„Barbie” w reżyserii Grety Garwig już teraz można nazwać jednym z największych, o ile nie największym, wydarzeniem popkulturowym tego roku. Długo oczekiwana produkcja trafiła do kin 21 lipca 2023 roku. Jest to pierwsza aktorska adaptacja historii zabawki spod szyldu Mattel. Czy udana? Postanowiłem sam się o tym przekonać.
Aktorska „Barbie” i jej wyboista droga do dużego ekranu
Nim przejdziemy do właściwej esencji, trochę historii. Barbie w wersji aktorskiej nie jest wymysłem, który powstał rok temu. Niedoszła premiera aktorskiej adaptacji najsłynniejszej lalki świata miała zostać już ogłoszona we wrześniu 2009 roku, a producentem miał zostać Laurence Mark, znany m.in. ze współpracy przy „Królu Rozrywki” czy „Ja, robot”. W ciągu tych czternastu lat między pierwszą pogłoską, a faktyczną premierą miało miejsce kilka podejść do pisania scenariusza oraz wielu innych wydarzeń, które można byłoby nazwać mianem opery mydlanej. Wystarczy wspomnieć, że już do samej roli Barbie zaangażowanych było kilka osób. Konkretniej Amy Schumer, Anne Hathaway oraz Lady Gaga. Dopiero w 2019 roku ta kwestia została ustalona i w już w finalnej wersji tytułową rolę zgarnęła Margot Robbie, znana wcześniej m.in. z roli Sharon Tate (Pewnego razu… w Hollywood). Co ciekawe zatrudnienie Grety Garwig do produkcji filmu również zawdzięczać możemy właśnie Margot Robbie. Popularna aktorka była pod wrażeniem „Małych Kobietek”, najnowszego wówczas filmu Garwig i dopytała się reżyserki, czy byłaby zainteresowana nowym projektem. Początkowo reżyserka nie przyjęła propozycji ze względu na inne obowiązki zawodowe, lecz po negocjacjach zaakceptowała tę ofertę w 2021 roku. W tym samym roku również opinia publiczna poznała filmowego Kena, w którego wcielił się Ryan Gosling. Po ogłoszeniu głównej obsady machina promocyjna filmu ruszyła pełną parą. Zaczynając od nakładek „This Barbie is…”, kolorowych zwiastunów, kończąc na Barbieheimerze czyli viralu, który zdominował Internet na całym świecie ubarwiając tym samym długie oczekiwanie do premiery.
Zwiastun filmu Barbie
Welcome to Barbieland
Film rozpoczyna się krótką przypowieścią, która wieńczy przybycie gigantycznej Barbie z towarzyszącymi jej dźwiękami Odysei Kosmicznej w tle. Tuż po niej wybieramy się do Barbielandu. Tam Barbie i Kenowie prowadzą wspaniałe życie bez żadnych trosk i problemów, do czasu, gdy Barbie zaczynają trapić egzystencjalne problemy. Oprócz tego uświadamia sobie, że nie jest ona już tak idealna jak wcześniej. By przywrócić wcześniej ustaloną hierarchię, Barbie musi przybyć na Ziemię i odnaleźć dziewczynkę, którą przywołuje w swoich wspomnieniach. Żegnana gremialnie przez mieszkańców Barbielandu lalka jedzie swoim pięknym różowym mobilem, by stawić czoła wyzwaniu. Jak się okazuje nie jest w tym sama. Wraz z nią do jedzie Ken, który skrył się w aucie lalki. W tych właśnie okolicznościach dwójka naszych głównych bohaterów dociera do realnej, kompletnie obcej im rzeczywistości. Rzeczywistości, która może zmienić wszystko. W niej Barbie już nie jest tak entuzjastycznie przyjmowana jak w swojej krainie, czego do końca nie może zrozumieć. Z wyjątkiem korporacji Mattel, która z wielkim entuzjazmem pragnie skorzystać z jej niespodziewanej wizyty, mnożąc swoje zyski. Z kolei Ken jest zachwycony kultem męskości zastałym w realnym świecie i postanawia go przemycić, zmieniając Barbieland w Kenland. Wydaje mi się, że właśnie ten kontrast i przerysowanie tych dwóch krain oraz bunty i silne emocje targające bohaterami filmu są najbardziej kluczowymi motywami całej produkcji.
