Na ogłuszający aplauz zasługuje praca wydawnictw, które dostarczają nam fascynujących książek.
Rok 2020 dobiega końca. Pozbawiony jestem złudzeń, że siedząc w domu wszyscy, niczym wygłodniała horda zombie, rzucili się do księgarń, bibliotek lub antykwariatów w celu wykupienia grubych tomów i nadrobienia zaległości czytelniczych. A jednak podejmę się zadania przedstawienia książek wydanych w tym roku, które łącznie można określić mianem wspaniałych. Wszystkie dają wyraz nieskończonego wachlarza, którym dysponuje literatura. Mamy do czynienia z wirtuozerią najwyższych lotów, oryginalnością języka i artystyczną odrębnością rozumianą jako własny styl autorski wybitnie odróżniający się od masowej nadprodukcji literackiej. Książki, których nie możesz przegapić!

Książki arcydzielne

Arcydzieło – nic tak nie spowszedniało jak przywołane pojęcie. Właściwie co tydzień wydawcy oznajmiają, że oto kolejne zawitało do nas i oczekuje uznania swojej wielkości. Najlepiej nim ktokolwiek je przeczyta, a jak już przeczyta, to zaraz ogłosi się następne. Byle się kręciło, fachowych krytyków raczej nikt nie czyta, więc wystarczą ogłoszenia w mediach społecznościowych. Tym bardziej na ogłuszający aplauz zasługuje praca wydawnictw, które dostarczają nam fascynujące książki. Przyjrzyjmy się bliżej pozycjom wydanym odpowiednio przez Państwowy Instytut Wydawniczy oraz Wydawnictwo Karakter.

Książkę Roberta Walsera “Zbój”, w znakomitym tłumaczeniu Małgorzaty Łukasiewicz, wydał PIW, który zasługuje na złoty medal za książki, które wydaje w serii “Proza światowa”. Proza Walsera została napisana z myślą o podziwie. Do podziwiania mamy olimpijską formę autora w dziedzinie tworzenia zdań. Wątki mnożą się bez końca, a i niektóre końca nie otrzymują, gdyż niekoniecznie jest on istotny tudzież potrzebny. Powieść zapisywana była przez autora na skrawkach papieru bardzo drobnym pismem. Jej złożenie musiało wymagać tytanicznej pracy, ale większej wymagało skonstruowanie tego dzieła, gdyż “Zbój” czytany stanowi kompletną całość. Możecie być pewni, że nie znajdziecie drugiej takiej powieści.

książki
Johnson Denis – Syn Jezusa, Karakter 2020

Drugie opisywane arcydzieło jest nad wyraz cienkie. Do tego stopnia, że włożone za pasek spodni niechybnie wypadnie nogawką. Mowa o “Synie Jezusa” Denisa Johnsona (Karakter). Niech to dobrze wybrzmi: jest to proza, na którą czekaliście pomimo tego, że mogliście o tym nie wiedzieć. Inspirację czerpie z twórczości Lou Reeda, działa niczym heroina i stosuje bezwzględną metodę zdań-pocisków. W tym zbiorze opowiadań alkohol, narkotyki są na porządku dziennym, a naszym narratorem jest mężczyzna zwany Pojebem. Beznamiętny ton obserwatora prezentuje zdarzenia o silnej intensywności. Jednocześnie marzenia o pocieszeniu lub nadziei są szybko upychane w naprawdę ciemnym kącie. Zamiast tego mamy nieświeży oddech, wymięte ubranie, przygasłego papierosa i opadłe ramiona. Czegóż chcieć więcej?

Para arcypolska

Nikt tak pięknie nie przeklina jak Zyta Rudzka. W swojej najnowszej powieści “Tkanki miękkie” (W.A.B.) czyni to bezwzględnością. Wie do czego służą przekleństwa. Więcej, wydaje się, że w końcu znalazł się ktoś kto faktycznie potrafi z nich skorzystać. Niech jednak nie przyćmią one obrazu całej powieści, bo są tu zdania zabójczo celne: “Drewniane rozmowy to żelazna konstrukcja małżeństwa”. A tak się zaczyna: “To chyba z tydzień, jak moja żona chciała się zabić, umieranie jak umieranie – ogłady w tym żadnej”. Rudzka potrafi odzierać swoich bohaterów ze złudzeń. Tym razem chodzi o mężczyzn, a konkretnie lekarzy (bogowie), którzy tracą swoje maski zdobywców, herosów czy nawet istot czujących coś więcej niż dogłębną pustkę.

Przy tym wszystkim nie traci poczucia ironii. Jadowite komentarze, trafne analizy i główny bohater: doktor Ludwik – pediatra nielubiący dzieci. Jest jeszcze ojciec wyłączony z czasu i ze świata. Nie sposób odgadnąć czy na prośbę własną, czy z powodu choroby. “Tkanki miękkie” to odważna i wymagająca rzecz, która koresponduje z “Dziennikiem hipopotama” Krzysztofa Vargi (Iskry). Mamy w nim mężczyznę w wieku słusznym, opisującym niemal dwa lata swojego życia. Niby oczywistość, ale w rękach mistrza prozy, jakim bez wątpienia jest Krzysztof Varga, rzecz nie do przecenienia.

Jako miłośnik jego felietonów w “Dzienniku”, otrzymuję wagony niepodrabialnego stylu, zajadłości oraz sprowadzania spraw do parteru. Warto odnotować, że autor nie odziera spraw ze znaczenia, on je ustawia do właściwego poziomu, dając upust swojej fiksacji na temat Polski, Kościoła, literatury, muzyki, odbiorców i tego co mu weszło w drogę. Wszystko to czyni w imię wielkości powieści. On za nią tęskni, on chce ją napisać, a wreszcie chce ją przeczytać. Najwięcej myśli ku niej dąży. W tej donkiszoterii czuje się wspaniale. Być może aż nazbyt. Tylko, że lepiej stracić czas z oczytanym bufonem, niż zmęczyć choć jedną fabułę Remigiusza Mroza.

