Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2022/12/murzyn.jpg
    [1] => 640
    [2] => 360
    [3] => 
)
        

Raul Peck, haitański filmowiec, wyreżyserował w 2016 roku esej Jamesa Baldwina, amerykańskiego pisarza, powstały między 1968 a 1979 rokiem. Obaj razem, choć oddzieleni czasem, pokazali co to znaczy urodzić się czarnym w najbielszym kraju. Mimo, że od polskiej premiery 1-go grudnia 2017 roku minęło już pięć lat, myślę, że impuls jaki daje ten film, w dalszym ciągu ma potencjał do prowokowania odkryć na bliższym, krajowym gruncie i nie został należycie wykorzystany.

O czym oczy oglądną

Samuel L. Jackson czyta słowa Baldwina do obrazków z życia Ameryki lat 60-tych, 50-tych, czasem mówi sam pisarz, uchwycony podczas wywiadów telewizyjnych. Jako tło często służą ujęcia mostów. Dokument można traktować jako most między prostym emocjonalizmem, a rozumieniem pełnym pasji.

Obraz przedstawia istotę stosunków między Czarnymi, a Białymi oczami Baldwina. Jeśli ktoś nie interesował się wcześniej tym zagadnieniem, przed obejrzeniem filmu mógł myśleć, że stosunek jest jasny dla każdego Czarnego – Biali są źli i powinni się opamiętać. Okazuje się jednak, że widzenie, czym dokładnie jest to zło i jak mu przeciwdziałać podlega rozszczepieniu jak białe światło w pryzmacie czarnej społeczności. Czarne Pantery wg Baldwina uważały, że każdy biały to diabeł. Nie zgadzał się z tym i nie chciał, żeby uważali tak młodzi ludzie. Ale już wg Jeana Geneta z którym James agitował na rzecz zgrupowania: „Pantery zmierzały więc ku szaleństwu lub ku metamorfozie czarnej społeczności bądź też ku śmierci albo karze więzienia. Efektem przedsięwzięcia było to wszystko razem, lecz przeważyła metamorfoza, zdecydowanie, nad całą resztą i dlatego możemy stwierdzić, że Pantery wygrały za sprawą poezji.” (Jean Genet, Zakochany Jeniec, tłum. Jacek Giszczak, Warszawa 2012, s.123) Malcom X chciał każdego rodzaju akcji, włączając przemoc, jak Pantery. Martin Luther King chciał stawiać opór bez przemocy, z gotowością do zniesienia cierpień. Sam Baldwin chciał dociec przyczyny tego stanu rzeczy i znaleźć rozwiązanie wewnątrz umysłów Białych.

Nie Jestem Twoim Murzynem

Rytm filmu wyznaczają obrazy zabójstw trzech głównych bohaterów: Medgara Eversa, Malcolma X i Martina Luthera Kinga. Ożywiają sceny pałowań, szczególnie widok protestów obecnego ruchu „Czarne Życie Się Liczy”, który jest wyrazem sprzeciwu wobec akcji amerykańskich policjantów skutkujących śmiercią dzieci. Muzyka, za którą trzeba podziękować Alexei’owi Aigui i zdjęcia Henry’ego Adebonojo sprawiają, że oglądając płyniemy, co nie jest powszechną cechą dokumentów. Całość jest sklejona z wyczuciem, pokazując życie Ameryki 60 lat temu i dziś, przyłapane w popularnych filmach, programach tv, reklamach, zdjęciach prasowych.
Jedno zdjęcie szczególnie jest warte wspomnienia: Dorothy Counts, 15-to letniej uczennicy wyszydzanej przez białą część szkoły w Charlotte w Karolinie Płn. „… na twarzy duma, napięcie, udręka, kiedy zbliżała się do szkoły z historią drwiącą za jej plecami.”, które skłoniło Baldwina do powrotu z Paryża.

Co zrozumieć

Niezgoda na niesprawiedliwość, odkrywa przed nami wymiar świata, który różnie nazywamy: solidarnością, altruizmem, współczuciem, obowiązkiem, odwagą. Ważnym jest, że nie kończy się na osobistej myśli, ale wymaga największego zaangażowania – działań. Jednym z nich jest myślenie publiczne. Dla innych robimy to staranniej, słuchamy uważniej niż siebie. Tylko kierując się wspólną myślą, można osiągać cele, wykraczające poza możliwości indywidualne, a nie łatwo jest ukuć rozumienie przenikliwe, trafne, dostępne. Dlatego Baldwin postanowił walczyć jako myśliciel, przedstawiciel, synchronizator problemu rasizmu, a Raul Peck jako megafon dla jego głosu. Dokument uzmysławia jak bardzo na nasze życie wpływają działania wspólne, szczególnie te niedokonane, zgubione gdzieś między praniem, a naprawianiem kranu. Rasizm to tylko jedno uczucie skopiowane miliony razy. Baldwin był blisko sporządzenia antidotum. Być może zabrakło mu werwy pantery. Tym czego mu nie zabrakło, to ujęcia i czarnych i białych Amerykanów jako jedności. Nie stał na czarnych barykadach mierząc karabin w białe. Stał na otwartym polu, ramię w ramię z białym bratem, który go nienawidzi, ale wiedząc, że to jest brat. Dobrze zlokalizował problem, nie jako polityczny, w istniejących wtedy przepisach (co było skutkiem), ale psychologiczny – tkwiący w sercu (co do dziś jest przyczyną). Pytał się: “Po co wam jest Czarnuch, do czego go potrzebujecie? Ja nie jestem Czarnuchem, jestem człowiekiem. Od odpowiedzi na to pytanie zależy przyszłość tego kraju.”

