Artykuły, Literatura, Opinie

Kto czyta książki, żyje lepiej i dłużej

Autor: Dominik Sołowiej | Data dodania: 25.08.2020
książki

Żyjemy w czasach cyfrowej rewolucji: permanentnej, dyskretnej, nieodwracalnej, wpływającej na to, jak pracujemy, odpoczywamy i nawiązujemy relacje. Ta rewolucja dotyka również innego, chyba najistotniejszego aspektu naszego życia: zdobywania informacji. A wszystko to za sprawą technologicznego giganta z Krzemowej Doliny. Firma Google, założona przez dwóch genialnych informatyków Sergeya Brina i Larry’ego Page’a, dziś jest symbolem nowoczesnego, informatycznego świata, w którym liczy się przede wszystkim szybkość, z jaką jesteśmy w stanie dotrzeć do nieskończonych zasobów wiedzy zapisanej w wirtualnej przestrzeni internetu. Czy dzięki błyskawicznemu dostępowi do zdigitalizowanych informacji stajemy się naprawdę mądrzejsi? I czy potrafimy jeszcze czerpać prawdziwą przyjemność obcowania z tekstem – przyjemność, o której pisał kiedyś francuski filozof Roland Barthes? Odpowiedź nie jest oczywista! Kto czyta książki, żyje lepiej i dłużej.

Nicholas Carr – amerykański dziennikarz, publicysta i badacz sieci, współpracujący m. in. z pismami „New York Times”, „New Republic” i „Wired”, twierdzi jednoznacznie: korzystanie z nowoczesnych technologii takich jak internet, spłyca nasz kontakt z informacją i zmniejsza zdolności uczenia się.

Fenomen głębokiego czytania – książki

Carr w swojej książce „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg” pisze między innymi o zjawisku „głębokiego czytania” (deep reading), dzięki któremu nasz mózg jest w stanie przyswajać informacje, przepuszczając je przez pamięć krótkotrwałą, a następnie magazynując w pamięci długotrwałej, odpowiadającej za proces zapamiętywania. Głębokie czytanie okazuje się być czynnością, dzięki której jesteśmy w stanie, czasami po wielu latach, odnaleźć dane zapisane w naszych zwojach mózgowych.

Czytanie głębokie zachodzi wtedy, gdy jesteśmy w stanie skupić się na tekście, tzn. dokładnie się na nim skoncentrować, odcinając od otaczającej rzeczywistości. Dzieje się to dokładnie wtedy, gdy nic zewnętrznego nas nie absorbuje i gdy np. stajemy się częścią świata opisanego przez autora, gdy identyfikujemy się z bohaterami naszej ulubionej powieści lub gdy przeżywamy to, co opisał dziennikarz, analizujący ważny dla nas problem społeczny. Wtedy tracimy poczucie czasu i jesteśmy w stanie spędzić z książką całą wolną sobotę albo niedzielę. Czujemy przy tym, że nie był to czas zmarnowany, bo do przeczytanej i mocno „przeżytej” książki chętnie wracamy myślami i – co najważniejsze – pamiętamy wszystkie zawarte w niej dane, fakty, szczegóły.

Jak (nie)działa rozproszony umysł?

A jak na nasz mózg i na proces zapamiętywania informacji wpływa czytanie tekstów w sieci? Zupełnie inaczej niż odbiór klasycznej książki. Otóż zagłębiając się w lekturę elektronicznego tekstu, korzystamy z urządzenia, które dodatkowo serwuje nam inne możliwości. Czytając książkę na stronie internetowej mamy możliwość jednoczesnego sprawdzania poczty elektronicznej, oglądania plików multimedialnych (np. filmów „towarzyszących” książce) oraz korzystania z hiperlinków (hiperłączy), którymi tekst internetowy jest naszpikowany od góry do dołu – przede wszystkim, po to, by dać nam możliwość przechodzenia do innej, powiązanej z nim informacji. Właśnie tak funkcjonuje „Wikipedia”, która pozwala błyskawicznie przeskakiwać z hasła do hasła. Wystarczy bowiem jedno kliknięcie i już znajdujemy się w nowej tekstowej przestrzeni, z której możemy swobodnie czerpać wiedzę. Nicholas Carr pokazuje jednak, że takie surfowanie w trakcie lektury odbiera nam zdolność prawdziwego uczenia się, bo nasz umysł nie magazynujemy danych w pamięci długotrwałej, tylko przechowuje je na moment w pamięci krótkotrwałej.

Internet, do którego podłączone są nasze laptopy, tablety, smartfony i czytniki ebooków, to z natury rzeczy medium rozpraszające, zalewające „bogactwem” szybko dostępnej informacji, którą możemy mieć za darmo, na wyciągnięcie dłoni. Wydaje nam się wtedy, że coś czytamy, że uczymy się dzięki obecności w wirtualnej bibliotece, w której zawarta jest cała wiedza świata. I że ta wiedza wypełnia wszystkie nasze zmysły (bo przecież nie tylko czytamy, ale i oglądamy multimedia „przyczepione” do tekstu). Ale nasz mózg, ciągle rozproszony nowymi bodźcami, pracujący na półobrotach, ślizga się tylko po powierzchni wiedzy, a my, po skończonej lekturze, odchodzimy od komputera i już po kilkunastu minutach, aby przypomnieć sobie, co właśnie przeczytaliśmy, musimy szybko zajrzeć do komputera, usprawiedliwiając się, że robimy to tylko po to, by utrwalić sobie zdobytą wiedzę. Niestety oszukujemy samych siebie.

