Array
(
    [0] => https://proanima.pl/wp-content/uploads/2025/05/Sparks-MAD-1068x1068-1-1024x1024-1.jpg
    [1] => 600
    [2] => 600
    [3] => 
)
        

Zespół Sparks od lat funkcjonuje na scenie muzycznej. Bracia Ron i Russel Mael od dekad orbitują w muzycznym światku i wciąż inspirują innych. Wydali już 25 albumów studyjnych eksplorując przy tym różne style i gatunki. Na tym jednak ich kariera się nie kończy i znów angielska kapela postanowiła wszystkich zaskoczyć wydając „MAD!”. To już 26 studyjny krążek. Czas się zagłębić w te wydawnictwo i sprawdzić czy obiecane szaleństwo zostało zrealizowane.

Mael, czyli wrestling, kino, muzyka i przekraczanie granic

Bracia Mael od zawsze byli blisko świata sztuki. Russell jak i Ron byli zafascynowali kinem, które razem studiowali. W swojej orbicie zainteresowań znajdowali sobie miejsce na muzykę. Chętnie więc uczęszczali na koncerty szukając swojego muzycznego języka w latach 60, o co w Ameryce nie było ciężko. Nie wszystko im się jednak podobało. Maelowie stwierdzili, że muzyka folkowa nie jest dla nich. Bliżej im było do bardziej żywiołowych dźwięków. Spodobała im się muzyka The Who, The Kinks oraz Pink Floyd tak bardzo, że stali się anglofilami. W niedługim horyzoncie czasowym Maelowie założyli swój pierwszy stały muzyczny projekt Halfnelson. Nazwa została zaczerpnięta z wrestlingu, a konkretniej od zapaśniczego chwytu. Ta jednak niepozostała długo. Pod tą nazwą kapela wydała tylko swój debiutancki krążek i przemianowała się na Sparks. Jak pokazała historia u braci Maelów przemiany oraz transformację miały im towarzyszyć przez całą karierę, na szczęście tylko muzycznie. W latach 70. Sparksi mieli okazję być orędownikami glamu wydając m.in. album „Kimono My House(1974)”. Poprowadziło to do szufladkowania ich twórczości, jednak nie powstrzymało to Maelów przed eksperymentowaniem w kolejnych projektach. Jeszcze pod koniec tej samej dekady Sparksi wydali album inspirowany muzyką disco i HI-NRG „No. 1 in Heaven”, a w latach 80. eksplorowali ze swoim brzmieniem romansując z muzyką synth popową, nową falą oraz power popem. W dziewięćdziesiątych latach zaskoczyli słuchaczy eurodance’ową płytą „Gratuitous Sax & Senseless Violins(1994)”, a także redefinicją swojej twórczości na „Plagiarism(1997)”.

Biorąc pod uwagę kombinację brzmień jaką Sparks wielokrotnie oferowali można byłoby się spodziewać, że po latach dziewięćdziesiątych ta potrzeba eksperymentów zostanie zahamowana. Nic bardziej mylnego. W XXI wieku Maelowie wielokrotnie udowodnili, że ich się nie da zatrzymać. Wśród najciekawszych pozycji w czasie należy wymienić:

  • „Lil’ Beethoven(2002)”,
  • Hello Young Lovers(2006)”
  • „The Girl Is Crying In Her Latte(2023)”

Po tym ostatnim wyruszyli w swoje największe tournée.

Sparks -zespół, czy styl życia?

Choć muzycznie Sparksi to renomowana marka nie warto ich szufladkować. Już sami Maelowie są ludźmi niezwykle intrygującymi. Russell wokalista, którego jest wszędzie pełno i Ron z oryginalnie przystrzyżonym wąsem statecznie grającym na klawiszach. Muzycznie świetnie się dopełniają, charakterologicznie tworzą swoisty kontrast między sobą. To doprowadzało do tego, że Sparksi byli w centrum uwagi, choć nie zawsze tego pragnęli.