W kategoriach psychologicznych, rasizm, czyli uważanie całej grupy etnicznej za gorszą od innej, tylko na podstawie niezrozumianego uczucia, jest wersją mechanizmu obronnego, który może mieć dwa źródła. Pierwsze w szybkiej kalkulacji którą robi podświadome serce: skoro nasi ojcowie, traktowali Czarnych jako niewolników, co jest złe, a nie chcę, żeby mój ojciec był zły – to znaczy, że Czarni na to zasługiwali, znaczy są podludźmi i w sumie dla nich, to nie było takie najgorsze. Drugie: Czarni są gorsi, bo ja chcę być lepszy (szukanie uleczenia niskiego poczucia własnej wartości w zewnętrzu, żeby nie musieć skonfrontować się z wnętrzem).

Jakie to ma przełożenie na nas?

A czyimi potomkami w większości jesteśmy? Jak traktowano chłopów?
Para Pan – Chłop, to w kategoriach psychologicznych para: Osobowość narcystyczna – Osobowość zależna. Są jak jin i jang, dopełniają się i nie istnieje jedno bez drugiego. Do dziś przekazywane wzorce w rodzinach są identyczne jak u naszych pradziadków w kontekście bycia „pod”, „mniejszym”, „niegodnym” w stosunku do władzy, która za to przejmuje wzorce Pańskie i wchodzi w buty nadopiekuńczych rodziców. Król jest nagi. Władza istnieje dopóki maślane oczy tak decydują się patrzeć. W istocie nie powinna to być władza, ale zarząd naszych spraw, wypełniający nasze polecenia. Gorąco zachęcam do przeczytania chociaż wstępniaka na portalach psychologicznych o wspomnianych typach osobowości i porównania z tym jak wygląda udział większości (w tym nas samych, znajomych, rodziny, sąsiadów), w życiu publicznym i jak wygląda udział życia publicznego w naszym (tym co „musimy” i pod ciśnieniem jakiej ilości regulacji codziennie szczotkujemy zęby).
Źródła sytuacji giną w pomroce dziejów, tzw. rozwarstwienie wspólnoty pierwotnej dla tych ziem zaczęło się min. półtora tysiąca lat temu (60-ciu dziadków temu). Mieszko I to już wykwit zaawansowanej choroby, z całymi grupami ludzi gotowymi zabijać pobratymców jeśli nie oddadzą części jedzenia, odzieży i każdego innego przedmiotu czy usługi jaka potrzebna jest, żeby żyły dostatnio, z dużą dozą przyjemności. Jedynym obowiązkiem jest szkolenie się w walce, żeby odgonić od swoich owieczek inne podobne grupy, które w taki sam sposób zaczynają działać w całej Europie i naprawiać ogrodzenie ilekroć jakiś barani impuls je zaszarżuje. Bunty normalnych ludzi były częste (tzw. reakcje pogańskie na początku, później bunty chłopskie). Podręczniki od historii nie podają tej perspektywy, bo chociaż dzisiejsza „władza” ze szlachtą biologicznie niewiele ma wspólnego, chce, żeby ten sam wzór relacji był utrzymany. Największą przeszkodą w uformowaniu się realnej kontrsiły jest brak odpowiedniej liczby przyjaźni między ludźmi, a z drugiej strony powszechnej znajomości dziejów, źródeł prawa, psychologii, filozofii, rozumienia narzędzi wymiany, elementów antropologii w końcu. Ta spychana humanistyka to siła większa niż zawartość dowolnego magazynu wojskowego. Można sobie zbrojnie wejść do każdego budynku, ale wiedzieć po co i co dalej – to największy przeciwnik. Potrafimy programować wózki samobieżne i prawimy o czarnych dziurach, a nie możemy racjonalnie zastanowić się czego oczekujemy od ludzi, którzy zarządzają tym co nasze i tego wyegzekwować.

Na koniec polecam „I Am Not Your Negro”. Nie tylko po to, żeby lepiej zrozumieć tak odległy i bliski zarazem kontynent. Od odpowiedzi na pytanie: “Czyim Murzynem już nie jestem?” zależy również przyszłość naszego kraju. Jak mówił Baldwin: „Nie wszystko co zmierzone da się zmienić, ale na pewno nie da się zmienić tego, z czym się nie zmierzymy.”
Obraz dostał m.in. Nagrodę Publiczności na Festiwalu Filmowym Berlinale 2017 i nagrodę BAFTA w kategorii najlepszy film dokumentalny.

Recenzja: Wojciech Armata
Zdjęcia: materiały prasowe

Spodobała Ci się nasza recenzja Nie jestem Twoim Murzynem? Zobacz nasze inne artykuły, również po angielsku i ukraińsku!

Przeczytaj również: Psy i Psy II. Ostatnia krew: melodramaty Władysława Pasikowskiego
Przeczytaj również: Moonage Daydream – recenzja filmu – kosmiczna odyseja artysty
Przeczytaj również: Relacja z 16. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych ŻUBROFFKA
Przeczytaj również: Wednesday – recenzja serialu!
Przeczytaj również: Ród Smoka – recenzja serialu

 


👉 Znajdź ciekawe wydarzenia w naszej

>>wyszukiwarce imprez<<<

1,5 procent na kulturę

 

Udostępnij:


2026 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przejdź do treści