Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2022/02/ben-platt-2.webp
    [1] => 640
    [2] => 368
    [3] => 
)
        

„Reverie” to drugi album Bena Platta, którego premiera odbyła się 13 sierpnia 2021 roku. Artysta po raz kolejny zaserwował słuchaczom bardzo dojrzałe i przemyślane wydawnictwo. To słodko-gorzki obraz miłości, przekazany wyrazistą muzyką i pięknym wokalem.

Ben Platt jest nie tylko piosenkarzem, ale także aktorem. Grał tytułową rolę Evana w musicalu Dear Evan Hansen na Broadwayu oraz wcieli się w tę samą postać w filmowej adaptacji sztuki. Można go także zobaczyć w serialu Wybory Paytona Hoberta czy filmie Pitch Perfect. W nowej płycie czuć, że jest to artysta wszechstronnie uzdolniony. Oprócz ogromnej skali głosu, można się tu dopatrzeć wręcz pewnej teatralności, m.in. poprzez dostarczanie swoim śpiewem emocjonujących opowieści.

https://www.youtube.com/watch?v=Tk9mpUwijsM&ab_channel=TheTonightShowStarringJimmyFallon

Ben Platt podczas musicalu “Dear Evan Hansen”

Sing To Me Instead, poprzedni album Platta, jest jednym z najczęściej przeze mnie słuchanych. Podczas oczekiwania na Reverie czułam jednocześnie niepokój i ekscytację. Z jednej strony chciałam już usłyszeć coś nowego od artysty, z drugiej natomiast obawiałam się zawodu. Nie rozczarowałam się. Wykonawca po raz kolejny zaprosił nas do swojego muzycznego świata, pełnego melancholii.

Ben Platt „Reverie” – Być jak król świata

Płyta rozpoczyna się od king of the world pt 1. To pierwsza z trzech interludium, czyli wstawek między utworami. Każdy z nich poniekąd zapowiada, czego możemy się spodziewać w nadchodzących utworach. Użyty w nich został harmonizer, dzięki czemu wstawki znacznie odróżniają się od pełnych utworów. To ciekawy zabieg, który urozmaica odbiór całej płyty. Pierwsza część dotyczy odkrywania młodości – jesteś zupełnie nowy, właśnie wypłynąłeś. Czas beztroski, wolności i naiwności.

Childhood bedroom już oficjalnie rozpoczyna płytę. Utwór popowy idealnie wpasowuje się w okres młodości. Nie jest jednak tak kolorowo. Tańczenie w sypialni z dzieciństwa jest sposobem na radzenie sobie z lękami. To swoiste wejście w umysł i próba zastąpienia złych myśli na te beztroskie. Tańczę, jakbym nigdy nie miał wejść do mojego umysłu śpiewa artysta, który otwarcie mówi o swoich lękach społecznych.

Następna piosenka, happy to be sad, jest ukłonem w stronę lat 80. XX wieku. To porywający elektro-pop, opisujący uczucie jakie towarzyszy dwóm zakochanym osobom, które muszą być z dala od siebie. W dobie pandemii i lockdownu myślę, że wiele osób może się z tym utożsamić. Głównym instrumentem w tej piosence jest głos wykonawcy. Rytm i wokal odgrywają tutaj najważniejszą rolę, podkład muzyczny zszedł na drugi plan.

happy to be sad Bena Platta

Melodia w i wanna love you but i don’t jest bardzo pogodna, wręcz skoczna. Tekst jednak ukazuje smutną rzeczywistość, kiedy spotyka się kogoś, kto nie jest dla nas odpowiedni, bez względu na to, jak bardzo staramy siebie samych przekonać, że jest inaczej. Choć kompozycja jest lekka, nie spłyca to przekazywanych emocji.

Ben Platt ciągle się rozwija. Próbuje ciągle czegoś nowego, ze wspaniałym skutkiem. Dance with you oraz leave my mind to idealny na to dowód. Obie piosenki są bardzo popowe i taneczne. Jednocześnie artysta pozwolił sobie tutaj na bardziej ironiczne teksty, lecz ciągle utrzymane w tym słodko-gorzkim tonie miłosnych historii. Zabrałeś mi marihuanę i dwa lata mojego cennego czasu – śpiewa. Osobiście bardziej wolę tą melancholijną wersję utworów Platta, choć muszę przyznać, że te bardzo wpadają w ucho. Jednak osoby, które preferują „żywszą” muzykę, na pewno docenią te kawałki. Leave my mind jest także ostatnim utworem przed kolejną wstawką.

