Dużo jest w Polsce Kazików, ale jednak KAZIK jest tylko jeden jedyny, legendarny, KULTowy. Dwudziestego siódmego kwietnia Anno Domini 2022 w łódzkim klubie Wytwórnia mogłam po raz czwarty zasiąść na widowni i poczuć się maleńką wobec KAZIKA i reszty członków Kultu. Zanim jednak zacznę się rozpływać nad tym wydarzeniem wypada zacząć od tego, że ta relacja nie ma innego celu jak tylko zachęcić odbiorców nieznających Kultu i niechodzących na tegoż zespołu koncerty do natychmiastowej zmiany swojej postawy. Ci, którzy słuchają, bywają, czytać jej nie muszą, bo z pewnością Kult kochają z całego serca jak ja i z pewnością moje słowa uznania dla Kultu poprą. Wracając już – więc jak to było na łódzkim koncercie trasy Kult Akustik 2022? Było energetycznie, emocjonalnie i…przytulnie. Zaciekawieni? Już opowiadam więcej.
Koncert Kultu w łódzkiej Wytwórni
Koncert był spod znaku Akustik, co oznacza tyle, że wszystkie utwory zostały na jego potrzeby przearanżowane z brzmień typowo rockowo-punkowych na te nakierowane na instrumenty “nie podłączone”, “nie elektryczne”, jak to sobie nazwałam moim absolutnie laickim muzycznym terminem (unplugged). Dało się więc usłyszeć klawisze, perkusję, grzechotki i oczywiście gitary. Oczywiście standardowe Kultowe brzmienie na czele z charakterystycznym saksofonem pozostało, ale ten mocarny impet jaki zawsze towarzyszy “podłączonym” koncertom zespołu wyraźnie został stonowany na rzecz mocniejszego nacisku na treści teksów. Okazja temu sprzyjała, tym bardziej że koncert został poświęcony walczącej Ukrainie.
Koncert rozpoczęty został utworem o tytule bardzo bliskim wszystkim łodzianom, a mianowicie “Ziemią obiecaną”, pochodzącą zresztą z najnowszej “Ostatniej płyty” zespołu. Dalszy repertuar krążył wokół szeroko pojętej metafizyki w postaci utworów pokroju “Piotra pielgrzyma”, “Czterech jeźdźców” czy “Wiary”. Nie mogło jednak zabraknąć największych hitów Kultu i można było zedrzeć gardło śpiewając o podzielonym murem domu z “Arahji”, hiszpańskich perypetiach z “Madrytu” czy o pewnej “Celinie”. Była też sposobność wyśpiewać sobie Mickiewicza w “Baranku” czy Gałczyńskiego w utworze “Wróci wiosna baronowo”. Chyba nie muszę tutaj jakoś specjalnie tłumaczyć, że najgłośniej, najpotężniej i z zaangażowaniem absolutnie każdego obecnego w tamtej chwili na widowni fana wybrzmiała piosenka łącznik, piosenka spójnik – piosenka “Polska”.
Między kolejnymi utworami Kazik raczył nas licznymi anegdotami i komentarzami nawiązującymi do swoich wykonów. Nie był jednak przy mikrofonie tak całkiem sam, gdyż zaprosił do Łodzi trzech bardzo ważnych dla niego, dla Kultu i dla nas fanów gości. Byli to syn Kazika – Janusz Staszewski, Krzysztof Radzimski znany jako Doktor Yry oraz Mirosław Jędras, czyli Zacier. Każdy z gości miał swoje indywidualne “pięć minut” na scenie oraz występ w duecie z liderem Kultu. Największym zaskoczeniem tych gościnnych występów było to, że utwór “Krew boga” – jeden z najpotężniejszych hitów zespołu wykonał nie Kazik, ale Doktor Yry (ponoć po długotrwałych błaganiach). Poza tym goście odśpiewali takie utwory jak “Natalia w Brooklynie” czy “To zima”. Oczywiście kto zna persony jakimi są Doktor Yry i Zacier to wiedzą, że nie obyło się w ich przypadku bez ekscentrycznych kostiumów i groteskowej aranżacji prezentowanych utworów.
No dobrze chyba udowodniłam, że było i emocjonalnie, energetycznie i do tego zabawnie, ale co z tą przytulnością? No więc koncerty Kultu mają tę cechę, że skupiają wokół siebie wspaniałą wspólnotę fanów, wśród której nawet tak nieśmiała osoba jak ja szaleje jak nigdzie indziej. Ile razy bym nie chodziła na te koncerty to zawsze raduje mnie niezmiernie widok sali wypełnionej ludźmi w koszulkach z najróżniejszych tras Kultu. Wspaniałe są chwile, gdy krzesła rozstawione na sali stają się zbędne, bo wszyscy dawno już celebrują koncert pod sceną. Wspaniałe jest też to, że sam Kazik, który nigdy nie gwiazdorzy, nigdy nie kreuje się na nie wiadomo kogo, sprawia że jego koncerty mają właśnie taki niesamowicie swojski i swobodny charakter, mimo że ten status ikony polskiej muzyki jakim to i Kazik i Kult się szczycą nadal pozostaje faktem i swoistym sacrum dla nas fanów. Jest on sobą, jest Kazikiem “co po ulicach łazi”, jest dla nas jednocześnie muzycznym bogiem i kumplem, bez rozbuchanego ego, bez brokatu i fanfar.
Przekonani?
Relacja: Karina Zapora
Zdjęcia: Karina Zapora, “Łódzkie mocne”
Spodobała ci się nasza relacja z koncertu?
Przeczytaj również: Kult w Łodzi! Zobacz relację!
Przeczytaj również: Video relacja z koncertu dla Ukrainy!
Przeczytaj również: Remigiusz Mróz – czy warto czytać?
Przeczytaj również: Wstrząsająca relacja z polsko-ukraińskiej granicy