Chcesz jechać w podróż. Sama. Na kilkumiesięczny backpacking. Ale boisz się. Chociaż chciałabyś. Wyobrażasz sobie, że lądujesz na lotnisku oddalonym o jakieś 10 tys. kilometrów od znanej Ci, cudownie przewidywalnej, sterylnej Europy i… no właśnie – co dalej? Jak to zrobić? Jak zorganizować tak dużą i – już w swoim zamyśle – nieprzewidywalną wyprawę? Jak się do niej przygotować mając na względzie to, że jesteś samotnie podróżującą kobietą, bez doświadczenia w samodzielnych wojażach. Ba, w zasadzie bez doświadczenia w podróżowaniu po innym niż Europa kontynencie? I jak tam będzie? Czy wyobrażenia są choć trochę zgodne z rzeczywistością? Czy ten kierunek jest w ogóle dla Ciebie? Zobacz naszą recenzję Jadę sobie. Powrót do Azji!
Tak naprawdę cały wstęp do tej recenzji powinnam sformułować w pierwszej osobie. Chcę jechać w podróż. Ale boję się. Chociaż chciałabym. Dlatego właśnie sięgnęłam po książkę-pamiętnik z podróży Marzeny Filipczak pt. Jadę sobie. Powrót do Azji wydawnictwa Wielka Litera, Warszawa 2020. Luksusowo nieśpieszna (choć luksus tej wyprawy dotyczy tylko czasu jej trwania), samodzielna podróż kobiety do tej części świata, a w zasadzie dwie podróże – pierwsza, odbyta w 2009 roku, podczas której w 6 miesięcy autorka przejechała Indie, Malezję, Tajlandię, Kambodżę i Wietnam. Druga podróż obejmująca Nepal, Bangladesz, znów Indie, Tajlandię, Tajwan i Filipiny, odbyta 10 lat później, będąca tytułowym powrotem, pokazującym jak zmieniła się ta część świata i jak nadal będzie się zmieniać. Książka-pamiętnik z podróży ale także książka-podręcznik, będący kopalnią praktycznej wiedzy dla każdej kobiety, która pragnie wyruszyć sama w tę część świata, jednak targają nią wątpliwości. Różnorakiej natury – dotyczące bezpieczeństwa w danym kraju (ta kwestia, jak sądzę, najgłębiej siedzi w głowie każdej z nas), transportu, zdrowia, organizacji życia codziennego, a więc jedzenia, noclegów, higieny, zasad i zwyczajów panujących w danym kraju. Dobra informacja – w tej publikacji znajdziemy odpowiedzi na (prawie) wszystkie nasze dylematy związane z samotną podróżą.
Filipczak jedzie sobie w swobodnym, niespiesznym i przepełnionym ciekawością wobec różnorodności świata stylu. Przedziera się przez dżunglę i plantacje herbaty, łapie malowniczą ciuchcię z Dardżylingu, pedałuje na rowerze przez Angkor Wat, wchodzi do chyba wszystkich świątyń w tej części świata, rasowo targuje się z rikszarzami. Czasem leży na plaży, a czasem biega za szczepionką na wściekliznę po pogryzieniu przez małpy. Po latach wraca i wędruje dookoła Annapurny, odwiedza mniejszość etniczną Adiwasi na prowincji w Indiach, jeździ na dachu jeepneya na Filipinach (zlepka słów jeep + jitney, a więc zbiorowej taksówki), wpada na chwilę do supernowoczesnego Tajwanu, który po Nepalu, Bangladeszu, Indiach, a nawet mocno turystycznej Tajlandii jest jak nagła przesiadka z TLK do Pendolino. Więcej – do TGV; i taką koleją tam się porusza. Bo tylko taka tam istnieje.