Panie piszą o książkach i pamięci

książki
O’Connor Flannery – Misterium i maniery. Pisma przygodne, Karakter 2020

Powiedzmy sobie wprost: trzeźwość nie zawsze służy pisarzom. Flannery O`Connor w swoim zbiorze esejów i przemów “Misterium i maniery” (Karakter) prezentuje dużą ilość trzeźwego osądu, co czyni ją starszą siostrą Krzysztofa Vargi. Trzeźwy i skrupulatny osąd zjawisk blisko związanych z literaturą stanowi mocny punkt jej krytycznej analizy. Oto przykład z przekładu Michała Kłobukowskiego: “w dzisiejszych czasach żałosne pismactwo jest hojniej wynagradzane niż dobra proza. Czasem trzeba tylko nauczyć się pisać wystarczająco źle, żeby świetnie zarobić”. Warto dodać, że w momencie spisywania tych słów, czegoś takiego jak internet nie było nawet w planach.
Jako pomnikowa katoliczka, autorka wydanych w zeszłym roku u nas opowiadań “Ocalisz życie, może swoje własne”, nie traktuje swojej wiary jako oręża, ale próbuje nim oswoić świat, który skłania ją do namysłu i wątpliwości. Doprawdy rzadki okaz. Równie rzadko trafiają się pozycje podobne do książki “Pamięci, pamięci” Marii Stiepanowej (Prószyński) w przekładzie Agnieszki Sowińskiej. Nie jest to do końca powieść, ani esej, ani pamiętnik, ale wszystko ze sobą łączy i opowiada o niedoskonałości ludzkiej pamięci.

Każdy jej aspekt znajduje swój opis. A to zbiór drobnych przedmiotów jako jedyne co pozostaje po bliskich. A to zbiór historii gromadzony przez autorkę, który nie doczeka się miejsca w żadnym archiwum. Niezwykła jest aura towarzysząca niekończącym się dygresjom, przy których należy robić notatki, żeby nie zginąć. Jest również niekompletna historia rodzinna, której budulcem głównym są wspomnienia i anegdoty. Niby niewiele, ale zawsze wykończone wielokropkiem. Może to najlepsze podsumowanie?

Idzie nowe

książki
Kotas Dorota – Pustostany, Niebieska Studnia 2020

Nie postawiłbym 10 złotych, że rok 2020 przyniesie tak dalece obiecujące debiuty w prozie polskiej. Tymczasem rozczarowanie podyktowane brakiem racji szybko przekute zostało w zachwyt nad dwoma zbiorami opowiadań, z których potencjał pisarski wręcz kipi. Pierwszą książką są nagrodzone Nagrodą Literacką Gdynia “Pustostany” Doroty Kotas (Niebieska studnia). Opowiadania są blisko związane z ekonomicznym bytem wielu Polaków. Proszę jednak nie spodziewać się łzawych oczywistości i wylewania łez w telewizji śniadaniowej. Dorota Kotas jest nazbyt czuła, a język opisu winduje ją do kategorii “oryginalność”.

Jej twórczość jest również niezwykle giętka i zahacza chwilami o groteskę czy surrealizm. Daje to odczucia niepospolite i wprawia w ekscytację, choć mówi przecież o sprawach smutnych i poważnych, by nie rzec generacyjnych. Autorka mimo pewnego wycofania, potrafi ująć najdrobniejszym detalem. Inaczej nieco rzecz się ma w przypadku “Halnego” Igora Jarka (Nisza). Opowiadania rozgrywają się głównie w Nowej Hucie, ale niosą ze sobą uniwersalizm nawet wykraczający poza nadwiślańską dolinę.

Treść “Halnego” jest wściekła do granic. Przeznaczenie bez znieczulenia targa swymi bohaterami każąc im dążyć do tego, czego nie są w stanie osiągnąć. Może nie ma w tym ich winy (choć nie do końca), bo może być winny wiatr, który jak wieje to dzieją się rzeczy najgorsze. Autor aż taki pobłażliwy nie jest i rozpętuje przed nami istne piekło. Z maniacką furią oddala szczęśliwe końce, a w to miejsce sprowadza całą ślepą bezwzględność świata. Wyszlifowanym językiem wali nas po głowie próbując do niej wbić prostą zasadę: nie mamy nad tym kontroli. Żadnej innej książki w tym roku nie czytałem na wdechu, poza tą.

Naturalnie powyższy zbiór nie jest doskonały. Przecież jeszcze na półkach księgarń znalazły się takie książki jak “Poufne” Mikołaja Grynberga (Czarne) albo wznowienie “Kalendarza i klepsydry” Tadeusza Konwickiego (Znak). Niemniej z takiej perspektywy, jaką dają wybrane przeze mnie książki, rok 2020 nie wygląda najgorzej.

 

Jarosław Szczęsny – entuzjasta muzyki oraz literatury albo na odwrót. Pisze również na Nowamuzyka.pl.

🟧 Poprzedni wpis autora: Powinniśmy nawzajem się słuchać – wywiad z Dominiką Słowik

🟧 Przeczytaj również: Książki spod nowego pióra

Udostępnij:

FacebookTwitter


Scroll Up
Skip to content

Rejestrując się zgadzasz się z naszą Polityką prywatności, a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie bezpłatnych biuletynów. W dowolnym momencie możesz zrezygnować z subskrypcji klikając w link na dole każdego biuletynu.