Ostrożnie — to tylko życie!

Czas na magnetyzujący king of the world, pt. 2, który opowiada o znalezieniu prawdziwej miłości. Ta część płyty jest zdecydowanie bardziej spokojna. Carefully jest połączeniem delikatnego brzmienia gitary akustycznej z subtelnym głosem Platta i tworzy cudowną balladę. Opowieść o tym, że czasami lepiej zerwać z kimś kontakt, niż w tym trwać, wyśpiewana jest bardzo emocjonująco. Świetnie tu słychać, że Ben Platt potrafi teatralne doświadczenia przenieść na swoją muzykę.

Ta część płyty jest zdecydowanie bardziej spokojniejsza. To także powrót do korzeni i albumu Sing To Me Instead. Słychać pewną nostalgię i łagodną formę. Platt postawił tutaj bardziej na liryczny odbiór, aniżeli skoczne songi. Come back kojarzy mi się z twórczością Billy’ego Joela, a szczególnie utworami Allentown czy The River of Dreams. Jednocześnie można tu usłyszeć jaką Ben Platt ma ogromną skalę głosu. Nie straszny mu falset ani szybkie przejścia pomiędzy tonacjami. Jego melodie nie są prostym popem, opartym na jednym akordzie. On po prostu płynie wraz z dźwiękami muzyki.

dark times to jeden z ostatnich utworów na płycie

Gdy album zbliża się do końca, słuchacz dostaje dark times. Dźwięki z fortepianu pięknie łączą się z subtelnym głosem artysty. Ile czasu potrzeba, aby opowiedzieć historię, która dzieje się na przestrzeni kilkunastu lat? Choć nie jeden reżyser filmowy zawarłby to w dwóch lub więcej godzin, Ben Platt potrzebował tylko czterech minut. I wyszło mu to świetnie. W pierwszym wersie owa osoba ma 13 lat, później kolejno 18 i 27. Chce przeżyć pierwszą miłość, ale zamiast tego dostaje złamane serce. Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy artysta stosuje taki zabieg, podobny przypadek mamy w piosence Run Away z debiutanckiej płyty wokalisty.

Utwór imagine był pierwszym, promującym nowy album, singlem. Na płycie jednak króluje jako ostatni (przed interludium). Intrygująca melodia, przepełniona mocnym basem i perkusją, zgrabnie się łączy z delikatnym wokalem.
Ostatnim już przerywnikiem jest king of the world pt.3. Wszystko już przeminęło, czas biegnie nieubłaganie. Zgrabne podsumowanie całości kończy się prostym zdaniem – To tylko życie.

Druga część płyty o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Nie zmienia to jednak faktu, że całość jest skomponowana bardzo dobrze. Podoba mi się, że zamiast panującego chaosu, wszystko jest tak zgrabnie uporządkowane. Słuchacz najpierw dostaje piosenki w klimacie lat 80. XX wieku, skoczne i momentami przepełnione różnymi efektami (takimi jak np. zniekształcenie głosu), aby później móc posłuchać Platta od tej bardziej lirycznej strony.

Ben Platt „Reverie” ma w sobie coś magicznego. Opowieści o romantycznych turbulencjach są pełne sprzecznych emocji i popowej wrażliwości. Nie ma w tym przewidywalności, jest za to naturalność. Nie sądziłam, że Ben Platt jest w stanie zaserwować nam po raz kolejny tak dobry materiał. A jednak.

Recenzja: Natalia Zoń

Lubisz recenzje płytowe takie jak Ben Platt „Reverie”?

Ben Platt „Reverie” Przeczytaj również: Karaś/Rogucki i recenzja Ostatniego Bastionu Romantyzmu
Ben Platt „Reverie” Przeczytaj również: Sidor x S-age recenzja płyty Trap Violin Style
Ben Platt „Reverie” Przeczytaj również: nastroje – przestrzenie – recenzja płyty


👉 Znajdź ciekawe koncerty w naszej

>>>wyszukiwarce imprez<<<

 

Udostępnij:


2025 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skip to content