W dniu 21 maja, tuż przed zakończeniem sezonu teatralnego i rozpoczęciem wakacji, w Teatrze Miejskim w Gliwicach odbyła się premiera spektaklu pt. Wszystko w rodzinie. Wydawać by się mogło, że nowa, klasyczna farsa w repertuarze jest idealną propozycją na gorące dni i upragnione lato. Jednak zostawiając przed wejściem do teatru słoneczną pogodę, twórcy serwują widzom obrazek kościotrupów w czapeczkach Mikołaja, pieczołowicie owiniętych łańcuchem choinkowym. Naprzeciwko nich stoją w idealnym rzędzie 3 czerwone gwiazdy betlejemskie w doniczkach, a za oknem sypie śnieg…
Brytyjski szpital z IKEA
Reżyser Andrzej Nejman doskonale zdawał sobie sprawę z, powiedzmy sobie szczerze, dość niefortunnej daty premiery farsy Raya Cooneya, bowiem akcja dzieje się tuż przed Bożym Narodzeniem w szpitalu św. Andrzeja w Londynie, kiedy personel medyczny przygotowuje się do świątecznego przedstawienia dla pacjentów, a główny bohater, doktor David Mortimore (w tej roli Maciej Małysa) ma wygłosić ważne przemówienie na sympozjum lekarskim. Będąc świadomym ewentualnej konsternacji u widzów, którzy przybywszy do przybytku teatru, nie potrzebowali nawet wiosennych trenczyków, osobiście nastraja świątecznie publikę dzięki nagraniu przypominającemu o wyłączeniu telefonów. Witamy w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Prosimy wyłączyć telefony komórkowe i inne urządzenia elektroniczne. W miesiącu maju myślimy o lecie, wakacjach, urlopach i oczywiście, przede wszystkim, o ŚWIĘTACH. Dlatego zapraszamy na TEN spektakl. Miłej zabawy! Reżyser. Mniej więcej tymi słowami z off-u rozpoczyna się przedstawienie, sprytnie rozwiewając wszelkie wątpliwości, czy bożonarodzeniowa historia medyczna może w ogóle być dostateczną rozrywką na majowy i wakacyjny wieczór. Zatem, po krótkim wprowadzeniu w rytmie Last Christmas czy innego Feliz Navidad ukazuje się na scenie główny bohater. Gabinet lekarski. Jakby wyjęty z okładki katalogu sklepu meblowego. Idealny, czyściutki, kolorowy…
W żadnym wypadku nie przypomina szpitalnego pokoju dla lekarzy. Wciśnięta w kąt szafka na leki i ów nieszczęsny, spacyfikowany łańcuchami kościotrup sugerują dla tych bardziej spostrzegawczych, że ktoś, kto go aranżował, ma coś związanego z medycyną. Po lewej gabinet dyrektora, zaraz obok drzwi ,,na oddział”, po prawej drzwi na klatkę schodową. Regał z książkami, stolik, kanapa i wielkie okno, które odegra dość istotną rolę w perypetiach rodzinnych.
Spirala kłamstw i przypadków
Pierwsze starcie interesów ukazuje się na linii bardzo ważny wykład Mortimore’a- świąteczne przedstawienie dla pacjentów. Główny bohater bardzo stara się skupić przed sympozjum, ale bożonarodzeniowa atmosfera w żaden sposób mu na to nie pozwala. Zdaje się, że jako jedyny w placówce jeszcze pamięta o swoim fachu, ponieważ resztę personelu całkowicie pochłonęły nowe role elfów i śnieżynek. Ale to nie jedyne zmartwienie doktora- wykład okaże się najmniej istotnym punktem tego wieczoru. Podobno przeszłość dopada człowieka w najmniej oczekiwanym momencie – i tu nie mogło być inaczej. Akurat w najważniejszy dzień w medycznej karierze, po 18-tu latach postanawia odwiedzić Mortimore’a jego dawna kochanka, Jane Tate (Aleksandra Wojtysiak). Dlaczego akurat po 18-tu latach, rzecz jasna, żeby poznać mężczyznę ze swoim synem, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Bohater absolutnie nie chce się do ojcostwa przyznać, zaczyna więc kombinować i wymyśla pierwsze kłamstwo. Jak to w gabinecie lekarskim bywa, zawsze ktoś przychodzi i wychodzi. To takie pomieszczenie przechodnie, które jest idealną wylęgarnią plotek. Plotek posklejanych z urywków rozmów i zasłyszanych pojedynczych półsłówek. Szybko okazuje się, że pannę Tate pamięta jeszcze kilku bohaterów, m.in. dr Booney (w tej roli Maciej Piasny). Wytatuowany Leslie (Paweł Majchrowski) jest ścigany przez policję, gdyż wtargnął nielegalnie do szpitala i chce poznać ojca, którego nigdy nie miał. Akcja napędzana jest coraz to nowym kłamstwem wymyślanym przez Mortimore’a, który na poczekaniu musi przedstawiać nowe wersje wydarzeń to pielęgniarce, to policjantowi, to swojej eleganckiej żonie. W aurze narastającej paniki wplątuje w intrygę Booney’a i rozpaczliwie próbuje uratować sytuację.