Jedną z takich sytuacji był słynny występ w Top Of The Tops. Tam kapela zagrała „This Town Ain’t Big Enough For Both Of Us”, a wsród widzów oglądających nagranie był John Lennon. Były Beatles miał zadzwonić w trakcie transmisji do Ringo Starra, by koniecznie przełączył kanał na BBC, bo właśnie na wizji ujrzał jak „Marc Bolan gra piosenkę z Adolfem Hitlerem”.

W późniejszym czasie zespół często zaskakiwał  fanów warstwą liryczną snując różne ciekawe opowieści. W swoich tekstach art rockowi weterani poruszali m.in. tematykę kobiecą oraz historyczną. Wszystko to z odpowiednią dozą humoru i sarkazmu. Przykładem tego jest „Nothing Is As Good As The Same It Is” utwór opowiadający o dziecku, które żyje od 22 godzin i jest znudzone monotonią życia.

Także znakomitym przejawem kreatywności Sparksów był album „The Seduction of Ingmar Bergman(2009)”, który opowiadał o fikcyjnej wizycie szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana w Hollywood. Nic dziwnego, że została ona doceniona przez innych. Nie bez powodu Sparks nazywany jest „ulubionym zespołem twojego ulubionego zespołu”.

Twórczością Sparksów inspirowali się m.in. Joy Division, Sonic Youth, Red Hot Chili Peppers oraz Franz Ferdinand. Z tymi ostatnimi założyli supergrupę FFS i wydali album pod tą samą nazwą. Biorąc pod uwagę wymienione nazwy, a także eklektyzm Sparków nie dziw, że również na „MAD!” próbują na nowo zredefiniować swoje brzmienie.

MAD! – szaleństwo dwóch panów po siedemdziesiątce

Trzeba uczciwie przyznać, że płyta zaskakuje już od pierwszego utworu. “Do Things My Own Way” to pulsująco-gitarowa kompozycja gdzie zespół pokazuje swoją życiowa filozofię. Ujawnia się w niej samostanowienie, a także bunt wobec autorytetów, co słychać w warstwie tekstowej. “JanSport Backpack” natomiast zbija nas z tropu opowieścią o plecaku i elektronicznym motywem przewodnim. Podobnie sprawa ma się z “Running Up A Tab At The Hotel For The Fab” z tym, że akcja dzieje się w hotelu. Między nimi jednak skryło się mocne uderzenie w postaci “Hit Me Baby”, które wprowadza różnicowane brzmienie na płycie.

Po nich następują kolejno “My Devotion”, “Don’t Dog It” oraz “In Daylight”. Są to trzy siostrzane średnie utwory, nie oferujące słuchaczowi nic więcej ponad muzyczną przyzwoitość. Ostatnia piątka odbija nam te tendencje. Wracamy znów do pulsujących beatów w “I-405 Rules”, który czerpie z muzyki klasycznej oraz w “Drowned In A Sea Od Tears”, gdzie jesteśmy świadkami rozpaczliwej relacyjnej historii. Równiez na ciepłe słowa zasługuje “A Little Bit Od Light Benter”. Tekstowo, bo w końcu warto wiedzieć co należy zrobić przed pójściem spać oraz muzycznie gdzie Sparks pozwoliło sobie na wstawke rodem z orkiestry marszowej.

“MAD!” – Opinie. Is bad, or “MAD!” is glad?

Na nowym albumie Sparks pokazali znów to co wyróżnia ich od lat, czyli ciekawe teksty oraz bezkompromisowość. Oprócz tego warto również docenić zgodność nazwy materiału z energią włożoną na płycie. Czuć te szaleństwo i to nawet mimo przestojów na środku. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego stwierdzić jak “MAD! is glad”. Staruszkowie Russell i Ron wypuścili kolejny dobry materiał oraz pokazali, że wciąż są w stanie stworzyć rzeczy dobre i na własnych warunkach. Dla mnie po prostu klasa!

Opinia: Piotr Czarkowski
Fot. Materiały prasowe

Udostępnij:


2026 © Fundacja ProAnima. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przejdź do treści