Czym jest miłość w dzisiejszych czasach? Jak radzić sobie z bliskością i jej brakiem? Ofelia w swoim nowym minialbumie Crush wnika głęboko w te pytania, tworząc niezwykłą opowieść pełną emocji i autentyczności. To dźwięki, które chwytają za serce i skłaniają do przemyśleń. Jeśli chcesz dowiedzieć się, dlaczego Crush zachwyca i jak Ofelia po raz kolejny zaskakuje swoją twórczością – koniecznie przeczytaj tę recenzję!
Ofelia i EP-ka Crush
Ofelia Iga Krefft – znana polska aktorka, a od 2016 roku piosenkarka występująca pod pseudonimem Ofelia, 6 grudnia 2024 roku zaprezentowała swój nowy projekt muzyczny – EP-kę Crush. Na swoim koncie ma już dwa albumy studyjne – Ofelia oraz 8. Poprzedni album, wydany w 2022 roku, pokazał, że Kreft potrafi tworzyć zarówno skoczne utwory z elektronicznymi brzmieniami, jak i takie z wpływami muzyki disco. W tym wszystkim na płycie znalazły się również utwory bardziej charakterystyczne dla jej wcześniejszego stylu – melancholijne, momentami smutne. Album okazał się sukcesem, o czym świadczyły ciepłe słowa krytyków oraz osiągnięcie 35. miejsca na liście OLiS.
Wyczekujący nowego projektu fani mieli dwa lata na zastanawianie się, w którą stronę postanowi pójść Ofelia. Melancholijne utwory wychodzą jej genialnie, jednak piosenki takie jak Zakochana w bicie lub Słony Kiss osiągnęły na platformach streamingowych naprawdę wysokie wyniki..
Ofelia, Crush – opinia
Album 8 zdecydowanie mógł zdziwić fanów płyty Ofelia. Ówczesny zwrot w stronę elektronicznych brzmień pokazał, że artystka nie boi się próbować swoich sił w różnych gatunkach. Pod tym kątem Kreft ponownie nie zawiodła. W Crush Ofelia powraca do swoich muzycznych korzeni, wprowadzając brzmienia gitary i bardziej akustyczne aranżacje, które towarzyszyły jej podczas pisania piosenek z pierwszej płyty. Mimo powrotu do akustycznych brzmień utwory na Crush wciąż noszą w sobie ślad poprzedniego projektu. Mają więcej energii i lekkości, przez co wydają się bardziej dynamiczne i przystępne. W porównaniu do wcześniejszych, bardziej melancholijnych kompozycji, te piosenki brzmią świeżo i swobodnie, jakby były stworzone do ruchu – niekoniecznie tanecznego, ale pełnego naturalnej rytmiki. Choć warto zaznaczyć, że na przykład utwór Tinder, swoim brzmieniem, może być przytłaczający – oczywiście nie w negatywnym kontekście.
Wspomniałem o naturalności i zdecydowanie warto zatrzymać się na chwilę przy tym słowie. Crush ukazuje sporą swobodę artystyczną. Ofelia sama przyznała, że przy tworzeniu tej EP-ki pozwoliła sobie na bardziej naturalne i spontaniczne podejście, co zaowocowało materiałem płynącym prosto z jej emocji. Zdecydowanie to czuć – z piosenek wręcz wylewają się emocje i przemyślenia autorki, jednak nie mają one przesadnego sznytu artystycznego. Są naturalne – Ofelia za pomocą muzyki przekazała swoje emocje, a nie stworzyła muzyki, by pokazać emocje. Ta subtelna różnica sprawia, że przedstawione historie wydają się autentyczne, łapią za serce i skłaniają do przemyśleń.