Karuzela śmiechu i dom dla lalek
Wiarygodność historii zupełnie ustępuje festiwalowi gagów, ogromnych strzykawek oraz zderzaniu ze sobą postaci, które kreślone są bardzo grubymi kreskami. Nie ma miejsca w spektaklu Andrzeja Nejmana na jakiekolwiek rozbudowanie psychologii bohaterów. Są wyłącznie figurami – Mortimore jest lekarzem dorobkiewczem egoistą, dyrektor szpitala alkoholikiem bez posłuchu, Pani Mortimore jest typową businesswoman w butelkowo zielonej marynarce, dr Booney – pociesznym fajtłapą, Leslie – zbuntowanym, przerośniętym licealistą, i tak dalej, i tak dalej. Aktorom jednak nie potrzeba więcej wskazówek do wykreowania swoich bohaterów, ponieważ rzeczywiście widać, że sami się świetnie bawią na scenie. Widz im szczerze im kibicuje, kiedy raz po raz muszą w jakieś sześć osób przedostać się zewnętrzną stroną okna na inne piętro. W końcu farsa nie musi być rozrywką wyłącznie dla widza i zdaje się, że reżyser wyszedł z takiego założenia, wychodząc na tym obronną ręką. Wszystko w rodzinie to spektakl, który ma rozbawić i bawić. Dlatego bohaterowie niczym lalki zostali zamknięci w kolorowym domku i wrzuceni w wir zabawy. Zabawa ta ma wzloty i upadki, czasem staje się zbyt infantylna, ale chwilę później nabiera tempa i nawet ten prosty humor potrafi rozśmieszyć widownię.
Podsumowując, czy warto wybrać się w maju, czerwcu, lipcu na farsę o Bożym Narodzeniu? Wszystko w rodzinie to nie Opowieść wigilijna z poważnym morałem, tylko Mayday zasypany śniegiem. Nie zawsze w teatrze trzeba oglądać poważną sztukę, po której widz się ciężko zastanawia, co autor miał na myśli. Czasem wystarczy się po prostu pośmiać. A śmiech jest wskazany i zalecany na każdą porę roku.
Wszystko w rodzinie (It runs in the family) – Teatr Miejski w Gliwicach
- Tekst: Ray Cooney
- Przekład: Elżbieta Woźniak
- Reżyseria: Andrzej Nejman
- Asystent reżysera: Katarzyna Wysłucha
- Scenografia: Wojciech Stefaniak
- Kostiumy: Małgorzata Nejman
- Projekt tatuaży: Weronika Pająk
Obsada:
Karolina Olga Burek (Rosemary Mortimore); Aleksandra Gałczyńska (Pielęgniarka); Cezary Jabłoński (Dr Mike Connolly); Łukasz Kaczmarek (Sierżant policji); Lech Mackiewicz
(Sir Willoughby Drake); Aleksandra Maj (Przełożona pielęgniarek); Paweł Majchrowski (Leslie); Maciej Małysa (Dr Dawid Mortimore); Jolanta Olszewska (Matka); Maciej Piasny (Dr Hubert Booney), Jerzy Połoński (Bill); Aleksandra Wojtysiak (Jane Tate)
Recenzja: Krystyna Szymura
Wykorzystane zdjęcia: materiały promocyjne spektaklu Wszystko w rodzinie, pochodzą ze strony Teatru Miejskiego w Gliwicach: www.teatr.gliwice.pl.
Spodobała ci się recenzja spektaklu Wszystko w rodzinie? Zobacz nasze inne artykuły!
Przeczytaj również: Relacja ze spektaklu “Dzień świra”
Przeczytaj również: Wywiad z aktorem białostockiego Teatru Dramatycznego
Przeczytaj również: Sequele – tak czy nie?
Przeczytaj również: Nie tylko Konopnicka – projekt promujący kobiety w literaturze!
Znajdź ciekawe koncerty w naszej

