Czerwcowe słońce ogrzewa nas coraz mocniej. W głowach dużych snują się plany o urlopie, a młodsi odliczają dni do ostatniego dzwonka. Lato to zawsze czas przygody, wolności i próbowania tego co nowe. Kiedy jest się dzieckiem mnóstwo rzeczy pozostaje jeszcze nieodkrytych, co budzi radość, ale jednocześnie trochę przeraża. Pierwszy letni wyjazd bez rodziców to coś co z pewnością każdy z nas zapamiętał dokładnie. Po latach kolonie wspominamy z nostalgią i uśmiechem, zapamiętując to co dobre. Jednak z pewnością każdemu z nas towarzyszył stres związany z zawieraniem nowych znajomości i tęsknotą za domem. Fanny Dreyer postanowiła oswoić te lęki, tworząc „poradnik dla debiutujących kolonistów”, wciągający jak powieść przygodowa i piękny jak dzieło sztuki.
W „Jedziemy na kolonie” nie pada wiele słów. W dziesięciu rozdziałach poznajemy kolejne etapy kolonijnej przygody, widzianej oczami Luizy, Marka, Niny, Saszki i Asi. Kolorowe ilustracje mówią więcej niż opisy, pozwalają czytelnikowi poszukać informacji o tym jak czują się dzieci, co mogło się im przytrafić, a co zostało opisane bez pomocy słów. Wyczulenie na przekaz, który płynie do nas poza językiem, to świetna lekcja empatii i wrażliwości, a także wyobraźni. Choć to przepiękny picturebook, akcja jest tu wartka i emocjonująca jak w powieściach Twaina. Jednak tym co wyróżnia książkę Dreyer jest wrażliwość na emocje, próba ich nazwania i opisu. Dzięki temu młody czytelnik oswaja trudne uczucia i jest na nie gotowy. W końcu boimy się tego czego nie znamy, a kiedy wiemy co nas czeka i odkrywamy, że inni często czują się podobnie nieswojo, smutno lub samotnie, wtedy prościej nam rozpoznać i przezwyciężyć lęki.
Ktoś nie może znaleźć piżamy, a ktoś inny pomylił śpiwory, jedni śpiewają wesoło całą drogę autokarem, a inni chcą już wracać do domu, bo nie znają piosenek i czują się samotni. Później jednak nadchodzą przygody, które wymarzą z pamięci wszystkie drobne strachy.
„W nocy Marek słyszy dziwne hałasy: oddechy, trzaski, jakby ktoś był na zewnątrz. Może to duchy gór: wielkie piękne, milczące istoty, które czuwają nad koloniami?”
Z książki możemy wyciągnąć wiele wartościowych i praktycznych lekcji jak poradzić sobie na koloniach. Jedną z nich, którą warto zapamiętać jest to, by nie być jak Marek, który chcąc oszczędzić rodzicom prania, zmienił skarpetki tylko raz w czasie turnusu. Z kolei historia Asi pomoże nam zapamiętać, że warto sprawdzić czy po podróży, na dnie plecaka nie został nam banan zapakowany przez rodziców.
Lektura mija nam błyskawicznie, tak jak letni turnus, od momentu kiedy zaczęło się robić fajnie. Jednak czas z książką można przedłużyć o wspomnienia własnych kolonijnych przygód i opowiedzenia ich dzieciom. W końcu jeśli rodzicom i dziadkom udało się przetrwać to wyzwanie i opowiadają o nim z uśmiechem, z pewnością i dzieci nabiorą odwagi do wyruszenia na kolonie!
Artykuł: Anna Głowacka
Zdjęcie: Wydawnictwo Pauza
Spodobał Ci się nasz artykuł o podcastach? Check out our other articles in english i українська!
Przeczytaj również: Plot Holes – recenzja komiksu bez dziur fabularnych
Przeczytaj również: Słowodzicielka – rycerz, zabójca i minstrel wchodzą do baru…
Przeczytaj również: Top 6 podcastów o literaturze!
Przeczytaj również: Sztuka a sztuczna inteligencja
Przeczytaj również: Ten dziwny wiek – recenzja książki Kiley Reid
Znajdź ciekawe wydarzenia w naszej

