Adaptacja powieści Emmanuele Bernheima, „Wszystko poszło dobrze”. Film wyświetlony na konkursie w Cannes pieczętuje powrót Sophie Morceau do filmu.
Emmanuèle, odnosząca sukcesy pisarka żyjąca udanym życiem prywatnym i zawodowym, dostaje wiadomość i pędzi do szpitala, jej ojciec André właśnie przeszedł udar. Andre prowadził do tej pory fantastyczne, wypełnione sztuką i namiętnością życie. Wraz z udarem wszystko się rozsypuje. Mężczyzna nie akceptuje zmiany jaką przynosi życie. Nie wyobraża sobie życia na pół gwizdka, prosi więc córkę, aby pomogła mu umrzeć. Z pomocą swojej siostry Pascale będzie musiała wybrać: zaakceptować wolę ojca lub przekonać go do zmiany zdania. Jednak charyzmatyczny ojciec nie znosi sprzeciwu. Czy uda mu się i tym razem postawić na swoim?
Reżyser angażuje się w budzącą wiele kontrowersji debatę na temat samobójstwa wspomaganego medycznie. Jeśli François Ozon zawsze lubił pracować z największymi aktorkami francuskiego kina, dając im wyjątkowe role. Lista jest długa i obejmuje Catherine Deneuve, Isabelle Huppert, Fanny Ardant, Charlotte Rampling, Ludivine Sagnier. Dzięki „Wszystko poszło dobrze” filmowiec w końcu nawiązuje współpracę z Sophie Marceau, aktorką, której pożądał od dawna. Film to także wielki powrót aktorki w roli głównej. Nawet jeśli wykonanie tego ostatniego ma piękną intensywność, to interpretacja André Dussolliera zdezorientuje od pierwszych minut filmu, gdy odkryjemy go w szpitalnym łóżku po udarze. Aktor, przemieniony fizycznie za pomocą protez zamrażających twarz, daje fascynujący spektakl, który otacza jego postać skomplikowaną mową w nieznośny fizyczny niepokój, a momentami wydobywa z siebie chwyty humoru i kaustyki.
TOUT S’EST BIEN PASSE reżyser, bada granicę między dowcipnym przekazem a tematyką bardzo poważną, ostateczną. Pod powierzchnią konwencjonalnego dramatu o samobójstwie wspomaganym medycznie kryje się komedia rodziny z wyższych sfer. Sophie Marceau i Géraldine Pailhas jako sceptyczne siostry dźwigają ciężar debaty na temat etyki, podczas gdy znakomity André Dussollier wykorzystuje swoją szansę, by im te rozterki utrudnić, jako egocentryczny ojciec dręczący swoje potomstwo do samego końca.
„Nie chcę żadnych płaczek!” słyszymy z ust André Dussolliera, równie samolubnego i przewrotnego, co eleganckiego i żartobliwego. I na tej linii opiera swój film Ozon. Pozwalając sobie na zrobienie z tematu niezwykle drażliwego i dramatycznego jakim jest samobójstwo wspomagane, historii zabarwionej humorem. W atmosferze lekkiej muzyki i klimatycznej przestrzeni Paryża rozpoczyna się walka z uprzedzeniami, prawem i czasem. W pewnej chwili bohater zadaje pytanie: „Jak się miewają biedni? ubolewa Dussollier, kiedy odkrywa koszty wspomaganej śmierci. A jego córka odpowiedziała lapidarnie, ironicznie: „Ba, czekają na śmierć”.
Relacja: Małgorzata Płonka
Zdjęcia: materiały prasowe
Spodobała Ci się nasza recenzja Wszystko poszło dobrze? Zobacz nasze inne artykuły, również po angielsku i ukraińsku!
Przeczytaj również: Pod obcym niebem, Sylwia Kubik – recenzja
Przeczytaj również: Zapaść. Reportaże z mniejszych miast, Marek Szymaniak – recenzja
Przeczytaj również: Klaudia Muniak – najlepsze książki
Przeczytaj również: Katarzyna Grochola: od „Nigdy w życiu” do „Ja wam pokażę”
Przeczytaj również: Zofia Nałkowska: życie w domu nad łąkami
Znajdź ciekawe wydarzenia w naszej