Cały jej dobytek to kilkanaście rzeczy, które nosi w plecaku. Pełen minimalizm posiadania kontrastuje z kalejdoskopem przygód, które przeżywa. Tych cudownych i tych niebezpiecznych, zanurzonych w kakofonii dźwięków tajskiej ulicy, w odgłosy miejskich demonstracji, ton brzęczących bransoletek na kostkach Hinduskich kobiet, w zapachy ulicznego, pikantnego jedzenia drażniącego europejskie nozdrza, szczypiącego w oczy i język. Już kręci Wam się w głowie? To kiepsko, bo trzeba jeszcze dodać uderzające po oczach czerwienie, żółcie i zielenie tkanin, wiejskiej przyrody i dżungli, duszny i biały smog miast. Wszystko to w niemal lepiącym się do ciała, monsunowym, wilgotnym i gorącym klimacie. Doznań mamy tu pod kurek.
Autorka bardzo sprawnie, w lekkim, acz „gęstym” stylu oddaje doświadczenia tej podróży. Te osobiste przeżycia – bo ostatecznie to książka-pamiętnik, tym bardziej że pierwsza podróż do Azji Południowo-Wschodniej została spisana przez Filipczak w czasie jej trwania – napisane są z jakimś podskórnym spokojem, choć przecież nie brakuje tego, czego od tego typu książki się spodziewamy czyli zadziwienia kulturą tak odmienną od naszej. Może to dlatego, że autorka nigdzie się nie spieszy? Daleko jej do zaliczania biegiem i z szałem w oczach kolejnych TOP 10 atrakcji, w każdym z krajów które odwiedza. Siłą tej publikacji jest właśnie osobisty ton ale też kontekst samodzielnego podróżowania autorki, który prowadzi nas przez wszystkie jej trzy części – pierwsza podróż do Azji w 2009 roku, powrót 10 lat później i wreszcie do bólu praktyczna, trzecia część zatytułowana Jadę sama. To prawdziwy cymes dla takich wariatek jak ja. Co w niej znajdziemy? 11 praktycznych rozdziałów o przygotowaniu kobiety do samotnej podróży do tej części świata. Jak się ustrzec przed kradzieżą. Co zrobić, gdy jednak padniemy jej ofiarą, zostając bez dokumentów i pieniędzy. Jak się spakować, co bezwzględnie wziąć ze sobą, a co można spokojnie sobie odpuścić i jak stać się jednym ciałem z własnym plecakiem. Jest rozdział o zdrowiu, wizycie u lekarza przed wyjazdem, egzotycznych chorobach oraz jak się przed nimi chronić. Jak się ubierać, by przestrzegać tamtejszych obyczajów, wyrażając szacunek dla odmiennej kultury, a jednocześnie czuć się swobodnie. Jak mieć głowę na karku i ograniczać potencjalnie niebezpieczne sytuacje, jak zachowywać się wobec miejscowych mężczyzn, czego unikać. Jakim rodzajem transportu najłatwiej przemieszczać się w backpackerskiej podróży, gdzie i jak szukać noclegu, jak się targować. Wreszcie ile taka kilkumiesięczna zabawa kosztuje.
Doskonała pozycja dla tych kobiet, które chciałyby ale boją się. Podręcznik dostarczający ogólnej wizji, czego można się spodziewać od podróży na własną rękę, do mniej lub bardziej dostępnych punktów tej części świata, które tylko czekają, żeby je odkryć. A przy takim trybie podróży atrakcje są niewątpliwe ale niestandardowe, okupione trudem, niewygodą i wysiłkiem podróży w pojedynkę. Bardzo dobry wybór dla tych osób, które czują, że czas już na wyjście ze swojej strefy komfortu, na sprawdzenie się, przeżycie czegoś zupełnie innego, lecz niepewne miotają się z podjęciem decyzji. Filipczak nie pozostawia nam złudzeń: szkoda czasu na strach.
Recenzja: Sara Mazur
Zdjęcia: Sara Mazur
Spodobał ci się artykuł? Zobacz inne artykuły poświęcone literaturze!
Przeczytaj również: Zobacz najlepszych polskich pisarzy thrillerów!
Przeczytaj również: Bruno Grigori – pisarz, dziennikarz oraz projektant gier
Przeczytaj również: Kobiety piszą reportaże!
Przeczytaj również: Nie tylko Konopnicka – projekt promujący kobiety w literaturze!
Znajdź ciekawe koncerty w naszej