Ofelia – JSD
Crush to konceptualna opowieść o współczesnych relacjach, ukazująca zarówno piękno, jak i trudności związane z nawiązywaniem bliskości. Ofelia w swoich utworach porusza temat poszukiwania bliskości i miłości w dzisiejszej rzeczywistości. Kreft przyznaje, że choć wierzy w prawdziwą miłość, jej definicja ewoluowała wraz z doświadczeniami. Zwraca również uwagę na wpływ aplikacji randkowych, takich jak Tinder, które dla niej symbolizują głód bliskości.
Nazwa minialbumu – Crush – może budzić skojarzenia z infantylnym określeniem na osobę, w której jesteśmy zauroczeni. EP-ka ta jednak w ogóle nie jest dziecinna. Ofelii należy się uznanie za jej umiejętności liryczne. Jej utwory są naprawdę przemyślane, pełne ciekawych metafor. Piosenki wiele mówią o życiu i mogą skłonić do głębokich refleksji. Przykładem może być utwór z kontrowersyjnym na pierwszy rzut oka wersem – Ofelia śpiewa, że „warto się kaleczyć”. Artystka w rozmowie z Interia Muzyka przyznała:
“Wydaje mi się, że nieuniknionym jest, aby się kaleczyć. Drogą każdego człowieka jest napotkanie trudności i przepracowanie ich – dzięki temu pojawia się rozwój. Ból jest potrzebny do tego, abyśmy się rozwijali (…). Należy nauczyć się szukania lekcji. Myślę, że to, co może przyjść po “skaleczeniu”, może być niezwykle budujące”
Ofelia – teledyski
Do piosenek z tego minialbumu nagrano trzy teledyski – do: „Nigdy nie zakocham się”, „JSD” oraz „CHJOWY FILM”*. Każdy z nich jest niezwykle klimatyczny i idealnie pasuje do brzmienia piosenek.
Wydaje się, że ich produkcja odbyła się przy mniejszym budżecie niż teledyski do utworów z płyty 8. Być może to wrażenie wynika z różnicy w gatunku piosenek, jednak nawet ten fakt nie zmienia tego, że fani wizualnej strony muzyki nie będą zawiedzeni.
Ofelia – Nigdy nie zakocham się
Najciekawszy wydaje się teledysk do piosenki „Nigdy nie zakocham się”. W klipie wystąpili sama Ofelia oraz polski aktor Dobromir Dymecki. Naprawdę interesujące jest to, jak Ofelia swoją muzyką przekazuje emocje, które płyną także z samego teledysku. Co ciekawe, jego reżyserią zajęła się sama Iga Kreft. Być może właśnie dzięki temu klip tak doskonale współgra z muzyką.
Czy warto słuchać?
Jeśli czyta to osoba, która już zna minialbum Crush i jedynie szuka opinii innej osoby, myślę, że sama zdecyduje się na ponowny odsłuch. Jeśli jednak ktoś zastanawia się, czy warto poznać świat stworzony przez Ofelię – zdecydowanie tak. Płyta jest naprawdę dobra pod każdym względem. Choć Kreft wielokrotnie podkreślała, że nie zależy jej na wyświetleniach, aż trudno uwierzyć, że pseudonim Ofelia nie jest znany w całej Polsce. Zdecydowanie na to zasługuje, co ten minialbum tylko potwierdza.
Crush – piosenki / lista utworów
- Alerty RCB
- Nigdy nie zakocham się
- Tinder
- JSD
- ch*jowy film
- Wyjechać
- River
- Mount
Opisał: Paweł Skarzyński
Zdjęcia: Ofelia Iga Krefft Facebook
Przeczytaj również: Margaret – muzyka, moda i inspiracja
Przeczytaj również: Gedz “Anatema”. Czy warto było czekać trzy lata?
Przeczytaj również: Tau „Remedium II”. Druga odsłona rapowego świadectwa
Przeczytaj również: Sachiel duet muzyczny, który łączy ludzi
Przeczytaj również: Smolasty – Duże oczy zrobiły duże liczby
Przeczytaj również: Robert Gawliński i wilki
Przeczytaj również: Jacko Brango – gitarowy pop i rock

