Wydawałoby się, że dystopijne opowieści nie mogą nas już niczym zaskoczyć. Jednak „Miasto Latarni” to historia, której udało się wnieść pewien powiew świeżości, który sprawia, że sięga się po nie co najmniej z zaciekawieniem.
Orwell w steampunku
Zwykle recenzje zaczynam od poruszenia warstwy fabularnej przeczytanego komiksu, jednak w tym wypadku trudno byłoby mi to zrobić. Nie będę ukrywać, że tym, co w pierwszej kolejności zwróciło moją uwagę i skłoniło do sięgnięcia po tę lekturę była okładka. W gruncie rzeczy dość prosta, bo przedstawiająca tylko jedną postać, jednak wizerunek steampunkowego „samuraja” robi świetne wrażenie. Majestatycznie przedstawiona postać z odbijającą się w okularach maski przeciwgazowej eksplozją w zasadzie przyćmiewa wnętrze komiksu, bo swoją efektownością przyćmiewa „zwykłą” komiksową kreskę. A ta przecież również wiele wnosi do tej historii.

Fakt, że cały komiks nieco blednie przy okładce nie oznacza, że wnętrzu czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie – poszczególne sceny bogate są w szczegóły, zwraca uwagę sceneria rodem z belle epoque wzbogacona o elementy steampunku i ludzie ubierający się według mody z drugiej połowy XIX wieku. Jednocześnie ta sceneria i ludzie kontrastują z głównymi bohaterami oraz ich przeciwnikami, których mundury (czy może raczej pancerze) prezentują się już dużo bardziej futurystycznie. Nie ukrywam, że tego typu estetyka jest mi szczególnie bliska, więc autorzy zdecydowanie trafili w moje gusta.
Miasto Latarni – o czym jest?
W zasadzie nie mamy zbyt wiele czasu, by dobrze poznać głównego bohatera, bo bardzo szybko wpada on w wir akcji. Okazję do lepszego zaznajomienia się mamy więc w zasadzie dzięki rozwojowi fabuły. Tytułowe Miasto Latarni to odcięte od świata osiedle ogrodzone murem, w którym ludzie żyją w podziale na poszczególne warstwy społeczne, ulokowane na różnych poziomach. Nad wszystkim czuwają gwardziści działający na zlecenie Greyów, którzy rządzą całym miastem.

Sander Jorve żyje na dole drabiny społecznej i jedyne czego pragnie, to bezpiecznego, spokojnego życia dla swojej rodziny. Jego pragnienie zostaje dość szybko wystawione na próbę, a sam bohater zostaje wciągnięty w wir wydarzeń związanych z działalnością ruchu oporu. W trakcie walki zdobywa mundur jednego z gwardzistów. Uniform, jak się okazuje, pasuje na niego idealnie. Nadarza się więc idealna okazja, by przeniknąć w szeregi wroga i zinfiltrować tyranię. To zadanie zdecydowanie odbiega od pragnień Sandera, a jednocześnie roztacza przed nim wizję kolejnych, jeszcze gorszych, niebezpieczeństw.
Miasto Latarni – czy warto czytać?
Mówiąc szczerze „Miasto Latarni” to komiks, który czytało mi się bardzo dobrze. Zasadniczo jestem sceptyczny wobec kolejnych historii dystopijnych, bo odnoszę wrażenie, że wiele z nich powiela te same, oklepane do bólu schematy. Z drugiej strony w tym schemacie trudno wymyślić coś nowego. To, co można zrobić lepiej, to nadać całości nową, interesującą oprawę. A to „Miasto Latarni” zrobiło idealnie i przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekam, aż wpadnie w moje ręce kolejna część.
Miasto Latarni – komiks – informacje:
- Tytuł: „Miasto Latarni”
- Scenariusz: Bruce Boxleitner, Trevor Crafts, Matthew Delay, Paul Jenkins, Carlos Magno, Mairghread Scott
- Rysunki: Carlos Magno
- Oprawa: miękka
- Ilość stron: 128
- Druk: kolor
- Data wydania: 2023
- Wydawca: Lost in Time
- Cena okładkowa: 65,00zł
Opinia: Sebastian Bachmura
Fot. Oliwia Ostapkowicz
Przeczytaj również: Urban – Reguły gry. Recenzja komiksu w klimacie cyberpunku
Przeczytaj również: Ter 1 Obcy – recenzja komiksu. Intryguje formą i tajemnicą
Przeczytaj również: Ter 2 – przewodnik – recenzja komiksu
Przeczytaj również: Plot Holes – recenzja komiksu bez dziur fabularnych
Przeczytaj również: Diuna: Wody Kanly – recenzja komiksu
Przeczytaj również: Łowcy relikwii – recenzja komiksu
Przeczytaj również: 1670 – recenzja serialu Netflixa. Czarny humor w szlacheckim wydaniu

