komunikuje nas ze światem? Milcząc zamykamy w sobie światło, mówiąc wyrażamy swoje istnienie – a co wtedy, kiedy wydamy ostatni oddech? Forma milczących, zamkniętych ust paradoksalnie przemawia poprzez niedopowiedzenie, poprzez możliwość zapalenia światła . Niby „zwykłe” lampy, a ileż metafor.

 „Niekiedy zdaje mi się to życie tu nierealne. I nierealne właśnie dlatego, że tylko cielesne. Tak jakby w człowieku było tylko mięso i organy. Więc jak to możliwe, że jestem ja i Ty?” [Kroją mi się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego]

Nasza ludzka forma jest tylko skorupą, delikatną i podatną na rozpad, przez którą prześwieca coś, co jest w niej zamknięte, ujęte w kształt, lecz nienazwane. Materia jest nietrwałą, choć piękną przesłoną, ograniczeniem, dzięki któremu esencja, życie może się wyrażać – np. poprzez usta, którymi mówimy, całujemy i smakujemy życie.

Czy w naszej obecnej rzeczywistości jest jeszcze miejsce na kontemplację sztuki? Czy może ona dawać chociażby podpowiedzi na temat sensu życia, cierpienia i umierania? Mam wrażenie, że obecnie wiele osób zadaje sobie po cichu pytania egzystencjalne. Czy wiesz, że w czasach zamętu i niepewności doświadczanie siebie w szerszym kontekście przemyśleń artystów z różnych epok może być naszym lekiem i sposobem na przetrwanie?!

Dajcie znać, co myślicie.

Magdalena Pietraszko – z wykształcenia socjolog medycyny, terapeuta, szkoleniowiec i dekorator wnętrz. W pewnym momencie rzuciła wszystko, żeby malować, projektować i rzeźbić. Robi to do dziś i to z dużym powodzeniem. Do tego organizuje i tworzy wystawy tematyczne. Nie potrafi tylko jednego – porządnie się wyspać.

Źródła:
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie artmuseum.pl,
Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie Mocak mocak.pl
The Museum of Modern Art., Manhatttan www.moma.org

🟧 Przeczytaj również: Lubię happy endy – wywiad z Dorotą Kobielą, reżyserką animowanej wersji „Chłopów” Władysława Reymonta

🟧 Przeczytaj również: Luigi Russolo – ojciec chrzestny hałasu

Udostępnij:

FacebookTwitter


2021 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Scroll Up
Skip to content