„Gdy książka drukowana – wszystko jedno, czy będzie to opublikowana niedawno praca naukowa czy powieść wiktoriańska sprzed dwustu lat – zostaje przeniesiona na urządzenie elektroniczne połączone z internetem, zmienia się w coś, co bardzo przypomina stronę internetową. Słowa książki upodabniają się do tekstu online, zaczynają rozpraszać: linki i inne rozwiązania stosowane w sieci popychają czytelnika do tego, by zaczął kluczyć i kołować. Książka traci więc to, co John Updike nazywa ostrymi granicami, i rozpuszcza się w nieogarnionych, rozszalałych wodach internetu” – pisze Nicholas Carr. Zróbmy proste doświadczenie: przeczytajmy kilkanaście stron książki na komputerze lub tablecie podłączonym do internetu i zobaczmy, jak długo będziemy w stanie skupić się na lekturze, ignorując powiadomienia o nowym mailu, który przyszedł na naszą pocztę, albo nowym poście zamieszczonym przez znajomego na Facebooku.

książki
fot. źródło: pixabay

Uczmy się krytycznego myślenia

Ktoś powie przewrotnie: „OK, może nasza wiedza jest ulotna, nietrwała, ale skoro mamy Google’a, Wikipedię, bazy danych i media społecznościowe, w których dzielimy się wiedzą i doświadczenie, to po co wszystko pamiętać? Może lepiej jest odciążyć mózg i uczyć się wyłącznie tego, jak do informacji dotrzeć, jak ją szybko wykorzystać? Przecież internet będzie z nami do końca świata i jeden dzień dłużej”. Oto opinia, którą podzielają rzesze publicystów, dziennikarzy i naukowców, wychwalających wpływ nowoczesnych technologii na życie człowieka. To prawda: dzięki firmie Google mamy szybki dostęp do zdigitalizowanych książek, a za pośrednictwem Facebooka, Twittera i Instagrama kontaktujemy się ze znajomymi, wymieniamy informacje i wspólnie spędzamy czas w wirtualnej przestrzeni. Kolejna prawda: internet prawdopodobnie przeżyje nas wszystkich, o ile nie wydarzy się jakaś ogólnoświatowa katastrofa, za sprawą której stracimy dostęp do energii elektrycznej zasilającej serwery. Ale – jak mówi przysłowie – coś za coś. O negatywnym wpływie social mediów na zdrowie psychiczne napisano mnóstwo książek i artykułów, więc tę kwestię pozostawmy na marginesie. Nas interesuje wpływ nowoczesnych technologii na rozumienie świata. A ten, jak pokazuje Nicholas Carr, jest mocno kontrowersyjny.

Autor „Płytkiego umysłu”, powołując się na badania psychiatry Gary’ego Smalla, stwierdza: „Korzystanie z sieci być może […] ćwiczy mózg jak rozwiązywanie krzyżówek, lecz tak intensywny trening, zwłaszcza gdy staje się naszym dominującym procesem myślenia, zakłóca zapewne głębokie procesy uczenia się i rozumowania. Umysł w środowisku internetu działa tak jak podczas jednoczesnego czytania książki i rozwiązywania krzyżówki”. Niestety dwóch czynności nie da się wykonywać jednocześnie, przynajmniej jeśli chcemy je wykonać dobrze. Dlatego korzystanie wyłącznie z internetu zaburza procesy głębokiego, krytycznego myślenia – myślenia, dzięki któremu jesteśmy w stanie zagłębić się w temat, wgryźć w niego, dostrzegając niuanse i niejednoznaczności. Czytając w sieci, wyłącznie zdobywamy informacje, a dopiero ich skupione przyswajanie, dziejące się za sprawą klasycznej lektury, tzn. wtedy gdy nie jesteśmy rozproszeni, pozwala na nam na rzetelną interpretację tekstu i na jego zrozumienie. To trochę tak, jak z czytaniem bryków przez uczniów, którzy nie chcą przebrnąć przez długą szkolną lekturę. Wydaje im się, że znają tekst, że są w stanie powiedzieć, co wydarzyło się w drugi rozdziale, ale kiedy ktoś prosi ich o interpretację książki, o jej znaczenie, uczniowie najczęściej nie mają nic do powiedzenia. Bo w ich głowach nie zaszedł proces doświadczania lektury na głębokim, analityczno-interpretacyjnym poziomie.

Dobra lektura dla zdrowia

Dlatego, mimo że nie wyobrażamy sobie życia bez sieci internetowej, bez tabletów, smartfonów i czytników, poświęćmy każdy wolny czas na klasyczną lekturę, tak długo jak się da, bez sprawdzania maila lub zaglądania do Facebooka. Pozwólmy sobie na komfort głębokiej lektury. Relaksujmy się i uczmy przy tym, bo skupiony umysł nie tylko lepiej magazynuje informacje, ale i zapomina o codziennym stresie. To niepodważalny fakt: kto czyta książki, żyje lepiej i dłużej.

Źródło cytatów:
Nicholas Carr, Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg, wyd. Helion, Gliwice 2012.

P.S. Wielbicieli książek i imprez plenerowych zapraszam 5 września do Supraśla, na Plac Tadeusza Kościuszki. Właśnie tam o godzinie 16.00 rozpocznie się Narodowe Czytanie „Balladyny” Juliusza Słowackiego. Osoby, które publicznie odczytają przygotowany przez organizatorów fragment dramatu, otrzymają atrakcyjne nagrody.

 

Dominik Sołowiej – dziennikarz, publicysta, właściciel Agencji Reklamowej Studio DS Info (www.studiodsinfo.pl). Współpracował z wieloma firmami i instytucjami publicznymi, kreując i realizując strategie marketingowe. Interesuje go marketing polityczny, zagadnienia public relations oraz problematyka nowych mediów.

 

🟧 Poprzedni wpis autora: Na stres najlepsza muzyka

🟧 Przeczytaj: Recenzja książki Roberta Burtona – Anatomia Melancholii

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.