Léa Mysius, to młoda, francuska reżyserka, która po kilku latach przerwy powraca ze swoim najnowszym dziełem Pięć diabłów – filmem fascynującym i nieoczywistym jednocześnie, który daje nam nowe spojrzenie na świat ludzkich relacji.
Są filmy, które zostają z nami na dłużej. Dla mnie jednym z nich jest Pięć diabłów – filmowa hybryda, w której aż gotuje się od emocji. Dużo jest tu przeciwieństw – ognia i wody, czerwonego i niebieskiego, miłości do kobiet i do mężczyzn. Sporo jest też zapachu, dotyku, blasków i upadków.
Pięć diabłów to porywająca historia o niespełnionych pragnieniach, zakazanym uczuciu i skradzionym życiu. To pełne wzruszeń spotkanie z tym, co czujemy. Opowieść idealna na kolejny film o miłości, ale nie tym razem, bowiem otrzymujemy świeże, dziewczyńskie spojrzenie na różne sprawy. Léa Mysius zdaje się tworzyć własny rodzaj kina gatunkowego, które twórczo korzysta z tego co można filmowo wymieszać i połączyć. Na ekranie oglądamy hybrydę gatunkową – scenariusz utkany jest z wątków kojarzonych z melodramatem, mamy też nawiązania do horroru, science fiction, baśni czy dramatu psychologicznego. Niczym w kotle ważą się wątki, przeszłość miesza się z teraźniejszością, a bohaterowie popadają w coraz to nowe kłopoty.
W sennym francuskim miasteczka u podnóża Alp, mieszka dziewczynka obdarzona niezwykłym węchem. Vicky kolekcjonuje zapachy, które zamyka w mniejszych i większych słoikach. Nieoczywisty dar córki dostrzega jej matka (w tej roli Adèle Exarchopoulos), która zdaje się utknęła w nieszczęśliwym małżeństwie. Pozorny spokój, przerywa nieoczekiwana wizyta ciotki. Od tego momentu sytuacja zaczyna się zmieniać.
Zapachy przywołują wspomnienia, ale także w magiczny sposób odsyłają do przeszłości. Prowokują do refleksji nad wyborami, zaczynają wiercić nam dziurę w brzuchu pytaniami: a co gdyby? Tak samo bohaterowie Pięciu diabłów zaczynają zastanawiać się nad swoimi wyborami. Podróże Vicky pozwolą jej poznać prawdę o swoich rodzicach. Dziewczynka orientuje się, że życie najbliższych jej osób nie jest takie, jak je sobie wyobrażała, i że za pozornym spokojem kryją się smutne oczy matki i milczący ojciec.
Mysius tworzy osobny nurt w kinie francuskim opowiadający o intymnym, prywatnym świecie kobiet w sposób niezwykle estetyczny i zmysłowy. Choć film jest jak jazda kolejką górską, kończymy seans z poczuciem, że może to się ułoży i choć brzmi to banalnie – że miłość zwycięży.

soundtrack: Les cinq diables – playlist by Mathieu | Spotify
Recenzja: Małgorzata Richter
Zdjęcia: Nowe Horyzonty
Spodobała Ci się nasza recenzja Pięć diabłów? Zobacz nasze inne artykuły, również po angielsku i ukraińsku!
Przeczytaj również: “Pięć diabłów” – recenzja
Przeczytaj również: Zapaść. Reportaże z mniejszych miast, Marek Szymaniak – recenzja
Przeczytaj również: Klaudia Muniak – najlepsze książki
Przeczytaj również: Katarzyna Grochola: od „Nigdy w życiu” do „Ja wam pokażę”
Przeczytaj również: Zofia Nałkowska: życie w domu nad łąkami
Znajdź ciekawe wydarzenia w naszej