Różowo mi i NIEspokojnie
Oprawa filmu jest strzałem w dziesiątkę. Zespół scenarzystów i kostiumografów wykonał kawał kapitalnej roboty. Świat Barbie jest bajkowy, pstrokaty, przaśny i wolny od trosk. Co jeszcze ważniejsze, mimo jego wszechbogactwa słodkość nie przytłacza widza jego nadmiarowością, co sprawia, że przyjmuje on podany mu klimat. Podobać może się również różnorodność Kenów i Barbie, których w filmie jest co niemiara. Dzięki temu można w przystępny sposób poznać zarys historii zabawek firmy Mattel, tych bardziej oraz mniej udanych, a sceptycznym odbiorcom pokazać, że istnieje więcej niż jedna Barbie i jeden Ken.
Margot Robbie z roli wywiązała się tak, jak znakomita większość się spodziewała, a więc bardzo dobrze. Jej postać wpasowuje się w filmową akcję sprawiając, że z uwagą śledzimy losy głównej bohaterki. Ken grany przez Ryana Goslinga jest natomiast genialny. Aktor znany z m.in. filmu La La Land, przed premierą musiał mierzyć się ze sceptykami twierdzącymi, że w tej roli się nie sprawdzi. Jednakże były to błędne prognozy, Gosling w pełni podołał powierzonemu zadaniu. Zwłaszcza jeśli chodzi o dynamikę zmiany postaci. Skupiając się tylko na głównym wątku, Ken zawsze drugi (jakby powiedział inny filmowy bohater) przechodzi drogę z bycia zwykłym, naiwnym mężczyzną do bycia idolem w Kenladzie. Film urozmaica wiele drugoplanowych postaci, wśród których widzowie powinni znaleźć swoich faworytów. Do moich należą z pewnością postacie dziwnej Barbie jako outsiderki w Barbielandzie oraz… Johna Ceny w roli Mermaid Barbie.
Reżyserka Greta Garwig również wykonała kawał dobrej pracy. Dwie trzecie filmu to naprawdę wspaniale spędzony czas. Sielankowość w Barbielandzie oraz brutalność w prawdziwym świecie podana w interesujący sposób. Wspomnieć można choćby o krytyce „Barbie” w kontekście seksualizowania i popularyzacji przesadnie idealizowanego obrazu kobiet. Ostatnia część produkcji niestety znacząco odstaje od dwóch pozostałych. Mam wrażenie, że reżyserka chciała tutaj złapać zbyt wiele srok za ogon. Mnogość wątków w tym przypadku niestety nie zdała egzaminu, a niektóre z nich są zbytnio przegadane i nużą widza.
Uczciwie też trzeba oddać hołd oprawie muzycznej, która jest świetna. Początkowy utwór „Pink” w wykonaniu Lizzo idealnie w wprowadza nas do świata „Barbie”, a piosenka Dua Lipy „Break The Night” oddaje w pełni klimat wiecznej beztroskiej imprezy jaka ma miejsce w Barbielandzie. Do wyróżniających się utworów z pewnością można zaliczyć „I’m just a Ken” oraz „Choose Your Fighter” a także „What was I made for”. Całościowo wszystkie piosenki trzymają dobry poziom urozmaicając tym samym film.
Warto było czekać na te piękne czasy
„Barbie” z całą pewnością jest jednym z najważniejszych (o ile nie najważniejszym) popkulturowym wydarzeniem tego roku. Co więcej trzeba przyznać, bardzo udanym wydarzeniem, o czym najlepiej świadczą wyniki box office. Film jest rozrywką wysokiej jakości. Bawi, ale i również edukuje widza. Pokazuje, że radykalność w wydaniu żeńskim jak i męskim nie jest dobra. Pokazane są w nim odniesienia do innych cenionych dzieł kultury oraz przekazuje uniwersalne wartości. Dzięki „Barbie” podobnego typu produkcje mają punkt odniesienia, jak powinno to wyglądać. Z pewnością warto się wybrać na ten film. Jest to pięknie wydana popkulturowa adaptacja, oby takowych było jak najwięcej.
Ryan Gosling w roli Kena odnalazł się znakomicie!
Recenzja: Piotr Czarkowski
Zdjęcia: Warner Bros
Spodobała Ci się nasza recenzja filmu Barbie? Check out our other articles in english i українська!
Przeczytaj również: Bla bla bla – czyli „C’mon C’mon”. Recenzja filmu Mike’a Millsa
Przeczytaj również: Szaleństwo staje się łaską – recenzja filmu „Joker”
Przeczytaj również: Ten dziwny wiek – recenzja książki Kiley Reid
Przeczytaj również: Harry Potter Uniwersum – dlaczego je kochamy?
Przeczytaj również: Na Zachodzie bez zmian – Wielowymiarowy tragizm wojny
Przeczytaj również: Bartosz Walaszek – od zera do klasy średniej